RSS
piątek, 23 grudnia 2011
wtorek, 20 grudnia 2011

Fot. Bartek Bobkowski/Agencja Gazeta

Kawałek po kawałku sprzedajemy nasze miasto. Można już zasłonić banerem dworzec, most, postawić dmuchaną reklamę przy stacji metra czy telebim na głównym skrzyżowaniu. Nie obowiązują tu żadne estetyczne normy.

W okresie ustrojowej transformacji jak jedno wielkie reklamowe szaleństwo wyglądały głównie drogi dojazdowe do Warszawy. Świetnie pokazało to w swoim albumie „Polski outdoor” stowarzyszenie Miasto Moje a w Nim. Dziś reklama wdziera się coraz agresywniej do centrum miasta. Ci, którym to nie przeszkadza, mówią: spójrzcie na nowojorski Times Square czy tokijską Shibuyę. No dobrze, ale jest też takie Chicago, gdzie jedyną formą reklamy, jaką można znaleźć w centrum miasta, są wąskie pasy materiału przy ulicznych latarniach.

Czy powinny być w Warszawie miejsca chronione przed reklamową agresją? Niedawno odpowiedziało na to pytanie Muzeum Narodowe, zdejmując szmaty z elewacji swojego gmachu w Al. Jerozolimskich. Muzea, urzędy, parki, zabytki - chociaż je moglibyśmy ocalić. Opakowany został świeżo wyremontowany Dworzec Centralny. Wyobraźmy sobie, że ktoś owija teraz reklamową szmatą cały Stadion Narodowy, Centrum Nauki „Kopernik” albo BUW. Bzdura! Ale takie niebezpieczeństwo jest, bo w Warszawie panuje pod tym względem wolna amerykanka.

Spójrzmy na zabytkowy Trakt Królewski, na dopiero co wyremontowane Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat. Śmieszyły mnie głosy oburzenia na tymczasowy pawilon Olafura Eliassona na skwerze przy Karowej. Wystarczyło, stojąc przy tym „czerwonym pająku”, rozejrzeć się dookoła, by zobaczyć przaśne szyldy restauracji piwnej, ohydne parasole kawiarnianych ogródków, wstrętne metalowe konstrukcje plenerowych wystaw czy kramy czasowych kiermaszy. A mamy przecież specjalną pełnomocnik pani prezydent do spraw Traktu Królewskiego, która podobno zatwierdza tam wszelkie zmiany. Doprawdy trudno w to uwierzyć.

Podobnie jak w istnienie całego wydziału ds. estetyki przestrzeni publicznej w stołecznym ratuszu. Jego dyrektor Tomasz Gamdzyk nieustająco wymiguje się od odpowiedzialności powtarzanym jak mantra zdaniem: - Takie jest prawo, działamy w granicach prawa. W ostatnim wywiadzie dla „Gazety” mówił, że zostały podpisane umowy ze sponsorami Euro 2012, z których miasto musi się teraz wywiązać. Ale ktoś te umowy przecież podpisał! Żebyśmy chociaż usłyszeli, że reklama powisi przez dwa miesiące na moście, ale potem za te pieniądze most wyremontujemy. Nic z tego!

Hanna Gronkiewicz-Waltz pytana o estetyczny horror w mieście odpowiada: - Święte prawo własności. Czyli w praktyce oznacza to tyle, że właściciel sklepu, kamienicy czy wspólnota mieszkaniowa mogą wszystko, np. zdjąć cenny neon i w jego miejsce powiesić najbardziej tandetny plastikowy szyld „Kebab King” albo - jak to zrobiła Cepelia - zamienić swój pawilon w centrum miasta w jeden wielki szmaciano-elektroniczno-dmuchany nośnik reklamowy. W Stanach nawet wysokość krzaka czy trawy na dobrych osiedlach jest regulowana, nie mówiąc już o dopuszczalnym kształcie budynku, kolorze elewacji czy rodzaju dachówki. Czy Amerykanie protestują, że przez to ich osobista wolność jest zagrożona?

Uwierzylibyśmy, że nasza pani prezydent nic nie może w tej kwestii zrobić, gdyby nie przykład Krakowa, gdzie właśnie zaczynają obowiązywać uchwalone przez radę miasta przepisy o Parku Kulturowym Stare Miasto. 90 proc szyldów i reklam ma być tam wymienionych na zgodne z ustalonymi normami. Żadnych parasoli na wąskich zabytkowych ulicach, szyldów o jaskrawej kolorystyce, widocznych anten na dachach, markiz zasłaniających architektoniczny detal. Można? Można!


* Jutro (w środę) o godz. 17 w klubokawiarni Chłodna 25 odbędzie się debata o estetyce przestrzeni publicznej „Czy Warszawa będzie miastem wielkiego formatu?”, w której udział wezmą: Elżbieta Dymna - prezes stowarzyszenia Miasto Moje a w Nim; Joanna Erbel - socjolożka; Grzegorz Piątek - krytyk architektury, kurator; Jacek Prześluga - prezes spółki Dworzec Polski S.A; Karol Trammer - redaktor naczelny „Zbiegiem szyn i Paweł Tyszkiewicz - dyrektor generalny Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR.



19:53, kovalesku
Link Komentarze (12) »
piątek, 16 grudnia 2011

Spotkałam się z niezwykle dynamicznym młodym człowiekiem z firmy Platige Image. Trochę, żeby poznać kulisy powstawania filmów promocyjnych i ponarzekać na urzędników. Ale przede wszystkim żeby przekonać się, że takich pozytywnych świrów, którym jeszcze coś się dla tego miasta chce robić, jest więcej. Dowiedziałam się, że mój blog służy uciesze gawiedzi („przesyłamy sobie codziennie te twoje posty i zastanawiamy się: no i ciekawe co z tego wyniknie”). Bardzo interesujące było tak spojrzeć na naszą warszawską kulturę oczyma kogoś, kto działa tu aktywnie, ale z kim moje ścieżki się dotąd nie przecięły.

Platige Image to specyficzna ekipa. Artyści, wychowani w podobnym do mojego etosie DIY i poczuciu współodpowiedzialności za miasto, którzy jednocześnie odnieśli spory sukces (takimi produkcjami jak „Katedra” czy „Miasto ruin”), współpracują z najważniejszymi urzędami i instytucjami w Polsce, mają kontakty z dużymi sponsorami. Mój rozmówca mówi o tych wspieranych przeze mnie inicjatywach, że są w niszy, z której powinny wyjść, żeby nie być lekceważonymi. Stadion Siedmiolecia, Ja Wisła - super, ale dlaczego urzędnicy to ignorują? Jego zdaniem warto stworzyć silną grupę wsparcia, żeby te projekty nie przepadały. Miasto robi słaby film promocyjny? My robimy natychmiast zajebisty. Mając pieniądze od sponsorów i siłę przebicia tych wspierających się, najbardziej liczących się podmiotów. I miasto samo w końcu sięga po zdolnych. Nie jest w stanie długo się temu oprzeć.
Platige Image chce w swojej siedzibie w fortach przy Racławickiej stworzyć kreatywną przestrzeń, z której ludzie kultury mogliby korzystać (zresztą już udostępniają swój sprzęt i przekazują umiejętności). 


Podobny klimat zastałam dziś w Soho Factory, gdzie spotkałam się z architektami Marcinem Mostafą i Marcinem Garbackim (stamtąd są zdjęcia). Trzy młode, dynamiczne pracownie: Projekt Praga, WWAA i Super Super ulokowały się tam w budynku numer 73. Wyremontowali go, zaadaptowali dużym wysiłkiem do potrzeb biura (jest tu jedna wspólna otwarta przestrzeń, kuchnia, a nawet taras). I choć mogliby pracować wyłącznie na swój własny sukces, uznali, że już mogą pomóc i dać coś extra temu miastu. W sobotę w przylegającej do biura dużej hali z pięknym drewnianym stropem inaugurują Komin73 - przestrzeń, którą oddają do dyspozycji tym, którzy szukają miejsca na swoje projekty.

Z przyjemnością i dumą wysłuchałam, co udało im się w tym roku osiągnąć.
WWAA (Natalia Paszkowska i Marcin Mostafa) współprojektowali Skwer Sportów Miejskich STADION SIEDMIOLECIA. Buduje się już Służewiecki Dom Kultury, który zaprojektowali wspólnie z Janem Sukiennikiem z pracowni 137kilo Architekci, mają też za sobą wygrany konkurs na ekspozycję Muzeum Historii Polski (zresztą wspólnie z Platige Image).
Projekt Praga (Marcin Garbacki i Karolina Tunajek) po rewitalizacji szeregu budynków na terenie Soho Factory w tym roku zrealizowali jeden z najlepszych - siedzibę galerii Leto i Piktogramu. Stworzyli też pawilon wystawowy Emergency Room na Europejski Kongres Kultury we Wrocławiu, a teraz zajmują się przebudową strefy wejścia - księgarni, baru i recepcji - MSN przy Pańskiej.
Grupa projektowa Super Super (Hania Kokczyńska i Jacek Majewski) to w tym roku m.in. eko-meble na festiwalu Przemiany, design konteneru Zuo Corp na Brackiej czy kawiarni Relaks (wspólnie z MOKO Architects).

Zamierzam nadal kolekcjonować tu te pozytywne przykłady, którym miasto nie będzie w stanie się oprzeć.

19:15, kovalesku
Link Komentarze (13) »



No ładnie to wygląda na Pradze. Przystanki wreszcie wymieniane są kompleksowo na te zaprojektowane przez Towarzystwo Projektowe. Są to nie tylko wiaty, ale też ławki, słupki z rozkładem, kosze na śmieci, barierki. Na Waszyngtona nawet zejścia do podziemi są nowe, z tej serii. Wiem, że redaktorowi Osie nie mogę o tym wspominać, bo zaraz mu ciśnienie skacze i podnosi głos (choć jest niezwykle kulturalnym i spokojnym człowiekiem). On delikatnie mówiąc za tym projektem nie przepada. No wiem - ławki mogły by być wyższe, szkło paruje i zamarza, karbowane daszki się brudzą. Ale moim zdaniem mimo tych niedociągnięć wygląda to o niebo lepiej od wiat czerwonych albo tych pożal się Boże futurystycznych na pl. Bankowym. Co mnie drażni? No zobaczcie sami - po co na te przystanki podostawiano te stare kobylaste kosze na śmieci? Nie ważne, że projektant coś kompleksowo wymyślił, dołóżmy mu trochę swojskiego paździerzu, do którego przywykliśmy. 

No i moje nieustanne zadziwienie - dlaczego prawie wszędzie już przystanki są wymienione, tylko nie na centralnych skrzyżowaniach: na rondzie Dmowskiego i przy Dworcu Centralnym? Tam wciąż straszą stare, dziurawe i przeżarte rdzą czerwone wiaty. Nie mogę tego pojąć. Podobnie jak tego, że centralne rondo w stolicy (wciąż bez wind), jest nie do pokonania przez osoby na wózkach czy z wózkami. To jest sprawa dla Autobusu Czerwonego! Zgłaszam. 

15:47, kovalesku
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011

Nie, nie umieram z powodu reklamy na Centralnym, ale obojętność prowadzi do tego...

fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Kolega Śmik z właściwym sobie poczuciem humoru zapytał mnie dzisiaj: to co, bojkot Carlsberga? Ustaliliśmy, że tym razem może jednak on, bo wystarczy, że nie mam co na kark włożyć, na trzeźwo nie dam rady w tym mieście.

16:48, kovalesku
Link Komentarze (20) »

Owsiak nad Wisłą...

11:18, kovalesku
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 grudnia 2011
 

Ze zdumieniem obserwuję, co wyrabia Jacek Prześluga - wiceprezes PKP, prezes spółki Dworzec Polski. Na peronie 4 strzelił sobie w stopę. Teraz broniąc płachty reklamowej i krytykując efekty remontu, który sam nadzoruje, strzela sobie w kolano.

Toż ten człowiek mógłby być królem Warszawy! Zatrudnił świetnych, powszechnie szanowanych projektantów z Towarzystwa Projektowego do renowacji dworca. Efekty, poza kilkoma absurdami w stylu kubików w hali głównej, przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Jeszcze nie tak dawno baliśmy się, że Centralny zostanie zburzony albo do końca ulegnie dewastacji. A tu proszę - czysto, jasno, mamy się czym pochwalić.

Prezes mógłby za to teraz zbierać gratulacje i nagrody. Również za to, że dworzec postanowił uczynić otwartym na działania kulturalne. A tymczasem słyszy tylko buczenie publiki, jak podczas ostatniej aukcji kasetonów. Dlaczego? Przez swoją butę i arogancję. Kpił sobie z prof. Porębskiego, gdy ten śmiał skrytykować pomysł zamalowywania właśnie oczyszczonych ścian peronu 4 fatalnym graffiti. Teraz brnie dalej, odnosząc się do tej - jak ją określa - „w skromnym kształcie” reklamy H&M. „Siatki mogą być zadrukowane według indy­wid­u­al­nego pro­jektu uznanego artysty”? Prezes jest przekonany, że takim właśnie unikatowym dziełem jest reklama H&M. I dla odwrócenia uwagi znów atakuje projektantów. Zresztą przeczytajcie sami...

Zamiast dać się nam nacieszyć choć przez chwilę tą odzyskaną architekturą, sprzedał ją firmie odzieżowej, która wdarła się w każdy możliwy zakamarek dworca. Naprawdę można było poprzestać na reklamach w hali głównej i też by się zarobiło. Nie trzeba od razu opakowywać całego budynku. Poza tym nic by się panu prezesowi nie stało, gdyby choć raz przyznał się do błędu i przychylił do głosu warszawiaków korzystających z JEGO dworca. 

17:58, kovalesku
Link Komentarze (14) »
środa, 07 grudnia 2011

 

To może być bolesne, bo przebadano nie tylko tych kulturą zainteresowanych. We wtorek, 13 grudnia, w południe w kawiarni MiToArt Cafe (ul. Waryńskiego 28) odbędzie się panel dyskusyjny "Życie Kulturalne Warszawiaków". Poznamy wyniki badań wykonanych na zlecenie Stołecznej Estrady. Udział wezmą: Marek Kraszewski (biuro kultury UM), Andrzej Matusiak (Stołeczna Estrada), Marcin Wojdat (CKS), Tomasz Jędrkiewicz (grupa IQS - wykonawca badań) oraz Mirosław Filiciak i Mirosław Pęczak.

 
 
10:11, kovalesku
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 grudnia 2011

Niepokojące jest nie tylko to, jak biuro promocji miasta marnuje pieniądze produkując antypromocyjną tandetę w postaci strasznych spotów, okolicznościowych murali i ton bezsensownych gadżetów, ale też to, w jaki sposób wykorzystuje w drodze konkursów młodych artystów, czerpiąc z ich prac bez stosownego wynagrodzenia i nie informując ich w sposób czytelny o swoich poczynaniach. Przynajmniej taki obraz wyłania się z listu, jaki otrzymałam od uczestniczki jednego z konkursów Natalii Stachury. Dwuznaczna jest też w tym rola Good Looking Studio. Zresztą przeczytajcie i oceńcie sami - (przydługi nieco) list Natalii i odpowiedź Good Looking Studio...
Może jestem przewrażliwiona, ale może to jest jednak Sprawa dla STGU;)

00:23, kovalesku
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 05 grudnia 2011

Przemek Pasek jak zwykle poetycko, emocjonalnie i szczerze. Pomóżmy:

"Nazywam się Ja Wisła. Mam siedem lat. Mieszkam w Porcie Czerniakowskim na starej barce Herbatnik. Jestem duchem tej rzeki. Jestem energią zmartwychwstania idei. Jestem mocą prawdy. Jestem koncertem świętojańskiej nocy. Jestem ptakiem uratowanym z haczyka. Jestem łodzią płynącą o świcie. Jestem głosem zapomnianej historii. Jestem strażnikiem przyrody.

Ale zimą, gdy rzekę skuwa lód, gaśnie ognisko przy barce. Nie mam co dać jeść psom pilnującym łódek. Jest mi zimno i boję się. Jestem sama w ciemności. Denerwuję się i płaczę. Nie mam siły. Nie mam już nadziei. Nie daję rady tak dalej żyć. Coraz częściej myślę o tym żeby odpłynąć.

Mój przyjaciel mówi mi że jestem bardzo potrzebna ludziom. Mój przyjaciel podziwia to co robię, zazdrości mi pasji, uważa że Ja Wisła to fenomen, niezwykła marka, wielka wartość. Mój przyjaciel który mieszka w ciepłym domu mówi mi, że czuje się dumny z tego że istnieję.

Ale Ja Wisła, dziś ja jestem na granicy życia. Czuję ciężar odpowiedzialności, którego nie jestem w stanie sama dalej nieść. Chciałabym żyć i działać dalej. Ale sama nie dam rady. To jest możliwe tylko jeśli Ty będziesz tego chciał. Jeśli Ty weźmiesz na siebie cząstkę odpowiedzialności. Możesz uczestniczyć w kosztach realizacji marzeń. Możesz wspierać działania i rozwój Ja Wisła. Decyzja należy do Ciebie. To ważna chwila. To chwila prawdy.

Jeśli chcesz żebym działała dalej i mogła się rozwijać, potrzebuję mieć stałe, niezależne od kaprysu władz środki na działalność. Potrzebuję stabilności umożliwiającej stałe zatrudnienie kilku osób do pomocy. Jeśli chcesz wspierać mnie, możesz zrobić stałe zlecenie z konta, przelewając choć 10 zł miesięcznie. Możesz powiedzieć o tym wszystkim swoim znajomym. Możesz tego dopilnować.

Mój bank to: ING BANK ŚLĄSKI 38 1050 1054 1000 0022 9316 9757

Fundacja Ja Wisła, ul. Żywnego 21a, m. 71, 02-701 Warszawa. Darowizna na cele statutowe.

Czekam na Twoją odpowiedź z nadzieją. Maluję szkiełka lampek naftowych, które oświetlały koncerty na Herbatniku. To takie mini witraże. Patrzę przez te widoczki na przyszłość. Ta lampka będzie ode mnie dla Ciebie jako znak. Że jesteś Ja Wisła. Że jesteś przyjacielem. Że jesteś Honorowym Fundatorem. Że żyję i będę działać dalej dzięki Tobie."

21:25, kovalesku
Link Komentarze (3) »

Ja nic nie mówię, tak sobie tylko zerkam na moje ulubione tabelki. Ja wiem, że Pani Prezydent z pewnych decyzji budżetowych już się nie może wycofać. Ale skoro brakuje nam...

1,9 mln. zł na Skwer Sportów Miejskich STADION SIEDMIOLECIA, który jest wzorcową obywatelską inicjatywą i służyłby warszawiakom przez kilka lat (o promocji naszego miasta nie wspominając)

to skąd w budżecie np.

3,6 mln. zł na Sylwestra,

2,1 mln. zł na pomnik Polaków Ratujących Żydów na pl. Grzybowskim, czy

4 mln. zł na namiot dla Sinfonii Varsovii?

12:29, kovalesku
Link Komentarze (1) »
sobota, 03 grudnia 2011

Jestem naprawdę pod wrażeniem, jak ten projekt się fajnie rozwija. I jak atrakcyjnie pokazana jest tu Warszawa. Śledźcie to na naszej nowej stronie WAR-SZAŁ. MIEJSKIE AKTYWNOŚCI w Gazecie Co Jest Grane i na warszawa.gazeta.pl. Następny film będzie o bikepolo. Ciocia odkrywa nowe światy:)

WAR-SZAŁ: parkour
WAR-SZAŁ: deskorolka
WAR-SZAŁ: street art



23:58, kovalesku
Link Komentarze (2) »
 

Jak pomieścić całą dekadę w tak małym pudełku? Zobaczcie sami. W galerii Projekt Kordegarda (ul. Gałczyńskiego 3) grupa projektowa Centrala dokonuje swojego pierwszego podsumowania.
Nie tylko Uśmiech Warszawy wywołał tu mój szeroki uśmiech, ale też całe mnóstwo innych ukochanych moich projektów: najwęższy dom na Żelaznej, Warszawa-Powiśle, jarzeniówki pod estakadą Trasy Łazienkowskiej, wyspa na Wiśle, dach z balonów wędrujący po Warszawie. Życzę Centrali, żeby te, które wciąż pozostają na papierze, jak najszybciej się zmaterializowały.

 
 
 
 
 
 
19:51, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
 

Ważna dla mnie wystawa, bo też w końcu brałam w tym udział (choć nie powinnam tu chyba używać czasu przeszłego, bo przecież dopiero co Berka Żmijewskiego usunięto z wystawy Andy Rottenberg w Martin Gropius Bau). To była dla mnie brutalna lekcja dziennikarstwa, jak nie ulec temu sensacyjnemu szaleństwu i jak wybronić, ocalić w tym wszystkim sztukę. Goshka Macuga opowiada w Zachęcie o tych latach walki spokojnie, bo obserwowała je z dystansu. Wystawa zakończy się dwudniową sesją o cenzurze w sztuce po 1989 r. A tymczasem w tę niedzielę, 4 grudnia, o godz. 12.15 oprowadzi po niej kuratorka Maria Brewińska.

 
 
 
 
 
19:06, kovalesku
Link Dodaj komentarz »

Napisał do mnie Piotr Cieślak, wieloletni dyrektor Teatru Dramatycznego. Pamiętamy, że miał dobrą rękę do reżyserów. To on przyciągnął do Warszawy Warlikowskiego, dał szansę Glińskiej na dużej scenie, Cieplakowi, Jarzynie na początku drogi. Pierwszy dyrektor wyrzucony przez Marka Kraszewskiego (2007 r.), bez podania przyczyny. 

Szanowna Pani Agnieszko,
Szczególnie bliskie jest mi Pani marzenie o najbardziej pożądanej i wyczekiwanej dymisji w Warszawie... Niestety, już Kapuściński w Cesarzu pisał (cytuję z pamięci), że jak pan chciał pokazać swoją władzę to powoływał na ministra najgorszego idiotę. Żyję lat już trochę ale nie pamiętam, żeby jeden urzędnik poczynił tyle szkód. Ale ja w innej sprawie. Nasza pani prezydent straszy redukcją ilości teatrów (słynny przykład Berlina), obcina dotacje itd. Czasem mam wrażenie, że działalność pana Kraszewskiego też zmierza w kierunku nie rozwoju (do czego Biuro Kultury jest powołane) ale likwidacji stołecznej kultury. Otóż nikt w zamian nie proponuje rozwiązań strukturalnych, żadnych rozwiązań w miejsce likwidowanych zespołów, instytucji teatralnych. Pozwalam sobie przesłać Pani mój program Trans-Form-Akcja, który może być podstawą do dyskusji. Napisałem go po rozmowie z Jackiem Wekslerem ale zamawiający zniknął z MKiDN nim skończyłem pisać. Kolportowałem ten program w j.angielskim na kilku forach edukacyjno-teatralnych i mam potwierdzenie, że moje myślenie może sprawdzić się w wielu krajach. Może coś się jednak da zrobić?

Nie będę udawać, że znam się na materii teatralnej, ale pochylenie się nad młodymi na pewno jest dobrą drogą. Może dzięki takim inicjatywom rozpocznie się na ten temat debata i coś się wreszcie ruszy.

Tu przeczytacie program TRANS-FORM-AKCJI...

Kontakt z Piotrem Cieślakiem: p.s.cieslak@gmail.com

11:13, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
| < Grudzień 2011 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Zakładki:
Agnieszka Kowalska
Co Jest Grane?
Moje rozmowy
Polecam
Zrobiłam to z Kossakiem

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa