RSS
poniedziałek, 11 lipca 2011

Wojciech Trzciński podobno spóźnił się 4 minuty ze złożeniem swojego wniosku na poprowadzenie centrum kultury w Forcie Sokolnickiego na Żoliborzu. Ale znów pojawiło się dla niego zielone światło, bo pani prezydent unieważniła dziś postępowanie konkursowe. Przypomnijmy: we wstępnej selekcji wyłoniono konsorcjum Fort Kultury, czyli m.in. Fundację Odnawiania Znaczeń i restauratora Artura Jarczyńskiego - właściciela Szwejka na pl. Konstytucji i Piwnej Kompani na Podwalu. Przyczyną unieważnienia postępowania była "wątpliwość dotycząca bezstronności zarządu dzielnicy", który miał podjąć ostateczną decyzję w tej sprawie. Jak dowiedział się dziś Wojtek Karpieszuk chodziło o to, że adres zamieszkania członka zarządu - wiceburmistrza Witolda Sielewicza - pokrywa się z adresem jednego z podmiotów zwycięskiego konsorcjum - fundacji Odnawiania Znaczeń. Postępowanie zostanie więc powtórzone, a decyzję podejmie "ogólnomiejska komisja".

Z jednej strony podoba mi się, że w przypadku tak ważnych z punktu widzenia miasta miejsc, jak duże, jedyne w dzielnicy centra kultury, pani prezydent może się wtrącić. No i ewidentna jest sprawa z tym adresem, choćby nie wiem jak Witold Sielewicz tłumaczył, że nie miał o tym pojęcia. Ale z drugiej strony, coś tu jednak śmierdzi. I pozostaje pytanie, czy rzeczywiście Trzciński stworzyłby tu lepsze centrum kultury niż właściciel Szwejka? Jedno już po preferencyjnych kulturalnych stawkach prowadzi - Skwer na Krakowskim Przedmieściu. I wystarczy.

Czekamy więc na poważne kulturalne propozycje dla Fortu Sokolnickiego. A póki co zapytałam Mądrego Urzędnika dlaczego tu się pani prezydent mogła wtrącić, a w przypadku takiego np. konkursu na kierownika Klubu Kultury na Saskiej Kępie już nie może:

"Paradoksalnie łatwiej jest uchylić decyzję zarządu dzielnicy (dzielnice nie posiadają osobowości prawnej), niż konkurs na kierownika filii domu kultury - instytucji, która ma taką prawną osobowość. Zatrudnienie kierownika klubu niczym nie różni się od zatrudnienia akustyka, instruktora czy sprzątaczki, a kompetencje w tym względzie ma jedynie dyrektor. Może obudować się komisją, jak pani Wasiak na Pradze-Południe, lub ogłosić normalny konkurs i samodzielnie wybrać dowolną osobę. Albo unieważnić konkurs, powtórzyć postępowanie, jeśli kandydaci nie spełniają oczekiwań. Dobry dyrektor będzie zainteresowany zatrudnieniem najlepszego kandydata, np. dyrektor teatru nie pytając nikogo o zdanie może zakontraktować dobrego reżysera, ale kontrowersyjnego i niewygodnego dla władzy, jeśli ten gwarantuje sukces artystyczny.

Najlepszy system zarządzania instytucją to system menadżerski, w którym dyrektor przedstawia wieloletni program określający wizję i misję instytucji, oparty na solidnych założeniach finansowych (jednocześnie druga strona - organizator - zgodnie z wieloletnią prognozą finansową określa dolną granicę dotacji podmiotowych na kolejne lata) i z tego po upływie kadencji/kontraktu jest rozliczany. Pośrednio także z polityki kadrowej, bo bez kompetentnych pracowników nawet najlepszy program nie ma szans na realizację. Wykona plan – zostaje na kolejny kontrakt; nie wykona - przychodzi następny."

* Więcej o Forcie Sokolnickiego czytajcie w Gazecie Stołecznej

21:59, kovalesku
Link Komentarze (6) »

Jest słońce, może wreszcie odżyje. Takie niesamowite zdjęcie znalazłam na facebookowym profilu UFO.

foto: Bogusz Bilewski

11:36, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 lipca 2011

No dobra, trzeba wyciągnąć różowego mieszczucha z piwnicy:) Dostałam mail:

Cześć!
Jesteśmy młodą (ok. miesiąc stażu) rowerową warszawską inicjatywą. Organizujemy regularne (7 dni w tygodniu, 2-3 razy dziennie) wycieczki rowerowe po Warszawie, na 6 autorskich trasach. Chcemy pokazać, głównie obcokrajowcom, że Warszawa jest pięknym, żywym i fascynującym miastem i że świetnie to widać z perspektywy roweru. Jak dotąd zdaje się, że udaje nam się sprostać zadaniu - wycieczkowicze żegnają się zadowoleni, udało się nam też przekonać Monikę z Misji21, jak wyjątkowa jest Praga.
Może chciałabyś wybrać się z nami na którąś z wycieczek (opisy tras na stronie) i sprawdzić, jak nam wychodzi opowiadanie o Warszawie? A jeśli okażemy się wystarczająco dobrzy, będzie nam miło, jeśli wspomnisz o nas na blogu.
Zapraszam i pozdrawiam!
--
Michał
www.easternstation.eu
facebook.com/easternstationwarsaw

23:25, kovalesku
Link Komentarze (1) »
 

Mimo niesprzyjających warunków pogodowych, trwa festiwal Street Art Doping. M-City zapewne w związku z tą ulewą nie skończy swojego dzieła na czas, ale mimo wszystko warto, jeśli przestanie padać, podjechać dziś na Kamionek (tramwajem 9, 24 albo 22 z centrum), żeby zastać go jeszcze przy pracy. Maluje za pomocą wielkich szablonów na pawilonie handlowym przy ul. Kinowej 19. 

 

A tak wygląda gotowe już dzieło Chazme, Sepe, Nawera i Roema na ścianie kina Atlantic, od strony Pasażu Wiecha.

 
15:20, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 lipca 2011

Przeszliśmy się Skarpą...

 
 
 
 

Idźcie koniecznie na Urban Picnic na Placu Zabaw na Agrykoli. Jeszcze długo będzie trwał, do rana.

19:54, kovalesku
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 lipca 2011
 

Paweł Althamer podróżował wraz z sąsiadami z Bródna do Mali, do wiosek Dogonów, bo zafascynowało go ich przekonanie o kosmicznym pochodzeniu tego ludu. Przybysze z planety Warszawa w złotych skafandrach odwiedzali afrykańskich potomków przybyszów z kosmosu. Więzi się zacieśniły i oto dziś wylądowali na Okęciu - Paweł wraz ze swoim dogońskim przyjacielem - rzeźbiarzem, czarownikiem i szamanem Youssoufem Darą. I stwierdziłam, że kocham jednak lato w Warszawie, bo tu co roku takie surrealistyczne akcje mają miejsce. Gdy zadzwoniła dziś do mnie Hania Nowak-Radziejowska z urzędu Targówka, czy bym nie przyjechała na lotnisko z fotografem, bo właśnie lądują, od razu poprawił mi się humor w ten pochmurny dzień. Z fotografem nie pojechaliśmy, ale pojedziemy w czwartek, kiedy panowie spotkają się z mieszkańcami w lokalnej piekarni Szwedka i opowiedzą o swoim wspólnym projekcie. W ramach III odsłony Parku Rzeźby chcą postawić na przystanku autobusowym przy parku Bródnowskim, na skrzyżowaniu Chodeckiej i Kondratowicza, togunę – kopię drewnianej wiaty o grubym dachu, opartej na rzeźbionych kolumnach, która jest miejscem spotkań i narad dla męskich mieszkańców dogońskiej wioski. Tu będzie pełniła rolę alternatywnej wiaty przystankowej, może również miejsca spotkań i integracji mieszkańców. Obaj artyści chcą włączyć do budowy dzieci i starszych mieszkańców Bródna. Gotowe dzieło zobaczymy w sobotę 23 lipca o godz. 16. Zdjęcia z lotniska nie mam, ale jest za to Paweł jako Koziołek Matołek w dogońskiej wiosce:)

20:31, kovalesku
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 lipca 2011
 

Ci rysownicy wiedzą, co jest czarne, a co jest białe i nie boją się tego powiedzieć! A mnie strasznie czegoś takiego brakuje. Dlatego tak cieszę się tą wystawą w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wernisaż w piątek 15 lipca, ale warto zaglądać tam już teraz, bo prace trwają. Na przykład mój ulubieniec - Rumun Dan Perjovschi jeszcze tylko przez dwa dni jest w Warszawie, zbiera materiały, chodzi po mieście, szkicuje w swoim notatniku i w imponującym tempie przenosi na ścianę tymczasowej siedziby MSN przy Pańskiej 3. No i jest to tak błyskotliwe, że szok! Kilka ruchów ręką i mamy Muzeum i Pałac Kultury z pistoletami u boku; Warszawę wczoraj, dziś i jutro - co z powodzeniem mogłoby być logotypem naszego miasta.

Notabene wystawa „Black and White” odbywa się w ramach naszej prezydencji w Unii. I to jest świetne, bo sztuka powinna być tym polem, na którym możemy swobodnie debatować, mówić pewne rzeczy wprost, bez ogródek, nie oglądając się na polityczną poprawność. A ostatnio jest taka niepokojąca tendencja wygładzania wszelkich problemów, ukrywania niewygodnych treści, niepodejmowania drażliwych tematów. Nawet w kulturze. Rozmawialiśmy sobie dziś o tym na Pańskiej z kuratorem wystawy Łukaszem Rondudą, który przygotował ją wraz z Galit Eilat. Mówił mi o zmęczeniu publiczności hermetyczną, niezrozumiałą sztuką krytyczną i o potrzebie wypowiedzenia się bardziej wprost. Rozmawialiśmy o tęsknocie za epoką zinów, gdy artyści byli bardziej radykalni i bezkompromisowi. Zastanawialiśmy się, dlaczego teraz zamilkli, dlaczego stępiły im się zęby społecznej i politycznej satyry. Muzeum chce stać się dla nich takim miejscem, w którym znów będą mogli podjąć tę ostrą debatę, oderwać się od błędnego koła doraźnych zleceń w kolorowych magazynach i zrobić coś ważniejszego.

Wymyśliliśmy też fajną rzecz: chcemy wspólnie ogłosić w Gazecie towarzyszący wystawie konkurs na „nowego Raczkowskiego”. Zdetronizować króla albo przynajmniej podstymulować go konkurencją. Brakuje na naszych łamach takiego dobrego rysunku satyrycznego, który pointowałby bieżące wydarzenia. Mam nadzieję, że uda mi się przekonać do tego pomysłu kolegów w redakcji i rysowników. Czekam na Wasze podpowiedzi, kto byłby dobry: może Tymek Jezierski, może Michał Jońca? Kuratorzy wystawy wcale nie znaleźli tych bezkompromisowych polskich rysowników tak wielu. Może wspólnie nam się uda. I narysowane dziś na ścianie przez Dana hasło: „W latach 90. mówiliśmy o wolności, teraz mówimy o pieniądzach”, skontrujemy naszym: „Nie my!”

 
 
17:46, kovalesku
Link Komentarze (6) »
CDT (SMYK)

Zaraz napiszę więcej, ale chciałabym żebyście zdążyli na godz. 18, kiedy twórcy wystawy Jurek S. Majewski i Tomasz Markiewicz opowiadać będą o pokazywanych tam zdjęciach i innych archiwaliach. „BUDUJEMY NOWY DOM. Odbudowa Warszawy w latach 1945-1952” to niewielka ekspozycja, ale niezwykle ciekawa, również dla obcokrajowców (jest też w wersji anglojęzycznej). Najpierw wchodzimy w czarną dziurę - obraz powojennego zniszczenia lewobrzeżnej Warszawy. Potem mamy sylwetki archiektów z Biura Odbudowy Stolicy i mały wyimek przebogatego archiwum BOS-u, które zostało wpisane na prestiżową listę UNESCO „Pamięć świata”. Mamy pierwsze realizacje - jeszcze nie socrealistyczne, potem oglądamy zrekonstruowane zabytki i wreszcie sztandarowe założenia soc-u: MDM, PKiN, Muranów.

Jerzy S. Majewski: - Wówczas ta odbudowa Warszawy nie podlegała żadnej dyskusji. Była jednym z fetyszy, filarów propagandy sukcesu. Kiedy 20 lat temu publikowaliśmy pierwsze teksty krytyczne, chyba na łamach „Życia i Nowoczesności”, pamiętam, jakie wywołały oburzenie. Teraz mam chwilami wrażenie, że sytuacja się odwróciła. Że ta odbudowa Warszawy w ogóle już nie jest doceniana. Słyszy się głosy, że w zasadzie Warszawa nie była zniszczona, że została właściwie wyburzona dopiero po wojnie. Że zbudowano nowe, ohydne miasto. Nie widzi się, żadnych zasług, żadych plusów, takich jak bezprecedensowa skala rekonstrucji zabytków: Starego i Nowego Miasta, Traktu Królewskiego. A z tego naprawdę możemy być dumni. Naszym celem przy tworzeniu tej wystawy było zrównoważenie tej debaty. Pokazanie prawdy, zarówno tego co było w tym procesie odbudowy dobre, jak i tego, co było złe.

Jurek S. Majewski
Dom Partii
Pl. Defilad w budowie
Moja okolica - Nowolipki
Plac Zamkowy bez Zamku

* Wystawa w Domu Spotkań z Historią (ul. Karowa 20) czynna będzie do 15 listopada, wtorek-piątek: 10-18, sobota-niedziela: 11-18. Wstęp wolny.

16:21, kovalesku
Link Komentarze (4) »
środa, 06 lipca 2011
 

No nie! Czy z takim nastawieniem to Muzeum kiedykolwiek na pl. Defilad stanie?!;) Jutro idę na zwiad podejrzeć, co oni tam wyczyniają i napiszę Wam więcej.

20:18, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lipca 2011

Tego lata artyści i animatorzy kultury kierują naszą uwagę na Skarpę Wiślaną, na przepiękne, ale zapomniane nieco parki: Rydza-Śmigłego, Na Książęcem i Kazimierzowski. Sama je dopiero tak naprawdę odkrywam.

Nie będą to na szczęście żadne wielkie, krzykliwe realizacje. Raczej kameralne, czasowe interwencje, które mają nas zachęcić do spacerów po parku i poznawania kolejnych warstw jego historii. Na Książęcem w przyszły weekend (jak wszystko pójdzie zgodnie z planem) rozpocznie działalność Dolina Muminków - kawiarnia, plaża i muzyczna scena. A już w najbliższą sobotę w okolicach Willi Pniewskiego, w której mieści się Muzeum Ziemi zagości projekt „Skarpa.Reaktywacja! Władza Kultura Wypoczynek” Justyny Wencel i Marcina Chomickiego, realizowany przez młodą Fundację Culture Shock (współtwórca fundacji Piotr Grabowski mieszka w al. Na Skarpie od dziecka, teraz tu ulokował jej biuro).

Przygotowali dla nas kilkanaście artystycznych interwencji wtopionych w przestrzeń parku im. Rydza-Śmigłego. Hasłem „Władza Kultura Wypoczynek” nawiązują do idei projektowanej tu w okresie PRL-u wspólnej przestrzeni dla kultury i rekreacji - Centralnego Parku Kultury. Ich prace zostaną na Skarpie do końca sierpnia. 

Kręgi taneczne wyznaczone w tym parku i bogate życie towarzyskie, jakie się tu wówczas toczyło (kawiarnie, dancingi, kino pod chmurką) przypomną ślady butów na betonie, układające się w taneczne kroki. Flagi nawiążą do V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów z 1955 roku, który rozgrywał się m.in. tutaj. Na szczycie monumentalnych schodów, nawiązujących do słynnych Schodów Potiomkinowskich w Odessie, zabłyśnie minimalistyczny, geometryczny neon. A na górze, na wysokości willi Pniewskiego, stanie spore Lapidarium, w którym będzie można odpocząć. Zaproszeniem do podjęcia wędrówki przez ten odcinek Skarpy będzie kładka nad ulicą Książęcą, zamieniona przez artystów w żywy obraz. Kolorowe folie zamontowane na barierkach tworzyć będą przestrzenne malowidło, zmieniające się w zależności od kąta patrzenia. To zaledwie dwa kroki od placu Trzech Krzyży, a zatapiamy się w zupełnie inny, zawieszony w czasie, bajkowy klimat. 

* Sobota, 9 lipca, godz. 19 - inauguracja projektu u wejścia do parku na al. Na Skarpie, gdzie stanie tablica informacyjna; o godz. 20 spotkanie z autorami oraz kuratorem CSW Markiem Goździewskim w siedzibie Fundacji Culture Shock, al. Na Skarpie 15/18

 
 
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


A w niedzielę w innej części Skarpy, w parku Kazimierzowskim na tyłach Uniwersytetu, startuje kolejna bardzo zacna inicjatywa - Klub Sportów Miejskich Skarpa.

To projekt Adama Kadenaci, realizowany w ramach Laboratorium Animatorni Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”. W trzy kolejne lipcowe niedziele rozstawiane będą w parku leżaki, rozkładane koce, a z gramofonów popłynie muzyka. No i oczywiście będzie można się konkretnie poruszać: zagrać we frisbee (godz. 12), yoyo (godz. 17), spróbować swoich sił w slackline czyli chodzeniu po zawieszonej nad ziemią taśmie (godz. 13). A godz. 18 w księgarnio-kawiarni Tarabuk (ul. Browarna 6) coś dla zapalonych varsavianistów - Robert Gawkowski opowie o pionierach sportu w stolicy.

* Niedziela, 10 lipca, w godz. 12-19, park Kazimierzowski, wstęp wolny

22:38, kovalesku
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 04 lipca 2011

... mi pomogła dziś sklepo-galeria designu Encepence

 

Znajdziecie tu projekty młodych zdolnych, przeważnie jeszcze studentów wzornictwa - od mody, przez biżuterię po unikatowe egzemplarze lamp czy mebli. Właścicielką miejsca jest Paulina Kiljańska, studentka Wzornictwa Form Przemysłowych w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi. Oprócz sprzedaży planuje w Encepence również wystawy, warsztaty i spotkania z projektantami.
Adres: Ordynacka, róg Nowego Światu, naprzeciwko lecznicy Alfa.
Fajne jest to, że sklepik czynny jest długo, przez cały tydzień, od południa do godz. 21.

 
 
 
19:16, kovalesku
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 lipca 2011

Najpierw Off, potem Tauron

12:59, kovalesku
Link Komentarze (1) »
sobota, 02 lipca 2011
 
 

No nie jest to najlepszy weekend na inaugurację plenerowych instalacji. Ale i tak na start UFO na pl. Na Rozdrożu przyszło dziś sporo ludzi. I buzie im się nie przestawały uśmiechać. Bo wygląda to rewelacyjnie.

Obawiałam się trochę, że kolektyw EXYZT podobnie jak w Madrycie czy Londynie zaserwuje nam bardziej trashową przestrzeń. Nie żebym takich nie lubiła, ale wiem, jakie by było zaraz marudzenie, że śmietnisko, że klon "grzyba" z pl. Narutowicza. I chyba artyści zrozumieli, że w Warszawie dość mamy prowizorki i chaosu i że tu trzeba porządniej. Ale żeby aż tak! Z surowych desek, metalowych rusztowań i kawałka białego tworzywa sztucznego w dwa tygodnie, w kilkanaście osób wyczarowali to cudo: podest, bar, hostelik, basen, siedziska, łazienki. Zbudowane jest wszystko bardzo porządnie, nawet klamki w toaletach są małymi UFO-cacuszkami. A już miejsca noclegowe w kosmicznym spodku nad barem to hit! Przypominają japoński hotel kapsułowy, z tym że sypialniane kabiny zbudowane są z drewna. Nocują tu artyści, ale też przenocować może każdy z nas ("pokoje" rezerwuje się na miejscu, w barze, kosztują 100 zł za 2 osoby za noc).

UFO nocą będzie zamykane, żeby nie przeszkadzać sąsiadom - zresztą ci integrowali się już na placu budowy podczas wspólnych z artystami z Francji śniadań. I tak tu będzie do końca sierpnia - relaks na leżakach, w basenie, bezalkoholowo, przy dźwiękach muzyki i innych kulturalnych atrakcjach (UFO otwarte jest codziennie, niedz.-czw. 8-22, pt.-sob. 8-24).

To kolejny na miarę Dotleniacza Joanny Rajkowskiej artystyczny projekt w przestrzeni publicznej, który zwraca uwagę na martwy punkt w centrum miasta i przywraca go życiu. Podobno nawet Hanna Gronkiewicz-Waltz chwali się, że zbudowała to UFO. I trudno się dziwić!

A ja, gdy myślę o Rozdrożu i o Dolinie Muminków to już nie jest mi tak smutno, że nie wyjeżdżam tego lata z miasta. Zamierzam wygrzewać w UFO swoją zmarzniętą dupkę.
Mike: - A tam grzeją?
Ja: - Francuzi w dodatku.
Mike: - I to mnie przekonuje!

 
 
 
 
 
 
 
 
 

Więcej zdjęć tutaj...

22:36, kovalesku
Link Komentarze (5) »
piątek, 01 lipca 2011
 

Chciałam podziękować polskim władzom, Narodowemu Instytutowi Audiowizualnemu, Krzysztofowi Maternie i Kubie Wojewódzkiemu za te chwile wzruszeń, których jestem świadkiem na pl. Defilad. Już przy wejściu dostałam cudowny prezent - maskę kulturalnego Romana, w której chwilę potem mogłam z rozradowanymi zgromadzonymi zapozować do pamiątkowej fotografii. Potem był spot reklamowy Polskiej Prezydencji autorstwa Tomasza Bagińskiego - na wielkich telebimach nabrał wreszcie należytego blasku. A gdy Janusz Olejniczak zagrał Chopina, nie wiedziałam już czy to deszcz zacina czy łzy płyną strumieniami. Spotkałam też kolegów z podstawówki, którzy w dobrym nastroju, wywołanym rzewną kołysanką, którą na skrzypkach grał właśnie Karpiel-Bułecka, zaproponowali: "idziemy na Żywczyka?" W wielkim namiocie Żywca podniosła, świąteczna atmosfera. I nawet nie brakuje nam telebimów z transmisją koncertu. Jest cudownie! Dziękujemy!
PS. Trochę nam tylko zepsuła humor Kapela Ze Wsi Warszawa, krzycząc ze sceny: "To jest bal na Titanicu!" To naprawdę nie było potrzebne.

 
22:55, kovalesku
Link Komentarze (18) »
czwartek, 30 czerwca 2011

Po kompromitacji Bagińskiego...

A tu kulturalny Roman - dzieło Narodowego Instytutu Audiowizualnego...

22:19, kovalesku
Link Komentarze (7) »
środa, 29 czerwca 2011

                                                    fot. Robert Kowalewski/Agencja Gazeta

Zapis naszej dzisiejszej krótkiej i chaotycznej rozmowy przed przybiciem do drzwi ratusza dziewięciu „Tez o Mieście” przez przedstawicieli Kongresu Ruchów Miejskich. Pierwsza z nich brzmi: „Mieszkańcy mają niezbywalne prawo do miasta.” Przybijało (przyklejało) niestety w porywach pięć osób.

Artur Celiński z inicjatywy DNA Miasta, Res Publica Nowa (na zdjęciu z prawej): - Inicjatywa zrodziła się w Poznaniu, gdzie stowarzyszenie My-Poznaniacy zwołało w czerwcu Kongres Ruchów Miejskich.

Beata Nowak, szefowa fundacji Strefa Zieleni (na zdjęciu z lewej): - Wzięło się to z tego, że w Poznaniu poza wszelkimi konsultacjami zaczęto planować duże inwestycje, które są w obrębie miasta, a są niesłychanie kłopotliwe dla mieszkańców. Np. taka baza F-16, jak powiedział Grobelny: psy wyją i plomby ludziom z zębów wypadają, taki to jest huk. Zrobili tam ogromny protestacyjny marsz, który okazał się sukcesem. Potem była wojna o Park na Ratajach - jedyny teren na blokowisku, gdzie ludzie sobie mogą poleżeć na kocyku, a dzieci pograć w piłkę - który postanowiono dogęścić zabudową. Okazało się, że ludziom przestaje się to podobać. A poznaniacy, jak już się do czegoś zabierają, to zabierają się porządnie. Podstawowe słowo w Poznaniu to „porządnie”. Zaczęli chodzić na Rady Miasta, naciskać. Zorientowali się, że takich ruchów jest sporo. Ale okazało się też, że nikt mieszkańców nie słucha. I tak jest we wszystkich miastach. Zobaczyliśmy też, że ta troska jest ponad podziałami. Bo np. tu w Warszawie w ruchu antyautostradowym na demonstracjach szli obok siebie: Zieloni, Młodzież Wszechpolska, „mohery”, punkowcy, anarchiści.

Artur: - W Poznaniu był to początkowo wyłącznie ruch protestu. Ale ta wspólna sprawa poprowadziła ich dalej, do powołania kongresu, który ma na celu zmiany systemowe.

Joanna Mazgajska, przewodnicząca Komisji Dialogu Społecznego ds. Środowiska Przyrodniczego: - Opowiem o naszych doświadczeniach. Jesteśmy chyba najbardziej kłopotliwą dla miasta komisją, z 29 działających. Ciągle słyszymy groźby, że nas rozwiążą, bo mówimy głośno, że jednym z największych problemów miasta jest presja kapitału, developerów. Tu są bardzo poważne konflikty.

Jedną ze spraw, jakie nas połączyły była kwestia Jeziorka Czerniakowskiego. Mimo że kilkadziesiąt organizacji i kilka tysięcy mieszkańców walczyło o zachowanie tego rezerwatu, to się nie udawało. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że doszliśmy do ściany. Nie ma dialogu, na nasze komisje nie przychodzą radni, poza czasami Krystianem Legierskim, ale on ma też 6 innych komisji. Nie przychodzą dyrektorzy biur. Jest wysoki poziom merytoryczny tych debat, a ani radni ani ratusz kompletnie się tym nie interesują. Uchwały przyklepują na zasadzie: rączki w górę. Jestem tym zdołowana.

Wczoraj była ostatnia komisja. Jestem biologiem, pracownikiem PAN-u, wydaje mi się, że potrafię pewne kwestie argumentować, ale to przechodzi bez echa. Jest głosowanie partyjne albo nawet go nie ma, bo radni z Platformy sobie nonszalancko wychodzą i nie ma kworum.

Na poznańskim kongresie, gdzie byli przedstawiciele 17 miast, uświadomiłam sobie, że w Warszawie jest znacznie gorzej niż w innych miastach. Czułam się tam jak komandos pomiędzy rekrutami. My się wszyscy spalamy, ludzie wręcz chorują z tego wszystkiego. Urzędnicy są na etatach i pracują 8 godzin. A my mamy inne zawody, rodziny. I wrażenie, że z tą partycypacją jest coraz gorzej, a nie coraz lepiej.

Beata: - Partycypacja i współpraca jest tam, gdzie nie ma tak ostrych konfliktów. Poznań jest dalej o te 4 lata, bo po przegranych poprzednich wyborach, usiedli i zastanowili się, co tak naprawdę się dzieje w tym mieście. I zdefiniowali pewne obszary, gdzie mogą się między sobą dogadać. Ukazała się też książka „Poznań konfliktów”, gdzie opisano 9 przykładów postępowań w konkretnych spornych sprawach.

Być może nam w Warszawie brakuje takiego kompleksowego spojrzenia. Jest niby Centrum Komunikacji Społecznej, ale czasami mamy wrażenie, że ono jest wyłącznie od tego, żeby kanalizować ten opór i wybierać sobie strony do rozmów. Przyszedł do nas na jedno z posiedzeń KDS pełnomocnik prezydenta ds. współpracy z organizacjami - Marcin Wojdat - i groził nam palcem, że my nie wiemy czym się zajmujemy, że to jest dla nas za trudne. Dostaliśmy wykaz tematów, którymi powinniśmy się zajmować, które nie są w konflikcie - trawniki, zieleń miejska. 

Joanna: - A tak wiele spraw jest wręcz ukrywanych przed mieszkańcami! Wszystko robi się tak, żeby nikt nic nie wiedział, bo im mniej osób wie, tym łatwiej jest taką kontrowersyjną inwestycję przeprowadzić. Do nas zgłasza się nawet pięć grup mieszkańców w ciągu tygodnia z prośbami o pomoc, wsparcie. Do nas przychodzą, bo nie widzą innej drogi.

Artur: - Niby zupełnie inaczej wygląda to w kulturze. W tej dziedzinie jesteśmy w pierwszej lidze polskich miast. Mamy KDS-y, przychylnych urzędników. Ale tak naprawdę wciąż ta sama wąska grupa osób dyskutuje o problemach. Na spotkaniach w sprawie Programu Rozwoju Kultury - na jednym jest 20, na drugim już 10 osób. Tu też brakuje realnego dialogu w sprawach trudnych, skomplikowanych. To jest ciągła praca, żeby mieszkańcy byli zapraszani, żeby do nich wychodzić, uświadamiać im co się dzieje w mieście. Żeby udrożnić kanały komunikacji, które umożliwią realną partycypację.

Mieliśmy kongres w Poznaniu, bardzo burzliwe obrady. Postanowiliśmy stworzyć 9 tez, które są bardzo otwarte, mówią: na ten temat chcemy rozmawiać. Żeby tymi kwestiami zajmowały się media, politycy, urzędnicy.

Nie jest tak, że nie lubimy urzędników, władzy. Często widzimy, że się starają, że chcą, ale coś nie gra. Pewne tematy są schowane, ukryte, nieobecne. Posługujemy się tym samym językiem, mówimy: partycypacja, konsultacja, ale rozumiemy to zupełnie inaczej. A władza mówi: przecież konsultujemy, każdy może przyjść na Radę Miasta. Nasz postulat jest taki, żeby to była rzeczywista partycypacja, a nie pozorna. Żebyśmy mieli wreszcie wpływ na podejmowanie ważnych decyzji.

Beata: - Zrobiliśmy taką akcję: prezentację osiedla zamkniętego, które developer rzekomo planuje wybudować w Ogrodzie Saskim. Wypuściliśmy profesjonalne ulotki, akredytacje dla mediów na japoński poczęstunek. Prawie wszyscy w to uwierzyli. Czyli społeczeństwo czuje się tak zmanipulowane, otumanione, że nikt nie pomyślał: przecież to jest niemożliwe. Przerażające!

Joanna: - Mamy też monopol polityczny w tym mieście. Grupę trzymającą władzę. I to jest pat, nie można się z niczym przebić. Potrzebne są tu zmiany w ordynacji wyborczej, w ustawach o samorządach.

Artur: - Teraz chcemy zorganizować debaty wokół tych naszych tez, zaprosić na nie mieszkańców Warszawy, przedstawicieli władzy. Na podstawie indywidualnych doświadczeń poszczególnych organizacji chcemy się nauczyć, jak rozwiązywać sprawy większe.

Zacznijmy robić politykę, ale nie taką, która się kojarzy z partiami, z PR-em, tylko taką, która określa, w jakim kierunku miasto ma się rozwijać. Zastanówmy się, jak wspólnie do tego dojść. Nasze tezy są zaproszeniem: róbcie to z nami, ale róbcie prawdziwie, niech to nie skończy się znów na frazesach i pozornych działaniach. Róbmy to od początku, merytorycznie, po kolei, konkretnie, z określonym skutkiem, o jaki nam chodzi. Niech to nawet trwa pięć lat, a nie tak jak teraz w kulturze, że konsultacje PRK trwały dwa tygodnie i nie wiadomo co dalej się z tym będzie działo.

Beata: - Mam wrażenie, jakby jakiś wirus się rozprzestrzeniał. Takie tezy w Nowym Jorku były sformułowane w latach 60. i to narasta, w Hiszpanii coś się dzieje, w wielu polskich miastach. Ludzie zaczynają się budzić z tego neoliberalnego snu, oczadzenia i myślą sobie: kurcze, naprawdę nie jest dobrze, ktoś nas tu robi w konia. Nie załatwiamy swoich partykularnych interesów. To jest ruch oddolny, ruch troski.


* Więcej informacji na www.kongresmiejski.pl

 

I jeszcze cytat z forum Gazeta.pl (dodam, że tytuł nie jest mój;) Czyżby Jacek Zembrzuski znów się uaktywnił?:

"Tytuł artykułu denny. Myślę że Pani Kowalska za dużo czasu spędza w klubokawiarniach i powoli opary alkoholu i pseudointelektalnej dekadencji zaczynają odkładać się w mózgu. Jaki Luter, jakie tezy... Przecież to tylko garstka pieniaczy z ngosów, którym ktoś powiedział że mogą rządzić miastem - cóż może w klubokawiarniach należy zacząć czytać na głos i ze zrozumieniem konstytucję, ustawę o samorządach i o pożytku publicznym - podkreślam ze zrozumieniem - czyli nie po to wybieramy radnych (i tu jest problem) aby potem w trakcie kadencji podnosić jakieś żądania. Kds są do opiniowania - a nie do rządzenia miastem... Ta mania wielkości ngosów, i te ciągłe debaty w gronie kilkunastu tych samych osób - tak bardzo promowane przez gazetę - donikąd nie prowadzą... A ja nadal czekam na tekst o staraniach ESK 2016 - i przypominam zwalenie winy na p. Czejko-Sochacką - sprawy nie załatwi, tam było kilka innych osób które przede wszystkim trzeba rozliczyć - och zapomniałem, że redaktor Kowalska z tamtymi innymi osobami często przebywa w oparach alkoholu i pseudointelektualnej dekadencji... i że oni nie zostaną rozliczeni - a p. Ewa na stos...
wawik"

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uwielbiam wręcz czytać na głos, więc czemu nie.
Oraz nie, nie uważam, że skoro wybraliśmy radnych, to nie mamy im już teraz zawracać głowy. Wręcz przeciwnie.

20:06, kovalesku
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 czerwca 2011

Zgnuśniały pan z brzuchem i wąsem czy dynamiczna osoba z wizją? Kto wygra konkurs na stanowisko dyrektora domu kultury w dzielnicy X? Załóżmy, że burmistrz żadnych rewolucji nie chce, że jest konserwatystą i boi się jakichkolwiek zmian. Po prostu ma być dom kultury taki, do jakiego przywykliśmy. Niech dyrektor siedzi spokojnie w swoim gabinecie i nie spędza snu z powiek władzom dzielnicy. Burmistrz powołuje niemal cały skład opiniujący w konkursie, zwołuje więc znajomych i wiernych, którzy i tak zdecydują po jego myśli. Nie trzeba nawet dyskutować o kandydaturach, bo wiadomo, kto wygra. To ogromne pole do nadużyć.

Owszem, dzielnica dom kultury zbudowała, ona go finansuje, więc teoretycznie powinna decydować. Ale domy kultury są zbyt ważnymi ośrodkami edukacyjnymi, żeby je sobie tak odpuszczać. To jest infrastruktura i potencjał, dzięki któremu okolica może naprawdę rozkwitnąć. Zwłaszcza taka, w której brakuje kina, teatru, warsztatów dla dzieci czy seniorów, sali prób dla młodych zespołów.

Konkursy trwają właśnie w trzech dzielnicach - na Pradze-Południe, gdzie na otwarcie czeka nowiutki Klub Kultury na Saskiej Kępie; na Żoliborzu - tu do poprowadzenia jest zrewitalizowany Fort Sokolnickiego - i na Białołęce. Szkoda by było, gdybyśmy obudzili się już po fakcie. Dlatego dyrektor biura kultury urzędu miasta Marek Kraszewski, który ma swojego człowieka w każdej z komisji oceniających, powinien się wtrącić. Mógłby przyjrzeć się tym konkursowym procedurom uważniej, zanim będzie za późno. A może warto pomyśleć nad radykalniejszym rozwiązaniem - zespołem ekspertów przy biurze kultury, który by wyniki takich konkursów zatwierdzał?

Nie każdy burmistrz dzielnicy musi pasjonować się kulturą. Ale w nowoczesnej metropolii nie da się już prowadzić domów kultury tak jak kilkadziesiąt lat temu. Potrzebne są nowe kadry, które wyciągnęły wnioski z raportu Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” - „ZOOM na domy kultury”.

18:32, kovalesku
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 czerwca 2011

No taką prezydencję to ja rozumiem! Dostać zlecenie na scenę dziecięcą i zrobić coś takiego?! Musimy tylko trzymać kciuki za pogodę, bo prognozy na piątek nie są najlepsze. Zdjęcie Cecylii Jakubczak i Izie Rutkowskiej z Fundacji Form i Kształtów, które są współtwórczyniami tego projektu, zrobił dziś na mariensztackim rynku Bartek Bobkowski. Dziewczyny siedzą na dłoniach EUgeniusza zaprojektowanych przez Martynę Czerwińską z Mysikrólika.
Marzy mi się, żeby któraś z dzielnic kupiła ten pomysł i na jego podstawie zrealizowała u siebie taki nietuzinkowy plac zabaw dla dzieci.

To co? Spotykamy się w piątek po południu w wąsach EUgeniusza?

23:15, kovalesku
Link Komentarze (1) »

Nie no, muszę Wam to tu wkleić. Przygotowujemy w Stołku wakacyjny przewodnik po warszawskiej kulturze (będzie w Gazecie w środę). Pytam w związku z tym chłopaków z Doliny Muminków kiedy i z czym ostatecznie w parku Na Książęcem startują. I Jurek Funkiewicz odpisuje:

Jutro, może jeszcze dzisiaj wieczorem będzie działać strona na facebooku. Ruszamy trzydniowym piknikiem 15, 16, 17 lipca. Będzie koncert Bauaganu Mistrzów i zagra około 30 najbardziej znanych dj'ów warszawskich. Tydzień wcześniej robimy otwarcie dla dzieciaków. W całym programie przewidujemy od groma atrakcji dla dzieci. Kowalewski ma czytać Muminki na żywo, będzie wypożyczalnia książek o Muminkach. Będzie plaża z leżakami, super śliczny bar. Sorry, że tak niewyraźnie i nieskładnie piszę, ale jestem w totalnym biegu non stop. Będzie wypożyczalnia audiobooków, warsztaty dla dzieciaków teatralne i graficzne. Ćwiczenia z sitodruku i w ogóle wszystko będzie co najfajniejsze. Nie będzie śmierdzącego grilla, tylko pyszne zupy kremy marchewkowe, groszkowe, owocowe, cudowne koktajle, drinki, ekologiczna żywność (za kuchnię odpowiada profesjonalna mistrzyni dań zdrowych, absolwentka znanej francuskiej szkoły gastronomicznej, która gotowała w najlepszych restauracjach na zachodzie - Gosia). Będzie można kupić na miejscu świeże warzywa. Restauracja dla psów, frisbi dla psów, gry i zabawy i w ogóle bajka non stop. Do tego super koncerty, imprezy, wernisaże malarskie, fotograficzne, giełdy rowerowe, ubraniowe... Miejsce będzie otwarte do końca września, czynne 24h. Stworzymy niepowtarzalny bajkowy nastrój bez chamskich ryjów rozwścieczonych od karkówki i taniej wódy. Będzie kolorowo, rodzinnie i kulturalnie.
ściski!
już lecę dalej
dzięki

18:06, kovalesku
Link Komentarze (9) »
niedziela, 26 czerwca 2011
 

Ale dużym dzieciom też się to podoba. Idźcie tam jeszcze koniecznie, bo w całkowitych ciemnościach instalacja Luzinterruptus będzie wyglądała najlepiej. Nie zdziwię się, gdy te ekolampiony powędrują zaraz w miasto. Adres: Andersa 13, między Nowolipkami a Anielewicza. Uwaga! To tylko tej nocy!

 
22:10, kovalesku
Link Komentarze (1) »

- Tym miastem rządzi 40 starszych pań - mówi Kuba Czajkowski z Lowerów. Czy straż miejska naprawdę nie ma nic lepszego do roboty, niż wlepiać mandaty za źle zaparkowane przed lokalem rowery? Czy szykanowani przez policję powinni być ci, którzy siedzą w kawiarnianym ogródku, czy ci, którzy leją im na głowę gorący rosół? Dyskusja też jest gorąca. Toczymy ją w Stołku (przeważają oczywiście listy oburzonych sąsiadów).  

 

Izabela Jasińska, CK Nowy Wspaniały Świat:

Z sąsiadami staramy się żyć dobrze, największym punktem spornym jest właśnie przestrzeganie ciszy nocnej. W ciągu roku przeszkadza im muzyka, latem odgłosy z ogródka. Organizujemy szereg wydarzeń, wbrew wyobrażeniom mieszkańców nie są to jedynie koncerty i imprezy klubowe, stanowią one tak naprawdę ułamek programu. Lokalizacja NWŚ w centrum miasta sprzyja nowym inicjatywom, przyciąga kolejne osoby i instytucje, które chcą coś zrobić w Warszawie. Marzy nam się, żeby docenili to też nasi sąsiedzi.

Podobnie jak Huśtawka staramy się jak najmniej utrudniać życie mieszkańcom. Kiedy w weekend po godz. 22 zaczynają grać didżeje, dbamy o to, żeby drzwi od podwórza były zamknięte i dźwięk nie przedostawał się na zewnątrz. Niemniej jednak i tak sąsiedzi wzywają policję albo straż miejską. Nie da się przypilnować wszystkiego, nie zabronimy ludziom wychodzenia na papierosa (chociaż juz teraz prosimy wszystkich, żeby wychodzili zapalić na Nowy Świat). Zarzut o zakłócanie ciszy nie zawsze ma uzasadnienie. Jak ruch na Świętokrzyskiej odbywał się bez ograniczeń, hałas z ulicy był większy niż ten dobiegający z klubu. Zdecydowaliśmy sie na kolejny ruch, na czas imprez okna od podwórza będziemy wyścielać materacami, żeby maksymalnie wyciszyć „czarną salę”.

Największy kłopot jest z ogródkiem. Czerwiec jest tak piękny, że wszyscy chcą siedzieć na zewnątrz. To zrozumiałe! Dbamy o otoczenie i teren ogródka, jest miło i zielono, posadziliśmy kwiatki i trawę, stoją iglaki, nawet uruchomiliśmy małą fontannę, w której mieszka sztuczna żaba , ludzie lubią to miejsce. Goście schodzą się głównie wieczorami, po godz. 20 klub się zapełnia, a tak naprawdę latem zapełnia się ogródek. Nie wyobrażamy sobie zamykania ogródka o godz. 22, to się mija z celem, większość ludzi już nie wróci. Dla nas ma to konkretny wymiar finansowy, nie da się ukryć, że latem knajpy żyją ogródkami, goście cieszą się możliwością spędzania czasu na wolnym powietrzu. Po godz. 22 uprzedzamy ich, że zaczyna obowiązywać cisza nocna i prosimy, żeby... nie śmiali się za głośno.

 

W zeszłym roku zdarzyło nam się kilka nieprzyjemnych i groźnych sytuacji, sąsiadka z góry lała wodą, ktoś rzucił petardę (nieźle najedliśmy się wtedy strachu). Więc próbując pogodzić prawa mieszkańców i potrzeby gości, ogródek przy NWŚ zamykamy około północy. Najgorzej z tym jest w lipcu i sierpniu, kiedy jest więcej turystów, a ci wiadomo, przyjeżdżają do Warszawy też po to, żeby powłóczyć się po klubach.

W tym roku mieliśmy już kilka interwencji policji na podstawie anonimowych zgłoszeń. Często kończy się to tak, że przyjeżdża patrol i widzi młodych ludzi, spokojnie rozmawiających ze znajomymi. Ostatnio ktoś dzwoni po służby porządkowe zaraz po godz. 22, jakby tylko czekał na godzinę „0”.

 

Kuba Czajkowski, klubowarsztat Lowery:
Kilka razy dziennie przyjeżdża do nas patrol policji. Tylko po to, żeby się pokazać. W piątek dwie godziny rozmawiałem ze strażą miejską, bo zakłócałem ruch drogowy, parkując dwa rowery wzdłuż krawężnika. Czujemy, że jest na nas nagonka. Strażnik powiedział mi z rozbrajającym uśmiechem: „wy i tak tutaj długo nie pobędziecie, bo to jest lokal miejski”. Jeśli chodzi o ciszę nocną, to chyba w naszym prawie w ogóle nie ma takiego pojęcia, to jest kwestia zwyczajowa.

Mamy taką sąsiadkę, panią Jadwigę, która zawsze wyzywa nas od najgorszych, mówiąc o sobie: dama z Saskiej Kępy. A do nas przecież osoby starsze przychodzą i mówią, że to jest super miejsce. W dniu Święta Saskiej Kępy, kiedy miała u nas miejsce słynna już interwencja policji, bo zakłócaliśmy „ciszę nocną”, przez cały dzień był tu cudowny rodzinny piknik. Gotowaliśmy na ulicy wielką paelę, dzieci puszczały bańki. Pani Jadwiga zadzwoniła o 15 na policję, bo jej bańki przeszkadzały. Każdy klub w Warszawie, który ma sąsiadów, ma taką panią Jadwigę. I wychodzi na to, że tym miastem rządzi 40 starszych pań, na których każde absurdalne wezwanie stawia się patrol policji albo straży miejskiej. Jakby nie mieli nic innego do roboty.

Alkoholu w ogóle nie sprzedajemy, koncerty przenieśliśmy w inne miejsce, w plener, przestrzegamy prawa. A i tak obawiam się, że nas wykończą mandatami i różnymi decyzjami administracyjnymi. Jak w takich warunkach można pracować, tworzyć kulturę, przyjazne dla ludzi miejsce?   

17:47, kovalesku
Link Komentarze (4) »
czwartek, 23 czerwca 2011

Mój ulubieniec - prezes Prześluga - w „Rynku Kolejowym”: Ważne, żeby polskie dworce przestały kojarzyć się z dworcem pekape, syfem i szajsem”.
Dlatego projekt Galerii Open się rozwija, teraz na Dworcu Śródmieście. Witek Urbanowicz z Muzeum Neonów donosi stamtąd: „To wszystko powstało dzięki akcji firmy Dulux, która znalazła sposób na tanią reklamę. Wartość artystyczna także dyskusyjna. Teraz przydałoby się, żeby firma Philips zasponsorowała świetlówki (jedna czwarta, jak nie więcej, na Śródmieściu nie świeci), najlepiej jakieś mocniejsze. A jakaś inna firma - mopy”.

ZAPIS SOBOTNIEJ DEBATY O SZTUCE NA CENTRALNYM

21:36, kovalesku
Link Komentarze (3) »
środa, 22 czerwca 2011
 

Dziś mam wolny dzień, który jak wiadomo nigdy do końca wolny nie jest. Byłam w dwóch przyjemnych ogródkach kawiarnianych - Wrzenie wystawiło leżaki, My'o'my zawiesiło lampiony (z Kamińskim w wakacje zrobimy na naszej stronie w CJG plebiscyt na najfajniejszy ogródek). Ale w obu nie obyło się bez rozmów o ESK, polityce, Gazecie. Czyli to, co zwykle. Myślałam, że sobie teraz poluzuję, odsapnę, popiszę zaległe reportaże. Ale się na to nie zanosi. Jeszcze Panią Ewę trzeba podsumować, przypilnować dzielnicowych konkursów na stanowiska dyrektorów domów kultury (bo to, co się tam dzieje, to zgroza!). Pytali mnie: coś się tak przyczepiła tej Saskiej Kępy?! Teraz widać, że trzeba się czepiać, nękać, pilnować, bo w wielu urzędach dzielnic PRL wciąż trwa w najlepsze. O Pasku też zamierzam pisać, nawet codziennie, jeśli będzie trzeba. Bo im więcej gróźb i nacisków w jego sprawie dostaję, tym bardziej przekonuję się, że ta walka jest słuszna.

 
20:17, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 czerwca 2011

fot. Adam Kozak

Przegraliśmy. Europejską Stolicą Kultury 2016 został Wrocław, nie Warszawa. Czy cztery lata naszych starań poszły na marne?

Wśród faworytów najczęściej wymieniano Lublin i Katowice. Ale Warszawa też była mocnym kandydatem. Wystarczyło spojrzeć na skład naszej ekipy, która rano stanęła w Pałacu na Wodzie w Łazienkach przed międzynarodową komisją oceniającą. Hanna Gronkiewicz-Waltz, Ewa Czeszejko-Sochacka, Joanna Mytkowska, Bogna Świątkowska, Grzegorz Piątek i Waldemar Dąbrowski byli zadowoleni z naszej finałowej prezentacji. Dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej, zapytana tuż po, co jest największym atutem Warszawy, powiedziała bez wahania: – Jesteśmy w stanie organizować wydarzenia o naprawdę europejskim wymiarze.

Wrocław pod tym względem gra z nami w tej samej lidze. Prezydent Rafał Dutkiewicz nie na darmo trenował tuż przed ogłoszeniem wyników gesty zwycięzcy. A minister kultury Bogdan Zdrojewski, który sam przez 10 lat był prezydentem Wrocławia, nie krył radości z werdyktu jury.

– Nie mówię, że przegraliśmy. Nie zostaliśmy wybrani – wybrnęła dyplomatycznie prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Ale nie była zadowolona. Siedziała obok czterech innych prezydentów i musiała przełknąć gorycz porażki. – Ten pozytywny impet na pewno teraz nieco wytracimy. Ale będziemy szli tą drogą, jeśli tylko koniunktura gospodarcza pozwoli, a na to nie mam wpływu – zaznaczyła.

Jak to należy czytać? Z pewnością o tych 63 milionach euro, które wpisaliśmy do naszej aplikacji, jako dodatkowe środki, które wydamy z budżetu miasta do 2016 r. na kulturę, możemy już zapomnieć. Pani prezydent zapewnia, że wygospodaruje dodatkowe pieniądze na ten cel i utrzyma imprezy, które powołaliśmy w ramach naszych starań. Pozytywnym przykładem jest festiwal Warszawa w Budowie, który stał się prawdziwą platformą debaty o mieście – architekturze, projektowaniu, przestrzeni publicznej, stylu życia. Czymś znacznie więcej niż zwykły festiwal designu. To się na pewno sprawdziło. Czy coś jeszcze?

Są tacy, którzy mówią, że ta cała Europejska Stolica Kultury to polityczny pusty propagandowy balon. Że chodzi tylko o to, żeby papiery krążyły z biurka na biurko i żeby kilka osób więcej ulokować na ciepłych posadkach w ratuszu. Coś w tym na pewno jest. Kierownik artystyczny naszych starań Grzegorz Piątek przekonuje jednak, że w pani prezydent dzięki temu konkursowi zaszła prawdziwa przemiana, że teraz autentycznie obchodzi ją kultura. Czy tak rzeczywiście jest, czy może traktowała tę rywalizację wyłącznie ambicjonalnie – to się szybko okaże. Bieżące problemy związane z przygotowaniami do Euro 2012 mogą skutecznie odwrócić jej uwagę od kultury.

Wszyscy członkowie naszej ekipy powtarzali wczoraj jak mantrę, że to, co nam się przy okazji tego konkursu udało, to przyjrzeć się sobie krytycznie i wyciągnąć wnioski. Efektem jest napisany wreszcie w ostatnich miesiącach Program Rozwoju Kultury w Warszawie do 2020 r.
– Musimy teraz być konsekwentni, uchwalić ten program i wcielić go w życie – mówiła wczoraj Hanna Gronkiewicz-Waltz. A on oznacza początek poważnej reformy. Czy urzędnikom starczy odwagi, by ten program nie został tylko na papierze? Tu również nie brakuje sceptyków. Tak wiele słów rzucali już politycy na wiatr.

Przykład? Z dzisiaj, proszę bardzo. W naszej konkursowej aplikacji czytam, że miasto wesprze renowację stuletniego zabytkowego Dworca Wodnego i jego adaptację na Muzeum Wisły „potencjalną atrakcję rewitalizowanego Portu Czerniakowskiego. I renowacja, i muzeum są inicjatywami fundacji Ja Wisła, która ma na swoim koncie wiele fantastycznych projektów związanych z rzeką”. I wiadomość od szefa fundacji Przemka Paska, który właśnie dostał pismo: „W imieniu prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz dziękuję panu za zaproszenie do objęcia honorowym patronatem rewitalizacji Dworca Wodnego w Porcie Czerniakowskim. Uprzejmie informuję, że patronat nie został udzielony”. 

21:04, kovalesku
Link Komentarze (11) »
niedziela, 19 czerwca 2011

Muszę się jeszcze oswoić z tym ciut za ostrym "ceglanym" kolorem. Ale w sumie wygląda nieźle. Byłam za pozostawieniem tego kubiku i neonów. Może zbyt teraz wybił się na pierwszy plan, ale przecież w Warszawie (to powinno być nasze hasło promocyjne): mogło być gorzej.

Już na etapie decyzji o remoncie hali budził emocje....

 
23:19, kovalesku
Link Komentarze (8) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Agnieszka Kowalska
Co Jest Grane?
Moje rozmowy
Polecam
Zrobiłam to z Kossakiem

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa