RSS
niedziela, 19 czerwca 2011
Mariusz Liebel zostawił kilka kwater swojego „ziemiala”
do zamalowania mieszkańcom
 
Adres: Rembielińska 8a
Mika Grochowska sadziła z dziećmi kukurydzę, słoneczniki 
i maciejkę na osiedlu Targówek 2
 
Autoportret Targówka
Rzeźbę stworzyli mieszkańcy wraz z Pawłem Althamerem
i Michałem Mioduszewskim
 
Sprawca RE-BLOKU - wiceburmistrz Krzysztof Mikołajewski
- już po wszystkim, w namiocie konferencyjnym
Jeden z projektów pocztówki z Targówka

WWW.RE-BLOK.PL

12:06, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 czerwca 2011

Dostałam list od Karola:

"Jak podała Gazeta Wyborcza "Ministerstwo Kultury przyznało po 50 mln zł na remont wrocławskiego Pawilonu Czterech Kopuł w kompleksie Hali Stulecia oraz na rozbudowę Opery Wrocławskiej"

a jeszcze niedawno ministerstwo ogłosiło wyniki otwartego naboru wniosków w zakresie infrastruktura kultury
zaznaczając na wstępie:
Szanowni Państwo! W związku z pełnym wykorzystaniem limitu finansowego w pierwszym terminie składania wniosków, uprzejmie informujemy, iż odwołany zostaje drugi nabór do programu.

we wnioskach rozpatrzonych negatywnie, przy pozycji 13 znajduje się właśnie dziś dofinansowana Opera Wrocławska

i teraz pytanie... co takiego się stało, że projekt który odpadł w konkursie ministerstwa, w którym największe kwoty dofinansowanie sięgały zaledwie 1 mln złotych (łączna kwota przeznaczona na 187 pozycji pozytywnie rozpatrzonych nie przekroczyła 30 mln), teraz dostaje znacznie więcej?
dlaczego wybrano nagle dwie instytucje z Wrocławia i poinformowano o tym w dniu wizyty ekspertów komisji ESK?

patrząc na kwoty dofinansowania, jakie rozdzielono w konkursie, za te pieniądze można by było wspomóc kilkanaście instytucji w Polsce.

być może warto zapytać ministra co takiego skłoniło go do decyzji dość kosztownej i jak to się stało, że nagle znalazły się poważne kwoty na infrastrukturę, skoro jeszcze niedawno ich nie było?"

Robi się ciekawie. Zapytamy jeszcze przed finałem. A tymczasem poczytajcie sobie, jak konkurenci Warszawy oceniają swoje szanse w konkursie ESK...

13:30, kovalesku
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 czerwca 2011

Boro w dzisiejeszej Gazecie Co Jest Grane


12:19, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 czerwca 2011
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FUNDACJA JA WISŁA...

09:12, kovalesku
Link Komentarze (1) »
środa, 15 czerwca 2011

Targówek niechcący zupełnie niewielkim projektem RE-BLOK o budżecie 25 tys. zł uruchomił lawinę. Poważna rewitalizacja polskich blokowisk zaczyna się właśnie tutaj - w najbliższy weekend - międzynarodową konferencją, obudowaną kulturalnymi wydarzeniami.
Tym warszawskim pospolitym ruszeniem artystów, społeczników, architektów i urzędników zajarał się też L.U.C., który podobną akcję odpali w sobotę we Wrocławiu. Napisał nawet z tej okazji manifest, nazywając swoje pokolenie POKOLENIEM REMONTU.
A nasz internetowy serwis Bryła.pl ogłosi ogólnopolski konkurs dla młodych architektów na rewitalizację bloku. Przedmiotem konkursu będą właśnie bloki z Targówka - z ulic Złotopolskiej i Orłowskiej - modelowa wielka płyta z lat 70.

Więcej o tym wszystkim napiszę do piątkowej Gazety. A wybieram się tam w sobotę ok. godz. 14, żeby zobaczyć gotowy już „ziemial” o tej okolicy, który Mariusz Liebel tworzy na 1800 metrach kwadratowych podwórka przy ul. Rembelińskiej 8a wraz z okolicznymi mieszkańcami. Zdjęcia zrobił tam dzisiaj Albert Zawada.  

19:41, kovalesku
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 czerwca 2011

W piątek rano prezydent Andrzej Jakubiak zaprasza mnie na audiencję i obiecuje, że odpowie na każde pytanie:) Może chcecie go o coś zapytać (agnieszka.kowalska@agora.pl)? Niestety nie zgodził się, by na spotkaniu obecny był również Przemek Pasek. Szkoda.

22:22, kovalesku
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 czerwca 2011

Fot. Filip Klimaszewski/AG

Monika Beuth-Lutyk z urzędu Woli w tekście Urzyka: - Tramwaj będzie jeździł, tylko trochę krócej: od koszar do cukierni przed Żelazną. Tu konia się odczepi, przeprowadzi na tył wagonu i pojazd wróci po tym samym torze.

16:13, kovalesku
Link Komentarze (3) »
niedziela, 12 czerwca 2011
 

Jeszcze nigdy nie mieliśmy na naszym kulturalnym pikniku w Królikarni takich tłumów, jak dziś. Dziękujemy Wam. Jest konkretne wzruszenie.

Zastanawiam się nad tym fenomenem, że największe frekwencyjne przeciążenie mieliśmy wczesnym wieczorem, kiedy połączyła się publiczność zespołu Kamp! z publicznością Krystyny Jandy. Ale zdecydowanie najwięcej osób przyszło na spektakl (zobaczcie to szaleństwo...). Na koncerty po nim została może 1/10 tego tego tłumu. Pomijając wielkość Krytyny Jandy, może to oznacza, że ludzi po prostu nie stać na bilety do teatru (bo dużo osób starszych przychodzi). A na koncerty w ogóle bardzo słabo chodzą - pamiętam to wrażenie podczas kilku ostatnich (bardzo dobrych), na których byłam w klubach - też było pustawo. Ciekawe jak będzie na Orange Warsaw Festival.

PS. A na forum gazeta.pl oczywiście same narzekania. A ja sobie pozwolę tendencyjnie zacytować głos Tomasza Tobina, który napisał na FB: "Co rok więcej ludzi. Wydarzenie jedno z lepszych o ile nie najlepszych plenerowych w Waw jakie znam. Powinniście dostać nagrodę za jego organizację. Dziękuję, i za rok obiecuję być jeszcze większą gromadką!" A co! Bo jesteśmy z tego pikniku dumni i bardzo nam się podoba, kto do nas przychodzi. Głosy krytyczne bierzemy sobie do serca, ale marudom i malkontentom już dziękujemy!:)

 
 
 
00:40, kovalesku
Link Dodaj komentarz »

W drodze na piknik, ok. godz. 16.30, na pl. Bankowym taka oto scena: malutka grupa uczestników Parady Równości wokół jednej z platform zepchnięta na bok, pod pomnikiem Słowackiego, w dodatku otoczona kordonem policji. A na terenie Ratusza - impreza Mazowieckich Dni Wolontariatu, z namiotami, ze sceną. Wymowne. Pewnie wojewoda tu ten wolontariat wpuścił, może nawet nie do końca świadomy, że równocześnie będzie na pl. Bankowym miasteczko Parady Równości. Jedna impreza starała się być głośniej od drugiej. Kakofonia decybeli. Absurd. Czy myślicie, że kiedyś doczekamy dnia, w którym Pani Prezydent na teren Ratusza zaprosi Paradę Równości?

00:17, kovalesku
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 czerwca 2011
 

Kolejne dwie godziny nagrania rozmowy z Przemkiem Paskiem i już wiem, że to się absolutnie nie nadaje do Wysokich Obcasów. Muszę napisać o nim duży reportaż - portret człowieka, pasjonata, społecznika tłamszonego przez system. Bo nikt chyba tak jak on nie zderzył się w naszym mieście z wielką polityką i jeszcze większymi interesami. Mam tylko nadzieję, że ta władza odejdzie, a on wciąż będzie z nami nad Wisłą.

Pasek: - Obiecano nam, że jak zapłacimy karę, będziemy mogli wydzierżawić ten teren i za niego płacić. I znów nie dostaliśmy tej dzierżawy. Pełnomocnik do spraw Wisły powiedział mi wprost: - Przemek, usuń się stąd, a damy wam żyć. Taka jest wola pana prezydenta.
Do 31 sierpnia mamy się wynieść z portu. Nie zamierzam. Uważam, że są wartości, dla których warto polec w tym miejscu. Bo to nie jest "działka inwestycyjna numer 1", jak twierdzi miasto, tylko jest to strategiczna działka dla mieszkańców, która pozwala im przybliżyć się do Wisły. Tu powinny być ośrodki wodniackie, sportowe, rekreacyjne, muzeum Wisły. A nie biurowiec. Gdyby była wola współpracy, to mogłyby tu powstać dzieła na miarę Centrum Nauki Kopernik czy Muzeum Powstania Warszawskiego, przybliżające Wisłę nie tylko w formie wesołego miasteczka, co w tej chwili robi miasto, ale w formie dużego kombajnu edukacyjnego, który będzie przez cały rok mówił od najmłodszych pokoleń warszawiakom, co to jest Wisła, w którą stronę płynie, jaka jest głęboka, co to jest Syrenka, dlaczego jest herbem Warszawy, ile mamy mostów, ile gatunków ryb żyje w Wiśle, jak się po niej pływa. Jeśli urzędnicy przehandlują ten ostatni dostępny port, który należy do miasta, to mieszkańcy stracą go bezpowrotnie.
A miasto waży wyłącznie kasę, jaką może z tego mieć. I niestety panuje zasada "tisze jedziesz, dalsze budziesz" i totalny feudalizm. Nikt nie wychyli się, kto chce być dalej dyrektorem biura, jeśli jest inna wola prezydenta. A prezydent Andrzej Jakubiak powiedział mi na jednym ze spotkań: - I co pan tam robi, panie Przemku, na tej barce? Piwko pan sprzedaje? Dyskoteki? Organizacje pozarządowe to są kwiaty w doniczkach na balkonie, z którego ja odbieram defilady. Niech pan to sobie zapamięta.

Nie dopiłem kawy i wyszedłem z tego spotkania. Cichutko, jak najciszej umiałem zamykając za sobą drzwi.

23:03, kovalesku
Link Komentarze (15) »
środa, 08 czerwca 2011
 

Nie żebym jakoś szczególnie była łasa na prezenty. A już szczególnie nie znoszę bezmyślnej produkcji i wysyłki badziewnych gadżetów: patrz nasze biuro promocji miasta, które rozpisuje kolejny przetarg na kwotę 193 tys. euro na projekt smyczek i podkładek pod myszki z wizerunkiem Skłodowskiej. Czy pani Ratajczyk zostanie kiedyś z tego rozliczona??? Ja bym jej to kazała z własnej kieszeni zwracać!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No a Gdańsk zawsze trafia w punkt. Tam po prostu jacyś mądrzy ludzie w promocji ESK pracują i wiedzą co, komu i kiedy wysłać. Ich kalendarze z ludźmi kultury autentycznie u nas na zakładzie wiszą (patrz wyżej), bo są estetyczne i dobrze wymyślone. A dziś dostałam paczkę, którą z przyjemnością zabrałam do domu. Były w niej: wielka księga "Artyści, wariaci, anarchiści. Opowieść o gdańskiej alternatywie lat 80."; mapa Gdańsk 2016 - taka w stylu map Bęc Zmiany; książki: Przemka Guldy "Chłopcy i dziewczęta w Polsce" i "Narracje. 6 opowiadań o Gdańsku"; płyty: Kiev Office i Trupa Trupa. Nie czuję się, jakbym na Gwiazdkę dostała pierwszy tom Encyklopedii Powszechnej, tylko jakby ktoś chwilę pomyślał, co mogłoby mi sprawić radość.

23:44, kovalesku
Link Komentarze (5) »

                              fot. Bartek Bobkowski/AG

Cieszy mnie bardzo ta nominacja, bo jest szansa, że to miejsce - z takim potencjałem i tak nam drogie - wreszcie ożyje. Nową kuratorką Królikarni - oddziału Muzem Narodowego - została Agnieszka Tarasiuk. W sobotę powita ze sceny gości naszego kulturalnego pikniku Gazety Co Jest Grane.

Jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, do 2010 r. kierowała Domem Pracy Twórczej w Wigrach, z którego uczyniła prawdziwe międzynarodowe centrum kultury. Przypomina, że pierwszym właścicielem Królikarni był w latach 80. XVIII w. Włoch Karol Thomatis, mianowany przez króla Stanisława Augusta dyrektorem teatru publicznego, który organizował tu wieczory muzyczne, tańce, obiady, bale i pokazy sztucznych ogni. - To sielankowe miejsce, w którym z przyjemnością się przebywa. Chcemy to wykorzystać, lokując tu m.in. wydarzenia edukacyjne i warsztatowe. Już jestem po rozmowach z Tadeuszem Wieleckim, z którym planujemy takie działania we wrześniu w ramach Warszawskiej Jesieni - mówi Agnieszka Tarasiuk.

Chce, by Królikarnia nadal funkcjonowała jako Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego. Zamierza lepiej wyeksponować rzeźbiarskie obiekty z kolekcji Muzeum Narodowego, zestawiając je z pracami i działaniami artystów współczesnych. Po sobotnim pikniku pałac przejdzie szybki remont. Musi być gotowy na 17 lipca. Wtedy Muzeum Narodowe zamyka stałe ekspozycje w swoim głównym gmachu w Al. Jerozolimskich, by je przearanżować. Na czas remontu to na Królikarni ma się koncentrować uwaga widzów. Agnieszka Tarasiuk przygotowuje wakacyjną wystawę, w której wykorzysta eksponaty z galerii stałych (nie chce jeszcze zdradzić szczegółów).

Planuje tu też otworzyć księgarnię artystyczną z książkami o sztuce połączoną z kawiarnią, w której będzie też można wypożyczać leżaki, koce i kosze piknikowe. Podczas dzisiejszej burzy mózgów z zespołem padła pierwsza propozycja nazwy tej kawiarnio-księgarni: Kij i Marchewka. - Kij oznaczałby mobilizację do wysiłku: kontaktu ze sztuką, poszerzania horyzontów, a marchewka - pyszne ciasto - śmieje się Agnieszka Tarsiuk. - Chcemy, żeby ten park był przyjazny i zachęcający. Ale najważniejsza pozostanie sztuka - wystawy, spektakle, dyskusje oraz specjalny program animacji i edukacji dla dzieci i całych rodzin. To dopiero początek.

* Przypominamy - piknik w Królikarni (ul. Puławska 113 a) w sobotę 11 czerwca, w godz. 12-22, wstęp wolny.

17:37, kovalesku
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 czerwca 2011

foto: Robert Kowalewski/AG

Nie wiem, czy ten wywiad się kiedykolwiek w Obcasach ukaże, bo choć dostałam na Przemka Paska zlecenie, nie jest to łatwe zadanie. Złapać go i przytrzymać w spokoju choć przez pół godziny. Tak już się spotykamy od dwóch tygodni. Jak ja jestem w porcie - to jego nie ma, bo właśnie wypłynął. Gdy on stawia się w Agorze - dzwoni telefon - wycieczka przyjechała na rejs godzinę wcześniej. I tak w koło. Ale powiem Wam, że to lubię. Mogę się tak umawiać w nieskończoność, bo tym samym lepiej poznaję swojego bohatera. A Przemek to postać ze wszech miar godna głębszego poznania. Miałam z nim intensywny kontakt, gdy zaczynał, rozkręcał dopiero działalność fundacji Ja Wisła. Potem przechwycili go inni dziennikarze. Dlatego z przyjemnością przyglądam mu się teraz, po latach. Umówiliśmy się na wtorek na rejs, może wtedy uda mi się przez godzinę skupić jego uwagę na rozmowie.

Polecam Wam te jego rejsy:
* Nadwiślański Świt - z Portu Czerniakowskiego na Bielany codziennie o 4 rano. Trwa 2 godziny, bilety: 20 i 40 zł.
* Rzeczne miasto Warszawa - warszawska Wisła w pigułce. Godzinne rejsy edukacyjne. Codziennie od 10 do 16, bilety 10 i 20 zł.
* Rezerwat Wyspy Zawadowskie - wieczorny rejs, spotkanie z dziewiczą przyrodą i rzeką jak z XVI wieku. Trwa trzy godziny, codziennie o godz. 18, bilety 30 i 60 zł.

Każdy z pewnością jest wielką przygodą. Ja zamierzam nadrobić zaległości i sprawdzić z Przemkiem tego lata wszystkie. Chcąc się zapisać, po prostu dzwońcie na numer 503 099 975. Nie działam we własnym interesie, bo tego wywiadu mogę tym samym nigdy nie skończyć.

 
 
 
 
22:32, kovalesku
Link Komentarze (4) »

"Nie napiszę tego felietonu, chociaż temat jest ważny. Nie napiszę, chociaż zobowiązuje mnie do tego wszystko, co pisałem o warszawskiej kulturze i o co walczyłem. Nie mogę napisać o Teatrze Studio i nominacji Romana Osadnika na naczelnego dyrektora tej sceny z jednego powodu: bo sam miałem pomysł, jak przekształcić Studio, i zgłosiłem go do biura kultury. Znajduję się w sytuacji konfliktu interesów, wszystko, co powiem lub czego nie powiem, na ten temat może być odebrane jako stronniczość lub próba załatwienia własnych interesów. Ale nie mogę milczeć, jeśli szanuję swoich czytelników. Mają oni prawo poznać moją opinię, wiedząc jednocześnie, że nie jestem w tej sprawie bezstronny"

Przeczytajcie cały felieton Romana Pawłowskiego o Teatrze Studio koniecznie. Do dyskusji - gdzie są granice dziennikarskiego zaangażowania.

18:11, kovalesku
Link Dodaj komentarz »

Widać, że fiesta w Hotelu Europejskim w ramach Wyłącz System! też się udała:) Foto: Filip Klimaszewski/AG.

15:22, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
 

Dziś przeżyłam tyle pięknych i wzruszających momentów, że od razu muszę się tym z Wami podzielić. Myślałam już, że Warszawa tonie w marazmie, ale nie - wciąż jest duch w narodzie! Działo się w tę sobotę mnóstwo - lokalnie, w dzielnicach, na osiedlach. W zasadzie można było nie opuszczać swojej okolicy. Żoliborz leniuchował na Żoliborzu, Kępa na Kępie, Grochów na Grochowie. To były cudne, skromne, bezpretensjonalne pikniki. Bez zadęcia, wielkich decybeli i dmuchańców. I generalna refleksja jest taka - jak się miasto nie wtrąca, to się wszystko bardzo dobrze udaje.

Wyjątkiem była akcja "Osiedlamy się!" na Łukowskiej, organizowana przez Centrum Komunikacji Społecznej, ale i ona nie doszłaby do skutku bez zapału kilku aktywistów: Marty Trakul, Izy Rutkowskiej, Igora Nikiforowa, Tomka Dubiela, Kwiatka, Norbulla, którzy zaserwowali mieszkańcom spektakl teatralny, kino na ścianie bloku, grę we frisbee, wspólne sadzenie kwiatów i muzykowanie. A wszystko to za naprawdę małe pieniądze. 

Na Mariensztacie zagościł targ Ściegi Ręczne. Ania i Beniamin Kaliszowie z kawiarni Ogrody zachwyceni, bo tak tu powinno być w każdy weekend: targowisko mody i designu na całym rynku, didżejka i kawiarniane stoliki na zewnątrz - bajka! Sąsiedzi niestety wrogo zerkali z okien.

Na Imieninach Joli Bord popas na trawie na skwerze Kompanii Żniwiarz, koncerty, kiermasz wypieków i pchli targ, pokaz filmu. A na Saska Expo tłumy we Fregacie na występie Morettiego i Maseckiego oraz magiczne zakończenie wieczoru na małej ślepej uliczce Nurskiej, gdzie zagrali: Adam Repucha i Tres.b. Mnóstwo ludzi, dzieci sprzedające lemoniadę, starsze panie sąsiadki wynoszące taborety, żeby posłuchać muzyki. Tak powinno być w tym mieście co tydzień!

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
01:31, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 czerwca 2011

Takie zdjęcie zamieścił właśnie na FB Krzysiek Gałkowski współwłaściciel Beirutu - nowej knajpki na Poznańskiej (mieli od jutra powoli się otwierać). Co to za miasto! Robisz coś pozytywnego? Na pewno ktoś cię zaraz ściągnie za nogi w dół.

 
09:05, kovalesku
Link Komentarze (9) »
 

Malujący na Dworcu Centralnym mają głos. MIESTO (Mateusz Ściechowski) z Vlepvnetu pisze:

"Przyglądam się tej dyskusji, czytam wypowiedzi na forach, próbuję zrozumieć wszystkie strony. Jako, że sam (wraz z grupą Vlepvnet) jestem stroną w tym sporze, nie jestem pewien czy mam odpowiedni dystans to sytuacji.

Działanie na dworcu miało na celu wykorzystanie potencjału ścian domykających perony. Miało, może nie tyle ożywić, co wzniecić tę przestrzeń. Abstrahując od samych prac, estetyki którą prezentują czy też od samej idei twórczej tego konkretnego dzieła uważam, że nie możemy się - ani my ani koledzy Tomek Plata ani Jarek Fliciński - stawiać się jako jedyni eksperci w dziedzinie sztuki. Żaden z nas nie może oceniać w kategoriach: moje jest lepsze a twoje gorsze. Projekt Jarka nawiązuje stylistycznie do początków powstawania dworca jednakże jest wyłącznie zagraniem dekoracyjnym, przyjemnym dla oka, nieinwazyjnym. Może wypowiedź prezesa Jacka Prześlugi o „wypomadowanych impresariach” jest zbyt prześmiewcza, ale proponowanie przez BWA i Biuro Sztuki dopasowanych rozwiązań w stylu retro jest raczej próbą uzupełnienia/udawania założeń projektowych Arserniusza o niepotrzebne dodatki .

My naszym działaniem nie chcemy przekreślać wartości dworca, jego bryły, formy, materiałów, ale na pewno zdejmujemy z niego odium świętego miejsca, które jeszcze dwa czy trzy lata temu opinia publiczna chciała wyburzać. Dodajemy coś, zostawiamy tagi i znaki. Tak jak wpisanie Pałacu Kultury do rejestru zabytków było pójściem pod prąd dla wielu mieszkańców Warszawy, tak my przekształcając mały fragment tej architektury próbujemy pokazać, że niektóre rzeczy można zmieniać. Z pewną bezczelnością chłopaków z ulicy chcemy udowodnić, że trzeba niektóre sprawy załatwiać po swojemu, że miasto ewoluuje, nawarstwia się i zmienia.

Projekt rewitalizacji też miał swoje trudne miejsca. Czytamy słowa panów odpowiedzialnych z projekt i widzimy jak ich działanie usuwa smaczki dworca, zegary, tablice informacyjne, czarne marmury. Zastępując je telebimami, sufitami jak z biur i infografiką rodem z Monachium, Marsylii i Londynu. Zapraszamy do warszawy na Hauptbahnhof, częstujemy kawą ze Starbucksa, na obiad Macdonald i dobranoc w sieci Accor. Czysta modernistyczna forma nie będzie przeszkadzać we wpatrywaniu się w iPada albo telefon.

Robimy to co zrobiliśmy, bo prowadzimy z miastem dialog wykorzystując dane nam możliwości i sytuacje (też na zasadzie - zróbmy to, zobaczymy co się stanie). Nie jesteśmy partią polityczną, żeby iść za tłumem, nie musimy się podobać wszystkim."

09:00, kovalesku
Link Komentarze (9) »
czwartek, 02 czerwca 2011

I czuję się, jakbym całą zmianę tam przepracowała. A byłam tylko na 1,5-godzinnej wycieczce. Ale po kolei. Najpierw był sąd, a potem huta. W sądzie można było fotografować, w hucie nie.

 

W Sądzie Okręgowym w al. "Solidarności" niezwykle ciekawe doświadczenie. W pustych, monumentalnych wnętrzach słuchaliśmy chóru, który protokoły rozpraw wyśpiewywał w konwencji pieśni liturgicznych.

 
 
 
 
 
 

A dawna Huta Warszawa (dziś ArcelorMittal) była doskonałą terapią. Już nie będę narzekać, a na pewno nie w pracy. Tam to jest dopiero robota! Oprowadzali nas pracownicy - od członka zarządu oraz młodego nauczyciela angielskiego (czyli wnętrza biurowe), przez kierownika zmiany, suwnicowego (to już na hali), aż po pracownika, który sprząta teren (ten powiedział: - Huta to moje pierwsze miejsce pracy i pewnie ostatnie). Opowiadali nam anegdoty i smutne historie o rozbitych rodzinach, pokazywali swoje miejsca pracy, zdjęcia z wakacji, kalendarze z gołymi paniami, śpiewali punkowe piosenki, czytali fragmenty ulubionych książek, wspominali strajki. Niezwykłe ludzkie charaktery i historie. No i te zakamarki samej huty! Zobaczyliśmy naprawdę dużo, i to w akcji. Szacunek dla Nowego Teatru, który te wycieczki zorganizował w ramach festiwalu Sąsiedzi 2.0! I oczywiście dla autorów: kompozytora i dyrygenta Christiana Garcii (sąd) i dramaturga Gerardo Naumanna (huta). Festiwal miejskich interwencji  "Miasta równoległe" trwa jeszcze jutro - sprawdźcie jakie wycieczki tego ostatniego dnia są w programie. Może uda się na nie dostać. Informacje znajdziecie w Nowym Wspaniałym Świecie i Nowym Teatrze (ul. Madalińskiego 10/16, tel. 379 33 33).

mat. Nowego Teatru

MIASTA RÓWNOLEGŁE zakończy jutro (w piątek 3 czerwca o godz. 19) debata w Nowym Wspaniałym Świecie, w której oprócz artystów i kuratorów wezmą również udział m.in. Roman Pawłowski i Piotr Gruszczyński.

23:29, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 czerwca 2011
Anka i Marika w Starterze na Muranowie. Foto: Robert Kowalewski/AG

Ta galeria witana jest w Warszawie z entuzjazmem. Bo przez trzy lata swojej działalności w Poznaniu Starter już wyrobił sobie markę. Tam, w 200-metrowym mieszkaniu z balkonikiem Marika Zamojska i Anka Pięta promowały swoich rówieśników z ASP. Szło im dobrze, ale to niespokojne duchy, potrzebowały nowych wyzwań. Stąd decyzja o przenosinach do Warszawy. I póki co jej nie żałują. Wygrały w konkursie dzielnicy Śródmieście na wynajem lokalu po preferencyjnych, kulturalnych stawkach, dostały dotację. - To nie jest puste hasło - Warszawa to naprawdę miasto możliwości, jeśli chodzi o kulturę! - mówi z entuzjazmem Marika. Nie zdołała ich nawet zniechęcić biurokratyczna gehenna, jaką przeszły w urzędach. Siadają sobie teraz z kawą przed swoim lokalem i pełne zapału planują remont, akcje artystyczne, targowiska na placu.

„Zanim wjadą buldożery” - tak zatytułowały jednodniową inauguracyjną wystawę galerii Starter, którą pokażą w tę sobotę. Bo jest to ten szczególny moment, kiedy lokal jest jeszcze surowy, przed remontem i można zrobić wszystko. - Jak powiedział zaprzyjaźniony z nami artysta - nasikać w kącie - śmieje się Marika. Bo trzeba wiedzieć, że dziewczyny mają lekko punkowe zacięcie.

Słowo o samym miejscu - to Muranów, ul. Andersa 13, między komendą policji a Anielewicza. Niezwykle piękny, baśniowy placyk wewnątrz półkolistej kamienicy. Cisza, spokój, drzewa porośnięte bluszczem. No i ta nazwa - skwer Tekli Bądarzewskiej, dla przypomnienia - zmarłej w 1861 r. kompozytorki salonowych utworów na fortepian, w tym najsłynniejszej „Modlitwy dziewicy”. Marika i Anka marzą teraz, by „Modlitwę...” wykonał na tym skwerze kiedyś na przykład Marcin Masecki. Na 3 lata wynajęły tu lokal po sklepie materiałów elektrycznych Elektra, a po sąsiedzku mają galerię Program i stowarzyszenie Stacja Muranów. Coś się zaczyna na skwerze Tekli Bądarzewskiej dziać.

Nowe gospodynie podzielą się tymi 58 metrami, bo Anka chce tu realizować swoje modowe projekty (to ona jest odpowiedzialna za imprezy z cyklu Ściegi Ręczne - następne przypominam też w sobotę od godz. 11 na mariensztackim rynku), a Marika zajmie się galerią. Na dobre wystartują po wakacjach, po remoncie. A teraz pozwoliły swoim artystom pobałaganić, dokonać jak to mówią „twórczej destrukcji”. Na zdjęciu powyżej widać już jedną z prac - grafikę Jakuba Czyszczonia odbitą na pociętym linoleum, pokrywającym podłogę. Agnieszka Grodzińska podziała tu na rusztowaniu ustawionym wewnątrz galerii, Michał Grochowiak i Kamil Strudziński bunt skanalizują w swoich fotografiach, Piotr Łakomy wykorzysta kaseton świetlny. Gościnnie swoje prace pokaże też Dan Perjovschi. - Spodziewałyśmy się po nich większego radykalizmu. Ale może to lepiej, w końcu będziemy musiały to potem wszystko posprzątać - śmieje się Anka Pięta. W trakcie remontu zaproszą nas tu jeszcze 25 czerwca, by pokazać recyklingową instalację przygotowaną specjalnie dla tego skweru przez hiszpańską anarchistyczną grupę artystyczną luzinterruptus.

Bardzo to było pozytywne dziś spotkanie, zwłaszcza że po sąsiedzku mi takie miejsce przybywa. No i tę procedurę papierkową urzędniczą z dziewczynami obgadałam, bo już po raz kolejny słyszę, że główną bolączką organizacji jest właśnie próba ustalenia, jakie są procedury związane z wynajmem lokalu od miasta i jego remontem. Nie ma jasnych wytycznych, urzędy nie są ze sobą w żaden sposób skomunikowane. A sprawy trzeba załatwiać: w ZGN-ie na Szwoleżerów, w lokalnym ZGN-ie, wydziale architektury, spółdzielni, niektórzy mają też to nieszczęście, że w biurze konserwatora. To wymaga usprawnienia! Oczywiście powinni to zrobić urzędnicy, ale nigdy nie zrobią, więc może kilka organizacji, które ostatnio to przechodziły powinny usiąść i spisać krok po kroku taki poradnik, jak się w tym gąszczu nie zagubić. Zaszczepię tę ideę burmistrzowi Królikiewiczowi, bo chyba to z nim zrobię teraz kulturalną rozmowę do Gazety. Jest nawet za co chwalić. Trzy lokale w takim martwym miejscu obok siebie na kulturę - no no! Poprosimy jeszcze o to Jedno Okienko Tuska w dzielnicach!

 
 
 
 

23:34, kovalesku
Link Komentarze (2) »

Panie i panowie, poznajcie prezesa spółki Dworzec Polski, członka zarządu PKP SA Jacka Prześlugę! Muszę to jutro w Gazecie skomentować. Jakie lekceważenie Romanowicza, jakie prof. Porębskiego! Niewiarygodne czym się prezes takiej spółki zajmuje! Rzeczywiście, inna wrażliwość. Poniżej fragmenty jego gorącego felietonu dla 'Rynku Kolejowego':

„paradoksalnie uważam, iż dobrze się stało, że na Centralnym zachowaliśmy w dziewictwie drugą ścianę, na peronie pierwszym. Będziemy mieli możliwość długoterminowego oglądania reakcji podróżnych na oba światy. Pierwszy ze światów, świat peronu 1, to przestrzeń modernistycznej ascezy, zdehumanizowanego zimna, świętych kamyczków na ścianach, które za rok-dwa pokryje patyna czasu. Peron pierwszy niechaj ma imię prof. Porębskiego – będzie świątynią postawioną w hołdzie ideom lat siedemdziesiątych. Miejscem kontemplacji, spokoju, stateczności. Tam przewiduję raczej występy baletów, chórów anielskich albo Festiwal Piosenki Żołnierskiej niż murale i happeningi. Będzie tak, jak chciał wielki Arseniusz i kontynuatorzy jego dzieła.

Peron 4 niech z kolei stanie się światem koloru, świadectwem zmian, artystycznej chuliganerii, braku pokory. Zawsze można odwrócić się od niego tyłkiem i spojrzeć w stronę spokoju peronu 1. I odwrotnie! (...) Tu stojąc w oczekiwaniu na pociąg podróżny będzie mógł „czytać ściany”, oglądać wystawy fotografii lub prezentacje niezależnego kina - na peronie pierwszym poczyta, stojąc w dobrym świetle, „Gazetę Wyborczą”, honorową patronkę tego miejsca.

Jednego na Centralnym nie będzie - napalonych na sponsorską kasę wypomadowanych impresariów, którzy dziś biegają po gazetach pokazując jakież to wizje mogliby realizować na dworcu artyści z ich stajni, gdyby tylko im pozwolono”.

Odpowiedź Tomka Platy z galerii BWA Warszawa:

Napaleni na sponsorską kasę wypomadowani impresariowie - pisze prezes Prześluga chyba o nas: Fundacji Biuro Sztuki i galerii BWA Warszawa. Tylko kilka słów wyjaśnienia w sprawie faktów, żeby nie eskalować emocji.

Pomysłodawcą i producentem projektu Jarka Flicińskiego dla Warszawy Centralnej jest fundacja Biuro Sztuki. W naszych rozmowach z PKP od początku mówiliśmy, że zapewnimy finansowanie projektu. Projekt został wpisany w program Warszawy jako Europejskiej Stolicy Kultury. Jeżeli Warszawa zdobędzie tytuł, będą pieniądze na realizację. Pieniądze są zatem publiczne, my jesteśmy fundacją, wszystko jest transparentne. Innymi słowy, chcieliśmy dać PKP pracę wybitnego artysty za darmo. Jedyne, czego oczekiwaliśmy, to podjęcie rozmowy.

Tymczasem PKP rozmowy nie chce, a już na pewno nie chce rozmowy publicznej. Na razie posługuje się twardym argumentem: to kolej jest właścicielem dworca, zatem kolej będzie decydować, jaka sztuka może być na dworcu prezentowana (dosłowny cytat z naszych rozmów z przedstawicielami PKP). Jakiekolwiek podpowiedzi, że szefowie PKP to urzędnicy państwowi, a dworzec to przestrzeń publiczna, okazują się argumentami z innej, odległej przestrzeni.

Chcieliśmy pokazać projekt Jarka, by zacząć dyskusję, jak powinna wyglądać sztuka na dworcu. Jesteśmy otwarci na opinie, Jarek zawsze jest bardzo wyczulony na zmieniający się kontekst, więc projekt może ewoluować. To, że PKP chce blokować podobną dyskusję, jest dla nas niezrozumiałe, bo przecież taka dyskusja najlepiej by służyła marce PKP. Również w najbardziej prozaicznym, marketingowym, czyli finansowym sensie.

Podobnie zresztą, jak prace Leona Tarasewicza w poznańskim Starym Browarze czy Jarka Flicińskiego, Moniki Sosnowskiej i Maurycego Gomulickiego we wrocławskiej Renomie, doskonale służą tym miejscom. Na razie Stary Browar i Renoma nie mają problemu ze swoim wizerunkiem. W przeciwieństwie do PKP.”
13:28, kovalesku
Link Komentarze (17) »
wtorek, 31 maja 2011

To różne odsłony warszawskiej syrenki. Tylko dlaczego ta artystka jest z kulą? Czy to coś mówi o kondycji naszych stołecznych twórców? 

Projekt: Rene Wawrzkiewicz. Ilustracje: Bartek Drejewicz.

15:24, kovalesku
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 30 maja 2011
 

"Współautor projektu rewitalizacji Dworca Centralnego prof. Jerzy Porębski z Towarzystwa Projektowego G. Niwiński, J. Porębski jest zaskoczony: - Nikt z dyrekcji i zarządu PKP nie konsultował z nami tego pomysłu. Jest on kompletnie nieadekwatny do efektu, który zamierzaliśmy osiągnąć, na żenującym plastycznie poziomie. Przywraca estetykę, którą chcieliśmy na dworcu zlikwidować.
- Wiem, że pan profesor chciałby, by dworzec był szary. Taki jak go projektował Arseniusz Romanowicz. Należy on jednak do PKP i my chcemy tu wpuścić trochę koloru - odpowiada wiceprezes PKP Jacek Prześluga."

Dyskusja o malowidłach, które powstają na ścianie peronu 4. na Dworcu Centralnym jutro w Gazecie. Dla mnie jest to smutne, podobnie jak malunek na Jasiu i Małgosi. No nie w tym miejscu i nie w tym czasie, kiedy dopiero co udało się to względnie odczyścić! PKP strzela sobie wizerunkowo w stopę - tyle zyskali promocyjnie doceniając walory architektoniczne Centralnego. I w sekundę to wszystko zepsuli. Najsmutniejsza jest jednak niska jakość tego projektu. I że stoi za tym Vlepvnet - najwięksi znawcy sztuki ulicznej w Warszawie. Może za dużo w mieście na raz robią: i UFO, i Eltono, i Centralny. I już zasobów ludzkich nie starcza. Nie podoba mi się również akcja malowania, zorganizowana przez Dulux na dworcu Powiśle. Niech da magnolię albo jasną szarą i będziemy co jakiś czas malować wiaty i przejścia, żeby były czyste. Ja wiem, że graffiti jest teraz modne, ale tu trzeba trochę wyczucia, bo zamiast być cool można sobie niechcący wsi narobić. PKP powinna to teraz zamalować i zorganizować na Centralnym wielką debatę - z projektantami, architektami, artystami, kuratorami, konserwatorami - jak chronić taką architekturę i jaką wpuszczać do niej sztukę. 

Z ostatniej chwili - oficjalny protest:

"Jako autorzy projektu rewaloryzacji Dworca Centralnego wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec działań Zarządu Spółki Dworzec Polski związanych z pokryciem graffiti ścian hali peronowej.

Nie protestujemy przeciwko wykorzystaniu tego fragmentu dworca do celów artystycznych. Protestujemy przeciwko miernej jakości tych działań oraz przeciwko sposobowi, w jaki działania te zostały podjęte. Sądzimy, że bezpowrotne zniszczenie świeżo oczyszczonej powierzchni tynków płukanych (ich czyszczenie kosztowało kilkaset tysięcy złotych) poprzez pokrycie malowidłami tego rodzaju, wymagać powinno więcej namysłu i wyczucia.

Projekt rewaloryzacji DC zrealizowany przez nas odnosi się z szacunkiem dla oryginalnej formy dworca. Odczyszczenie, naprawa i kulturalne wprowadzenie elementów współczesnych są według nas odpowiednim sposobem traktowania tego charakterystycznego przykładu warszawskiego modernizmu, który czy tego chcemy czy nie stał się ikoną stolicy. Zachowanie oryginalnych materiałów takich jak kamieniarka, tynki płukane oraz zachowanie sposobu rozwiązania sufitów czy oświetlenia służy właśnie temu celowi. W naszej opinii wszelkie nieprzemyślane niszczenie zachowanych elementów wystroju jest wandalizmem i nie powinno mieć miejsca.

Stwierdzamy, że to co w sensie estetycznym wydarzyło się w hali peronowej dworca nie było w żaden sposób z nami uzgodnione ani konsultowane i jako takie nie może być traktowane jako część naszej koncepcji. Graffiti pojawia się w trakcie realizacji projektu, który został zaakceptowany i przyjęty do realizacji jako całość. Sposób wprowadzenia istotnej zmiany do naszego opracowania bez żadnej konsultacji jest oburzający i stanowi naruszenie dobrych obyczajów we współpracy z projektantem nadzorującym realizację swojego projektu.

Wracając jednak do meritum naszego sprzeciwu. Jako wykładowcy warszawskiej ASP mamy często do czynienia z estetyką graffiti i akceptujemy ją jako jedną z form ekspresji sztuki ulicy. Warszawa ma kilka udanych realizacji tego typu takich jak: grafika na słupach Trasy Łazienkowskiej wokół Rodna Sedlaczka, graffiti na tzw. patelni” (wejście do stacji Metro Centrum) czy malowidła na murze wzdłuż Wyścigów. We wszystkich jednak tych realizacjach mamy do czynienia z właściwym wyborem miejsca, oraz z wysoką jakością kreacji artystycznych.

Graffiti w hali peronowej DC przypomina niestety w sensie plastycznym malowidła, które niedawno zostały zmyte pod ciśnieniem piaskiem i wodą. Estetyka, którą chcieliśmy usunąć z Centralnego wraca ze zwielokrotnioną siłą. Banalne i pseudofilozoficzne teksty każą przytoczyć wypowiedź jednego z kierowników remontu „Panie, to nie graffiti, to grafomania”. Czy rzeczywiście nie stać Warszawy, aby witała przyjezdnych profesjonalną sztuką? Czy zawsze musi skończyć się na reklamie lub działaniu niskobudżetowym, polegającym na wzięciu farby od sponsora i wynajęciu amatorów? Może nie mając gwarancji dobrego rezultatu lepiej tego zaniechać? Kto podjął takie decyzje estetyczne? Jakie miał do tego przygotowanie? Czy powstał całościowy projekt malowidła, czy tylko natchnienie kieruje rękami malarzy? Czy zasięgnięto opinii jakichkolwiek specjalistów? Żenujący efekt widać już teraz, strach pomyśleć, jak to będzie wyglądać za kilka miesięcy, kiedy kolory pokryje pył spod kół pociągów. A odmalowanie ściany to zamknięcie torowiska, za które trzeba zapłacić PLK kolejne setki tysięcy złotych.

Zwracamy się do Zarządu Dworców Polskich, aby uszanował Dworzec Centralny, gdyż jest wartością wspólną. Aspiracje do bycia promotorem sztuki są cenne, ale trzeba mieć odpowiednie kompetencje i świadomość.

Grzegorz Niwiński i Jerzy Porębski"

Więcej zdjęć i opinie internautów tutaj...

Komentarz Jurka Majewskiego...

21:21, kovalesku
Link Komentarze (14) »

Lepsza od amerykańskiej - stwierdziłam. Na placu Bankowym wciąż nic oprócz Starfaksa, dlatego ucieszyłam się z tej przyjemnej kawiarenki Scandinavian Taste. Po kobiecemu - przyciągnął mnie tutaj kolor ścian - soczysta czerwień, którą dostrzegłam z autobusu. Muszę ją skopiować, jak tylko będę miała prawdziwe mieszkanie kiedyś. W każdym razie wypiłam tu najlepszą mrożoną słodką kawę ever. Kawiarnia działa od pon. do pt. w godz. 7-21, a w weekendy od godz. 10, na pl. Bankowym 4, dokładnie naprzeciwko Słowackiego, obok Izisu.

 
 
20:56, kovalesku
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 maja 2011
 

Ufff. Po wielu - jak to się mówi - perypetiach:) - wreszcie jest!
A w nim m.in. wywiad mojej koleżanki ze Stołkowej ławki Beaty Kęczkowskiej
z Arturem Liebhartem - dyrektorem Planete Doc
(foto: Witek Orski/Galeria Czułość)

Z dumą prezentujemy ten serwis
WWW.MAGAZYNWAW.COM
Zrobiliśmy go dla Was i ku chwale Warszawy
Jesteśmy otwarci na współpracę, uwagi i oczywiście na reklamy
A kolejny wypasiony papierowy numer wydamy w październiku

23:28, kovalesku
Link Komentarze (6) »
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Agnieszka Kowalska
Co Jest Grane?
Moje rozmowy
Polecam
Zrobiłam to z Kossakiem

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa