RSS
poniedziałek, 26 września 2011

Napisałam dziś po raz kolejny do prezydenta Włodzimierza Paszyńskiego i dyrektora Marka Kraszewskiego. Że też jeszcze się łudzę...

Szanowni Panowie
czekam cierpliwie na Panów głos w dyskusji
o tym, co nam zostało po ESK
czy same zgliszcza?
sprawa według mnie jest bardzo poważna
bo np rezygnację Grzegorza Lewandowskiego z funkcji przewodniczącego Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury odbieram ze smutkiem jako znak rozczarowania środowiska oranizacji pozarządowych tym, co się stało, a raczej tym, co się nie stało po ESK (to wyłącznie moja interpretacja)
i jako ostateczną utratę złudzeń, że coś można wspólnie z rządzącymi na rzecz warszawskiej kultury zrobić
traktujcie nas (obywateli, warszawiaków) Państwo proszę poważnie
bo zawsze lepiej rozmawiać i współpracować
niż na własne życzenie budować sobie żarliwą opozycję

21:33, kovalesku
Link Komentarze (12) »
 

A teraz mały coming out - nigdy nie byłam w budynkach SGH. Wiem, wiem, jestem jedną z tych ignorantów. Dziś to nadrobiłam, bo w Auli Spadochronowej montuje się już główna wystawa Warszawy w Budowie. Otwarcie połączone z iluminacją szklanej piramidy dachu w sobotę o godz. 19. Dostaniemy też audioprzewodniki, z którymi będziemy mogli wędrować sobie po budynku. Wystawa czynna do końca października, wstęp oczywiście wolny.
Wstępne słowo o festiwalu jutro w Gazecie...

 
 
 
 
20:19, kovalesku
Link Komentarze (4) »
niedziela, 25 września 2011
 

I było naprawdę dobrze. Piękna niedziela na Grzybobraniu w Powsinie.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
21:52, kovalesku
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 września 2011

Byłam w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, żeby wgryźć się w program tegorocznej Warszawy w Budowie, która rozpoczyna się za tydzień. W przyszłą sobotę znajdziecie w Gazecie specjalny dodatek o festiwalu, który właśnie przygotowuję. Głowa mi spuchła od tych opowieści kuratorów Sebastiana Cichockiego i Tomka Fudali, bo tyle jest tu wątków. WWB bardziej przypomina w tym roku studia doktoranckie niż festiwal. Powinni indeksy rozdawać! Tylko jak tu wziąć na te interesujące skądinąd bardzo studia miesiąc wolnego?! Sebastian aż musiał mi rozrysować festiwalowy wykres (różowe ingerencje są już moje). Ważne pytania sobie będziemy stawiać.

 
21:34, kovalesku
Link Komentarze (1) »
 

Janek Dziaczkowski zginął w nocy z wtorku na środę w Tatrach. Miał 28 lat. Nie znałam go dobrze, ale wiem jedno - był niezwykle zdolnym artystą. Jego kolaże, obrazy i fotografie to jest coś, co zostanie z nami na długo. Co jeszcze? Wspominają przyjaciele i współpracownicy:

Adam Mazur:
Janka poznałem poprzez zdjęcia z archiwum jego taty, który na krótko przed śmiercią zafascynował się fotografią. Imponowała mi troska, z jaką porządkował ten trudny materiał. Pracowaliśmy razem przy kilku wystawach. Zawsze uważał się za malarza i mówił, że wie, ile pracy jeszcze musi włożyć w doskonalenie swojego warsztatu. Jednak dla mnie najważniejsze były nie jego obrazy na płótnie, ale kolaże - niewielkie, precyzyjne, formalnie doskonałe, poetyckie, lekkie i świadome wielkiej artystycznej tradycji, z którą z pasją się mierzył. Dużo rozmawialiśmy o sztuce, o nowych projektach, archiwum afrykańskich zdjęć dziadka, które stało się punktem wyjścia dla nowego cyklu obrazów. Janek był pogodny, szczęśliwy, pewnie patrzył w przyszłość. Podziwiałem jego niezłomną postawę, etyczne zaangażowanie i wiarę, że własnym działaniem jesteśmy w stanie zmienić bieg rzeczy, zmniejszyć ilość cierpienia.

Krzysztof Pacholak:
Zaprosiłem go na spotkanie autorskie w ramach projektu fotograficznego Migawki, który prowadzę. Chciałem, żeby pokazał, jak nietypowo można z fotografią pracować. Zgodził się, ale był bardzo niepewny. Bał się, że nie będzie miał nic do powiedzenia.
Wyszło świetnie. Długo i ciekawie mówił, pokazał mnóstwo swoich prac, przyniósł nawet kilka oryginalnych kolaży. Zachwycił nas.
Kilka dni później zadzwoniłem do niego i zaproponowałem małą sesję zdjęciową w jego pracowni (rubryka „Domy Kultury” w magazynie WAW). Ucieszył się, powiedział, że lubi to miejsce i że mu tam dobrze. Żebym wpadał.
Przywiozłem mu mnóstwo swoich starych gazet, które od dawna magazynowałem. Kilka roczników „Polityki” i „Wysokich Obcasów”. Od razu zaczął przeglądać i wybierać zdjęcia, które będzie chciał wykorzystać. Potem pokazał inne swoje „zdobyczne” czasopisma. Amerykański „National Geographic” z pięknymi, starymi zdjęciami. „Playboy” z lat siedemdziesiątych i z genialnymi reklamami papierosów. Miał całe stosy takich skarbów.
To był dobry dzień. Zdjęcia wyszły tak, jak chciałem. Wróciłem do domu, zacząłem skanować, a Janek przysłał maila: „Dziękuję za materiały. Niestety nie są już w porządku chronologicznym i już trochę ich pociąłem.” Pomyślałem, że trafiły we właściwe ręce.

Grzegorz Lewandowski:
Trudno o nim pisać. Nie sposób w czasie przeszłym. Wszystko brzmi banalnie. Próbuję zebrać myśli, ale jedyne co mam w głowie to obraz Janka, który idzie ze swoją ukochaną Olą i ich psem ulicą i z daleka bije od nich taka wyjątkowa aura radości i miłości.
Janek to radość. Malowania, robienia kolaży, słuchania muzyki, podróżowania. Janek to radość życia. Tak mocna, inspirująca, zarażająca. Ilu jest dziś nas, którym wyrwano kawał serca.
I ta myśl, która przebija przez skorupę bólu, że Janek jest już ze swoim, tragicznie zmarłym 5 lat temu ojcem - Jackiem. To dzięki Jackowi mogliśmy poznać i tak związać się z Jankiem. To Jacek zaszczepił w nim miłość do sztuki, do malarstwa, muzyki. Także do podróży. To on rozkochał Janka w górach. Zostawił mu po sobie archiwum swoich zdjęć i olbrzymie zbiory muzyki. Ta piękna miłość syna do ojca i ojca do syna trwała we wszystkim co Janek robił, jak żył. Pogrążony w bólu, który trudno będzie ukoić, cieszę się, że są znowu razem.
Dziakos... dziękuję, że mogłem Cię poznać. Nie umarłeś. Czuję, że jesteś tuż obok.

* Zdjęcie Jankowi zrobiła Alina Gajdamowicz w lipcu 2009 r. podczas pracy nad kolażem w klubokawiarni Warszawa Powiśle.

12:47, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 września 2011

Wiecie, że jestem z Grochowa i że uwielbiałam to jajo na rondzie Wiatraczna. Pablopavo też wie, o czym ja mówię;)
Dlatego szacunek wielki dla Ani Brzezińskiej-Czerskiej, autorki serwisu Bliżej Konsumenta, poświęconego starym reklamom malowanym na murach oraz Vlep[v]netowi, że chcą ten mural zrekonstruować.
Reklama zrzeszenia PolDrob z lat 70-tych XX w. zniknęła z budynku przy Grochowskiej 215 latem ubiegłego roku. Wspólnota wolała docieplić styropianem ścianę niż zachować to kultowe dzieło. Najciekawszy był w nim trójwymiarowy element - doklejona do ściany wielka połówka jajka. Inicjatorom akcji udało się ją ocalić, teraz chcą się podjąć rekonstrukcji reklamy. Ale zanim znów zobaczymy na Wiatraku wypukłe jajo, będziemy mogli je podziwiać w ten weekend w formie świecącej po zmroku grafiki (od piątku do niedzieli w godz. 20-24). „Mamy nadzieję, że ten symboliczny powrót podkreśli nie tylko sentymentalną, lecz także artystyczną rangę muralu. W końcu tę reklamę wyróżniała po prostu doskonała grafika” - pisze Ania.
Powyżej - zdjęcie z prób.
 

10:40, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 września 2011

Przygotowuję właśnie zapowiedź niedzielnego GRZYBOBRANIA w Powsinie do Gazety Co Jest Grane. I kupę śmiechu mam z Izą Rutkowską z Fundacji Form i Kształtów, która opowiada mi o poszczególnych instalacjach, jakie napotkamy w lesie. Weźmy taką wielką kupę z muchami. - Poprosiłam Dominika, żeby zrobił kupę. A on na to: „nie mogę zrobić kupy, bo Kacper Grochowski, mój kumpel, jest specjalistą od kup. Często je robił ze styroduru i podkładał nam na laptopy”. I rzeczywiście, świetną zrobił, jest obrzydliwa! - cieszy się Rutkowska.


* Spotykamy się przy wejściu do Parku Kultury w Powsinie w niedzielę o godz. 13. Grzybobranie potrwa do godz. 18 (grzyby, które będziemy zbierać zaprojektował Robert Czajka).

15:59, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 września 2011
 

Już się nie mogę doczekać tego weekendu. Bo czekam na to od dawna. Przyznaję, sama miałam problem z przekonywaniem moich przyjaciół, że galerie sztuki współczesnej takie jak Raster czy Fundacja Galerii Foksal są otwartymi, przyjaznymi instytucjami, do których można swobodnie przychodzić, o wszystko pytać, śmiało kupować dzieła sztuki. Dopiero, gdy ich tam zaciągałam, przekonywali się, że tak właśnie jest. Galerie też czuły ten mur i postanowiły go spektakularnie zburzyć. 17. najlepszych, najprężniejszych z nich połączyło siły i otwiera w ten weekend szeroko drzwi dla publiczności. Wydarzenie, wzorowane na światowych gallery weekendach, zatytułowane GDZIE JEST SZTUKA? rozpocznie się w piątek o godz. 17 wernisażami w galeriach na lewym brzegu Wisły. W sobotę dojdą do tego otwarcia na Pradze, a całość zakończy się imprezą w siedzibie Leto i Piktogramu w Soho Factory na Mińskiej.

Łukasz Gorczyca, Raster: - Chcemy, żeby to był - oczywiście odpowiednio oceniając proporcje - masowy event.
Kuba Banasiak, Kolonie: - Czyli, żeby był skierowany do publiczności, nie tylko środowiskowy.
Gorczyca: - Warszawa - urzędnicy i widzowie - nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co tu mają. Jaka silna jest nasza scena galeryjna, jakie ma międzynarodowe kontakty i wielki potencjał.
Michał Woliński, Piktogram: - To historyczne spotkanie. Chcemy pokazać, że polska sztuka nie wzięła się znikąd. Że nie jest to tylko boom na kilku młodych artystów, bańka, wydmuszka, która pojawiła się po 2000 r. i zaraz zniknie, bo nie ma fundamentów, korzeni. Pokażemy, gdzie jest sztuka, w jakich okolicznościach powstaje.
Gorczyca: - Chcemy przekonać publiczność, że galerie generują w mieście pozytywną energię. Że nie są czarnymi dziurami, do których strach wejść; wręcz przeciwnie - są źródłami, które biją na podwórkach i ulicach Warszawy.

Warszawską publiczność chcą zachęcić, żeby zorientowała się w galeryjnej topografii. Podjęła zaproszenie do tej gry terenowej, by z mapą w ręku spacerowała od galerii do galerii. I wracała już potem do tych miejsc regularnie, nabrała nawyku chodzenia na wystawy.

By przyjechali z całej Polski kuratorzy dużych instytucji sztuki, którzy paradoksalnie bardzo rzadko do naszych galerii zaglądają. A przecież to tu, w bezpośrednim kontakcie z artystą, w swobodnej, otwartej na eksperyment atmosferze, wykuwa się sztuka. Tu najczęściej mają miejsce premierowe pokazy ważnych prac.

No i kuratorzy i publiczność z zagranicy - to duże wyzwanie, bo uda się ich przyciągnąć zapewne dopiero na kolejne edycje imprezy - ale oni też potrzebują jednej daty, kiedy koniecznie powinni do Warszawy przyjechać. 

Galerzyści chcą wydawać co kwartał dwujęzyczną mapkę warszawskiej artystycznej sceny. Chcą też rozwijać imprezę w kolejnych latach - może organizować dodatkowo jedną, dużą, wspólną wystawę albo pokaz w przestrzeni publicznej. Są elastyczni, otwarci na sugestie, ciekawi jak ta próba generalna w ten weekend się powiedzie.

Większość z 17. galerii przygotowało na tę okazję specjalne wernisaże. Raster otworzy się w nowej siedzibie, w wynajętym od dzielnicy na 3 lata (póki co) lokalu przy ul. Wspólnej 63. Zapamiętajcie ten adres (dużym plusem jest bliskie sąsiedztwo Beirutu i Tel-Avivu). Zajrzałam tam dzisiaj, żeby poznać młodą czeską artystkę Evę Kotatkovą, która przygotowuje na piątek swoją wszechogarniającą to miejsce, inspirowaną nim wystawę. Jutro napiszę coś więcej do Gazety o odrodzeniu Rastra w nowym miejscu. A póki co pokażę Wam kilka zdjęć z wnętrza, jeszcze w trakcie porządków.

 
 
 
 
 
 

Szczegóły dotyczące weekendu GDZIE JEST SZTUKA? sprawdzajcie na stronie gdziejestsztuka.pl            

21:46, kovalesku
Link Komentarze (2) »
sobota, 17 września 2011

Nie zostawiamy tego, prawda? Pomóżcie mi sformułować pytania do dyrektora biura kultury UM Marka Kraszewskiego, które prześlę mu w poniedziałek (do wiadomości prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz). Pewnie pan dyrektor myśli, że odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na kandydatce Platformy Obywatelskiej Ewie Czeszejko-Sochackiej, byłej pełnomocnik ds ESK 2016. Ale jednak to on coś musi teraz z tym bałaganem zrobić, bo nie wyobrażam sobie, jak bez tego biuro kultury miałoby dalej funkcjonować.

Dlatego zapytajmy:

- Co pan dyrektor zamierza z tym rozliczeniem zrobić? Czy wyciągnie z niego jakieś wnioski, przeprowadzi bardziej wnikliwą kontrolę, wyciągnie konsekwencje w przypadku niegospodarności albo niewywiązania się z zadania?

- Co z ewaluacją naszych starań o tytuł ESK? Teraz widać wyraźnie, że jest ona konieczna. Pilnie potrzebujemy niezależnego ciała, które dokona oceny i poinformuje opinię publiczną o jej wynikach. Żebyśmy nie powielali w przyszłości tych samych błędów.

- Wątek przetargów - pojawił się w Waszych komentarzach.

- Ta "osoba fizyczna" nie daje mi spokoju. Muszę zasięgnąć porady prawnej. Czy rzeczywiście nie możemy ujawnić jej danych, skoro w grę wchodzą publiczne pieniądze. Chodzi tylko o imię i nazwisko. Bo widać wyraźnie, jakie to jest pole do nadużyć. Teraz każdy, kto będzie chciał wziąć za zawyżoną stawkę zlecenie od miasta, będzie to robił indywidualnie, a nie jako firma, bo będzie miał pewność, że jego dane nie zostaną ujawnione.

- O co chodzi z tą stroną ESK? Pracował nad nią informatyk miasta i tyle firm, które mamy w tabelce, a ona nigdy dobrze nie działała. I co? I nic? Przypomnę: 2009 r. - oprawa graficzna serwisu - firma D2M Konrad Kuligowski - 53 680 zł; projekt zmian serwisu internetowego - Janusz Marszalec Company - 10 980 zł. 2010 r. - modernizacja serwisu internetowego - Wydawnictwo ABC Monika Szymańska - 62 830 zł; wykonanie projektu strony internetowej - Wydawnictwo ABC Monika Szymańska - 586 zł. 2011 r. - osoba fizyczna - bieżące utrzymanie i prowadzenie serwisu internetowego dotyczącego ESK - 35 500 zł; bieżące utrzymanie i prowadzenie serwisu internetowego - Wydawnictwo ABC Monika Szymańska - 26 600 zł. W SUMIE - 190 176 zł! A to tylko jeden z przykładów pieniędzy wyrzuconych z błoto.

- Czy twórcy strategii promocyjnej ESK zamierzają się przed nami wytłumaczyć z celowości produkcji tych wszystkich naklejek, podkładek pod szklanki, kopert, monet, pralinek i koszulek? Z wyboru mediów, w których zamieszczane były reklamy (np. tak droga w Beethoven Magazine - 64 tys. zł w jednym numerze tego pisma)?

- Kto w biurze kultury zajmie się wdrażaniem Programu Rozwoju Kultury do 2020 r.? Bo po chaosie ESK ogromne są oczekiwania społeczne na uporządkowanie tego bałaganu i na reformę warszawskiej kultury - organizacyjną i finansową.

19:43, kovalesku
Link Komentarze (74) »
piątek, 16 września 2011

Kilkakrotne opracowywanie logotypów; łączenie obu; produkcja krówek i monet okolicznościowych; wielokrotna modernizacja strony internetowej ESK 2016, która nigdy dobrze nie zadziałała; drukowanie książek i pocztówek, których nikt na oczy nie widział. „Wybór i zaproszenie wybranych fotografików do udziału w komisji, w celu wyłonienia najlepszych zdjęć, nadesłanych na konkurs fotograficzny, dostarczenie do Biura Kultury 20 finałowych zdjęć” kosztowało nas 40 tys. zł; „publikowanie na portalu facebook informacji, zdjęć oraz wypowiedzi Honorowych Ambasadorów ESK 2016” - 8 300 zł; doradztwo osoby fizycznej - jednej, drugiej - po 52 tys zł; „opracowanie koncepcji artystycznej oraz produkcji trzech wystaw artystycznych” - 52 tys zł; „organizacja promocji m.st. Warszawy - najlepszego kandydata do ESK podczas warszawskiego koncertu wenezuelskiej orkiestry Simon Bolivar Youth Orchestra” - 50 tys. zł; „wykonanie 350 zestawów ręcznie robionych pralin „Fantazje Chopinowskie” na Bal Polski w Brukseli - 29 tys zł. Fabryka Trzciny, która wzięła za promocję Warszawy ESK na Kongresie Obywateli Kultury 60 tys zł! A ile kwot jest tuż pod kreską przetargową - sprytne! Gdzie są te wszystkie podkładki pod myszy, nośniki USB, naklejki, koszulki? I po co one były? Można tak wymieniać bez końca. To są tabele pełne absurdów i niebywałej wręcz rozrzutności. Na jakim my świecie żyjemy? Czy ktokolwiek w tym mieście ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje? Naprawdę mamy przejść nad tym do porządku dziennego?

Znów smutek mnie ogarnął. No ale ja jestem sfrustrowana tym, że nie starcza mi do pierwszego i nie jestem tak zaradna.

19:50, kovalesku
Link Komentarze (19) »

Dostałam dziś z biura kultury tabelki. I choć ta urzędnicza mowa i ogólnikowość sformułowań jest powalająca, to już coś można z tego wyczytać. Wklejam Wam to wszystko (wybaczcie nieudolne skany) i analizujemy wspólnie...






18:31, kovalesku
Link Komentarze (45) »

Zobaczmy, jak ostatecznie wygląda kładka i upewnijmy się, że kuń nie pojedzie;)

Dostałam właśnie mail:
„We wtorek, 20 września, o godz. 11. zapraszamy na briefing prasowy, który odbędzie się u zbiegu ulic Chłodnej i Żelaznej na Woli. Zgodnie z planem w połowie września prace przy rewitalizacji ulicy Chłodnej dobiegają końca. Zapraszamy na spotkanie, na którym zaprezentowany zostanie odnowiony odcinek ulicy Chłodnej i Elektoralnej.
W spotkaniu z prasą udział weźmie Burmistrz Dzielnicy Wola Urszula Kierzkowska i Zastępca Burmistrza Ryszard Modzelewski - odpowiedzialny za inwestycje w dzielnicy. Będzie okazja, by zobaczyć efekt rocznych prac: odnowioną nawierzchnię z zabytkowej kostki brukowej, tory przedwojennego tramwaju, chodniki, nowe skwery, instalację symbolizującą kładkę w warszawskim getcie oraz inne elementy.”



11:11, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 września 2011

Mój (bardziej wyważony) komentarz w Stołku...

Fundacja Ja Wisła zaprasza jutro na barkę Herbatnik...

17:37, kovalesku
Link Komentarze (1) »

Odstawiłam na miejsce

 
14:25, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 września 2011
 

Czy Wy to widzicie? Dostałam tę obszerną tabelkę dziś, w ostatniej chwili. Pamiętacie o co prosiłam, powołując się na ustawę o dostępie do informacji publicznej oraz na zwykłą urzędniczą uczciwość? Przypomnę: wystąpiłam 19 sierpnia pisemnie w biurze kultury o: „Wykaz wszystkich wydatków związanych ze staraniami Warszawy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016; z podziałem na wydatki osobowe, zlecenia dla firm, przetargi, etc.; najlepiej pogrupowane dla każdej osoby czy podwykonawcy. O wydatki i ich cel”.

I co to jest?! Żart jakiś? Jeśli tak, to mało zabawny. Pewnie teraz państwo urzędnicy turlaja się ze śmiechu, że tacy są sprytni, bo przecież nie możemy się przyczepić, że nie wysłali, skoro wysłali. Rozbili te 16 milionów na kilka pozycji w tabelce i zadowoleni. Ale komu te wszystkie zadania zostały powierzone? Jakim firmom, podmiotom, osobom i za jakie pieniądze? Tego się z tej tabelki nie dowiadujemy.

Co macie Państwo do ukrycia, czego się tak boicie? Pewnie krewnym i przyjaciołom królika niekompetentnym te zlecenia pod stołem zostały rozdane. Innego wytłumaczenia nie widzę. I możecie się powoływać na setki paragrafów, ale nie - te informacje nie są tajne, bo to są publiczne pieniądze, którymi dysponujecie i macie obowiązek się przed obywatelami z nich rozliczać. Rozliczać się z powierzonych Wam zadań. Arogancja niesłychana, która na pewno przy okazji wyborów nie pozostanie bez konsekwencji. Robicie sobie z nas jaja? Żebyśmy my z Was sobie przy urnach nie zażartowali!

A tabelka?

- Eksperci - pół miliona? Dwójka zagranicznych ekspertów? Najlepsza fucha świata!

- Promocja - ponad 6 milionów??!!! Jaka promocja, ja się pytam? Same czasopisma - pół miliona? No, gdyby ekipa ESK potrafiła rozmawiać z dziennikarzami, to chociaż te pieniądze, które poszły na płatne reklamy, byśmy zaoszczędzili. Gadżety promocyjne - 350 tys.?! A pozycje: „przesunięcia do innych podmiotów” - 1,5 mln oraz „inne” - 2,5 mln - to już nie wiem, jak skomentować. Ręce opadają.

- Koszty projektów artystycznych - 6,7 mln. Jakich projektów? Ile pieniędzy przeznaczyliśmy na poszczególne z nich? Kokosy na pewno były drogie, ale żeby aż tak?!

- Inwestycje - pół miliona? Jakie inwestycje?

No nic, będę pytać dyrektora Marka Kraszewskiego dalej. Może kiedyś się dowiemy.

20:38, kovalesku
Link Komentarze (18) »
środa, 07 września 2011

Przemek przenosi dechy z lądu na wodę. Oby to nie był początek jego końca w tym miejscu. Odpukać! Zbudujmy z nim tę Przystań Obywatelską.

Dostałam właśnie mail:

Fundacja Ja Wisła ze smutkiem informuje że trwające przeszło rok trudne negocjacje z Zarządem Mienia m. st. Warszawy i  Pełnomocnikowi Prezydenta ds. Wisły, dotyczące możliwości dalszego działania Fundacji Ja Wisła w Porcie Czerniakowskim zakończyły się całkowitym fiaskiem. Dążąc do kompromisu, kierując się zasadami prawa i statutowym zapisem współpracy z m. st. Warszawą, Fundacja zapłaciła w 2011 r. przeszło 30 000 zł kar za rzekome nielegalne prowadzenie działalności w Porcie Czerniakowskim (pomimo czteroletnich bezowocnych starań o zawarcie umowy regulującej status prawny Fundacji Ja Wisła w Porcie Czerniakowskim). Pochłonęło to prawie dwuletnie Państwa wpłaty w ramach 1% podatku. Pomimo obietnicy, że po zapłaceniu kary, Zarząd Mienia m. st. Warszawy  zawrze z Fundacją umowę dzierżawy terenu dawnej Warszawskiej Stoczni Rzecznej, Zarząd Miasta podjął decyzję odmowną, wskazując nam w swojej łaskawości miejsce pod Mostem Łazienkowskim. Zmuszeni groźbą dalszych srogich kar finansowych, gdybyśmy ośmielili się pozostawić po 17 września choćby toi-toi na trawniku, podjęliśmy decyzję o usunięciu wszelkiej naszej infrastruktury z lądu. Nie zamierzamy jednak przenosić się pod most. Teren dawnej Warszawskiej Stoczni Rzecznej jest strategicznie ważny dla całości Portu Czerniakowskiego i nigdy nie zgodzimy się z planami Zarządu Miasta sprzedania go pod biurowiec.

Zapraszamy wszystkich naszych sympatyków w najbliższy weekend 10 i 11 września, od godziny 12, do pomocy w rozkręcaniu dech do tańczenia i ponownym ich zmontowaniu na wodzie w formie pływającego pomostu - PRZYSTANI OBYWATELSKIEJ. Potrzebujemy waszych rąk do rozkręcania i noszenia desek, przydadzą się wkrętarki i wiertarki z bitami, śrubokręty i dobry nastrój. Jeśli ktoś ma dostęp do dużej ilości grubościennych plastikowych beczek 200 l. to potrzebujemy ich około stu. Pomost który zbudujemy, będzie służył nam wszystkim - Warszawiakom i turystom odwiedzającym Stolicę do bezpiecznego cumowania łodzi w Porcie Czerniakowskim.

Czołem, Przemek Pasek i Załoga JA WISŁA

08:46, kovalesku
Link Komentarze (10) »
wtorek, 06 września 2011
 

Pawilon Eliassona rozgrzał dziś moich redakcyjnych kolegów na kolegium do czerwoności. Jeszcze nie widzieli na żywo, a już: że buda, kupa i czerwony pająk. Musiałam zareagować. Chociaż obrona nie jest tak sexy jak chłosta. Ciekawe, co Darek Bartoszewicz ostatecznie napisze. Czy po obejrzeniu pawilonu złagodzi nieco swoją krytyczną opinię, czy będzie rzeź Olafura? Czytajcie w Gazecie.

 

Czerwony pająk? Takie określenie może w naszym kraju pogrzebać każdy projekt. Ale nawet, jeśli to pająk, to podoba mi się, że wlazł na Krakowskie Przedmieście.

Kolejna buda? W żadnym wypadku! Budą to jest chlewik metra na placu Defilad! Docelowo pawilon Olafura Eliassona ma stanąć właśnie tam, by anonsować budowę Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Ale na pl. Defilad mógłby teraz zginąć - obok chlewika, parkanu, przytłoczony gmaszyskiem Pałacu Kultury. A na Krakowskim Przedmieściu ma siłę!

Jestem dumna z tego, że mamy w Warszawie takie dzieło Eliassona. To jedna z najważniejszych postaci światowej sztuki, jego kolejne realizacje są szeroko komentowane, zabiegają o nie instytucje i miasta. Wydarzeniem była jego instalacja z wielkim zachodzącym słońcem w Hali Turbin londyńskiej galerii Tate Modern, gigantyczny wodospad na nowojorskim moście East River, czy czasowy pawilon przy galerii Serpentine w Londynie, którego realizację powierza się najwybitniejszym artystom i architektom naszych czasów.

Nie dziwię się więc, że Narodowy Instytut Audiowizualny i Muzeum Sztuki Nowoczesnej, chcąc zbudować pawilon, który podczas polskiej prezydencji będzie sławił naszą kulturę, zaprosili do konkursu właśnie Olafura Eliassona. Szlaki współpracy były przetarte, bo artysta zostawił już w Warszawie swoje kameralne dzieło - mały kalejdoskop zakopany w ziemi w Parku Rzeźby na Bródnie.

No ale nie dlatego podoba mi się pawilon na Krakowskim Przedmieściu, że Eliasson wielkim artystą jest. Podoba mi się, bo mimo swoich dość sporych rozmiarów jest to bardzo lekka konstrukcja. Można przez nią swobodnie przechodzić, nie jest masywną zawalidrogą. Ale najbardziej cieszą te lustra, kalejdoskopowo ułożone wewnątrz pawilonu tak, że w zjawiskowy sposób odbijają jego najbliższe otoczenie. Założę się, że spacerowicze je pokochają, podobnie jak wielką lustrzaną fasolkę Anisha Kapoora w Chicago, z którą w różnych konfiguracjach mieszkańcy i turyści uwielbiają się fotografować.

Emocje budzi czerwony kolor naszego pawilonu. Ale to przecież dzieło sztuki, a nie mebel miejski. Może na chwilę wciąć się tak ostro w architekturę ulicy. Moim zdaniem na tle białego hotelu Bristol wygląda znakomicie. To może być prawdziwy promocyjny hit Warszawy.

Pod warunkiem, że polski wykonawca poprawi fuszerkę. To rzeczywiście poważny minus, że już na dzień dobry mamy na lustrach spękania. Minister Zdrojewski nie powinien się tak spieszyć i otwierać pawilonu przed poprawkami. No ale chciał zdążyć przed Europejskim Kongresem Kultury we Wrocławiu, który tam dzisiaj anonsował. I zamiast narcystycznego odbicia w lustrze wyszło mu niestety odbicie w krzywym zwierciadle.

 

* Pawilon Olafura Eliassona „Your Imaginary Machine to dzieło, które ma być wizytówką polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Można w nim również zamontować miniwystawę, czy zorganizować spotkanie. W ramach festiwalu Warszawa w Budowie 24 października skonfrontuje się tam z publicznością Olafur Eliasson. Muzeum Sztuki Nowoczesnej zorganizuje też w pawilonie debaty dotyczące rewitalizacji ulic. Postoi on na Krakowskim Przedmieściu do końca roku.

PS. Zapytałam o te spękania luster w NiNie, która odpowiada za pawilon:
Katarzyna Wielga z Narodowego Instytutu Audiowizualnego: - W tej chwili przyczyna pęknięć nie jest jeszcze ustalona, musimy wykonać ekspertyzę. Może nią być błąd w wyliczeniach konstrukcyjnych lub w sztuce budowlanej. Mogę zapewnić, że wykonawca dołoży wszelkich starań, by naprawionym pawilonem można się było cieszyć jak najszybciej i jak najdłużej i że zrobi to w ramach gwarancji, bez ponoszenia dodatkowych kosztów.

I, dodam jeszcze (ja Kowalska), żeby nie było niedomówień - całkowity koszt pawilonu to 850 tys. zł. Jak na nasze warunki - dużo, jak na stawki Eliassona - mało.

18:49, kovalesku
Link Komentarze (7) »
niedziela, 04 września 2011

Oglądam fotorelacje z poszczególnych wydarzeń festiwalu Przemiany, który dziś odwiedziłam i myślę sobie, że wyszła z tego całkiem dynamiczna, nowoczesna, bezpretensjonalna impreza. Łukasz bardzo chwali też sobotnie koncerty w ramach Sonic Fiction (publiczność bawiła się tam do rana). Nie bez znaczenia była oczywiście doskonała pogoda.
Impreza ma ogromny potencjał i multum wątków do pociągnięcia: natura, ekologia, sporty miejskie, design, turystyka rzeczna, debaty o przestrzeni miejskiej. Trzymam kciuki i jednak nie żałuję, że Przemiany przejął Kopernik.
Teraz trzeba się bliżej przyjrzeć tym planom rewitalizacji wiślanych bulwarów.

Foto: Wojciech Surdziel/Agencja Gazeta. Więcej zdjęć tutaj...

19:42, kovalesku
Link Komentarze (14) »
sobota, 03 września 2011
Chłodna 29/31

Tytuł wystawy, którą dosłownie w ostatniej chwili udało mi się obejrzeć dziś na Chłodnej 29/31 i którą Wam na ten weekend gorąco polecam, bardzo dobrze oddaje to, co teraz dzieje się na tej ulicy. Tak jakby po drugiej stronie Żelaznej decydowali już „nie nasi”. Tylko dlaczego musimy oglądać tę kuriozalną kładkę z ogródka Chłodnej 25?! A przecież tak lubimy ten kawałek dzielnicy: z blokami Za Żelazną Bramą, pięknymi kamienicami, kościołem i Halą Mirowską! Rzeczniczka Woli zapytała mnie w odpowiedzi na mój histeryczny komentarz w Stołecznej o „rewitalizacji Chłodnej”: „czy diabeł musi wstępować w redaktor Kowalską za każdym razem, gdy idzie na zakupy?”. No właśnie, ale może to kara boska za tego diabła.

Skręciłam dziś więc w prawo, w „nasz" odcinek, gdzie rewitalizacja odbywa się naturalnie, przez kulturę. Najpierw kawa na Chłodnej 25 z Konradem Pustołą, który na wystawie po raz pierwszy pokazuje swoje fotografie z cyklu „W Polsce Żydów już nie ma”. A potem wspólny spacer na Chłodną 29/31, gdzie pewien biznesmen z Poznania remontuje właśnie wynajmowany od dzielnicy budynek, w którym przed wojną działały: w latach 20. teatr, a później, aż do Powstania Warszawskiego - kino Czary. To była bardzo kulturalna i rozrywkowa ulica.
Biznesmen ów chce tu otworzyć w marcu restaurację i winiarnię, ale że jest również admiratorem kultury, planuje uruchomić studyjne kino, a na piętrze ulokować galerię. Spotkaliśmy się tam dziś z Leszkiem Czajką z wizyTUjącej galerii, który ją poprowadzi i z kuratorką wystawy „Nasi nie nasi", zorganizowanej w ramach Warszawy Singera - Krystyną Piotrowską.

Wystawa niezwykle ciekawa, bo nie ogranicza się wyłącznie do tematyki żydowskiej i wychodzi też znacznie poza granice naszego kraju. Oglądając ją miałam wrażenie, że tzw. „temat żydowski” czy kwestia „obcego” dopiero się w polskiej sztuce tak naprawdę otwiera. A inspiracji wciąż nie brakuje. Niestety.
Artyści bardzo różnie zinterpretowali ten temat. Wojciech Pustoła przy pomocy fragmentów amerykańskiego filmu MGŁA odnosi się do mgły smoleńskiej. Anna Konik przybliża nam świat chorych na schizofrenię. Sharon Bareket pokazuje jak opresyjny i szkodliwy jest klimat Izraela dla ludzi o wyjątkowo jasnej karnacji. Kanadyjczyk Eric Scott w swoim dokumencie „Opuszczając gniazdo" przedstawia młodych mieszkańców Jerozolimy, którzy zdecydowali się porzucić ortodoksyjną wspólnotę.

Konrad Pustoła o swoich fotografiach: - Te zdjęcia po wystawie powędrują do ludzi, których sfotografowałem. Inspiracją był album „I ciągle widzę ich twarze”, starałem się osiągnąć podobną intensywność. A potem usłyszałem, jak Janek Gross na spotkaniach z okazji wydania „Złotych żniw” opowiada, że w Polsce Żydów już nie ma. Stąd ten tytuł, w podwójnym cudzysłowie. W końcu 60 procent moich znajomych to są Żydzi. Więc jak to ich nie ma?!
Ten projekt był też pretekstem, by zrobić moje własne zdjęcie rodzinne. Kobiety na nim sportretowane mają wciąż problem z używaniem słowa Żyd. Zastąpiliśmy je na nasz wewnętrzny użytek określeniem „ziomale”, co bardzo się sprawdziło, atmosfera się rozluźniła. Wciąż w Polsce to słowo ma wydźwięk pejoratywny. Albo ludzie starają się go nie wymawiać wcale, albo wymawiają szeptem. Pytają mnie, kiedy byłem w Izraelu. Widząc ten tytuł są przekonani, że nie zrobiłem tych zdjęć w Polsce.

Niby te rodzinne portrety są tak niewinne, ale wiele osób się na to nie zdecydowało, mówiąc, że jeszcze nie są gotowi na taki coming out. 

Krystyna Piotrowska o rewitalizacji Chłodnej: - To ty napisałaś ten komentarz w Stołecznej?! Rewelacja! Mamy te same odczucia, mieszkamy tu po sąsiedzku, na Żelaznej. Ta rewitalizacja jest jak chory sen urzędnika, który sobie wymyślił pastorały. Myślałam po tym twoim tekście, żeby zawiązać tu jakiś lokalny komitet obrony Chłodnej przed urzędnikami i ich inwencją twórczą. Niech będą i te bloki, i biurowce, i te tłumiki i garaże. Taka jest ta okolica. Niech się sama rozwija, wystarczy za bardzo nie przeszkadzać.
O wystawie:
- Od ośmiu lat robię te wystawy na Próżnej, w ramach Warszawy Singera. To miało być coś trochę innego w klimacie niż sam festiwal, pójście bardziej w stronę refleksji, a nie ludyczności. Dwa lata temu zajmowaliśmy się MIEJSCEM, tym szczególnym kontekstem ulicy Próżnej. Rok temu tematem stali się LUDZIE - osobiste narracje. Teraz, tu na Chłodnej, skupiliśmy się na konfliktach, obcości, bardzo różniej definiowanej, nie w oczywisty sposób. Ogromną inspiracją było dla mnie to, co się dzieje teraz w Polsce - z tym podzielonym społeczeństwem, definiowaniem „obcego”. 

Sąsiednia działka, należąca do hiszpańskiego dewelopera. A na niej
m.in. piękny budynek browaru. W tle - hotel Hilton. Cała Wola!

Fotografie Konrada Pustoły z cyklu „W Polsce Żydów już nie ma”. Towarzyszy im
też krótki film video rejestrujący momenty przed i po zrobieniu zdjęć

Konrad Pustoła: - Jak to ich nie ma?
Praca Mariusza Libela. Naciśnij guzik!
 
Niezawodny Edward Dwurnik tak zinterpretował tytuł wystawy
Obca, Próżna, Chłodna - praca Marka Sobczyka, stworzona specjalnie do tej przestrzeni
Widok z okna galerii
Na podstawie archiwalnych fotografii Anna Baumgart wyrzeźbiła dzieci Lebensbornu
- nazistowskiej organizacji, która „hodowała” czystych rasowo ludzi
Piotr Wysocki (lat 35, artysta sztuk wizualnych) i Mieczysław Zieliński (lat 78, harcerz, filmowiec amator) spotkali się w kwietniu 2010 na Krakowskim Przedmieściu. Obaj rejestrowali te zdarzenia. Potem ruszyli dalej - m.in. na Wawel, gdzie odbywały się uroczystości pogrzebowe, Piotr pokazuje na wystawie krzyż
z ekraników na których wyświetlane są filmy Pana Mieczysława
Budynek przy Chłodnej 29/31. Tu będzie restauracja, kino i galeria
Tam była kładka - mural Adama-X naprzeciwko Chłodnej 25
A tu będzie kładka

* Wystawę „Nasi nie nasi” na Chłodnej 29/31 można oglądać już tylko dziś do godz 20 i jutro (w niedzielę) w godz. 12-20. Wstęp wolny.

15:11, kovalesku
Link Dodaj komentarz »

Chociażby dlatego, żeby wyjaśnić, jak zostały rozdysponowane PIENIĄDZE PRZEZNACZONE NA PROMOCJĘ WARSZAWY ESK2016?

Dostałam bardzo ciekawy list od Pana Paula Lasinskiego, prezesa zarządu spółki My Town Channel. Jest to operator telewizji hotelowej w Warszawie. Kanał emituje godzinny program w języku angielskim, z polskimi napisami, który prezentuje Warszawę, zawiera też praktyczne informacje dla przyjezdnych. Dostępny jest w 10 hotelach, w 2,5 tys. pokoi. Pan Lasinski pisze:

Wydawało nam się, że nasz nośnik stanowiłby idealne narzędzie do promocji Warszawy jako ESK2016. Dlatego w 2009 r. skierowałem ofertę wykorzystania go do zamieszczenia spotu promocyjnego kandydatury Warszawy. Zwróciłem się bezpośrednio do Pani Ewy Czeszejko-Sochackiej, która za pierwszym razem oceniła pozytywnie nasz nośnik. Niestety, tak jak się Pani domyśla, nasza współpraca nigdy nie zaistniała.
Po kilkumiesięcznym oczekiwaniu na odpowiedź skontaktowałem się ponownie z Panią Czeszejko-Sochacką, która oświadczyła, że od momentu złożenia mojej oferty „przekazała selekcję nośników promocyjnych zewnętrznej firmie PR-owej” i „że nie jest już sama osobiście odpowiedzialna za ich wybór”.
Zaintrygowany, pozwoliłem sobie dopytać czy jako „osoba oficjalnie odpowiedzialna za działania promocyjne” nie ma jednak swojego zdania przy selekcji nośników (firma PR-owa wg mnie może najwyżej coś zasugerować, ale w żadnym wypadku nie decydować). Odpowiedź zabrzmiała prosto: „Nie, to nie ja decyduję. Decyduje firma PR-owa". Hmmm... Dziwne. Wtedy zacząłem się zastanawiać, za co tej Pani się płaci i czym się ona w ogóle zajmuje.
Zapytałem też, o jaką firmę chodzi i czy mogę otrzymać jakieś namiary, aby przedstawić ponownie naszą ofertę. Usłyszałem: „Nie, nie mogę Panu powiedzieć, z jaką firmą współpracujemy”. Po czym Pani Czeszejko-Sochacka się rozłączyła. Koniec tematu.
Do dziś się zastanawiam, na co został przeznaczony budżet promocyjny ESK i w jaki sposób został wykorzystany. Dla jakiego odbiorcy były przeznaczone np. plakaty promocyjne i kto zadecydował, że jest lepiej promować Warszawę jako ESK2016 wśród warszawiaków niż wśród publiczności zagranicznej.
Generalnie, doświadczenie naszej firmy potwierdza to, co mówił w Pani artykule Pan Grzegorz Lewandowski, tzn. że wszystko było tajne i że szanse na nawiązanie współpracy były bliskie zeru. Niemniej, jestem bardzo ciekaw, w jaki sposób i na jakich zasadach udało się firmom nawiązać współpracę z komórką ESK2016. Bo chyba takie firmy były.”

Sprawdzimy - mam nadzieję - w
zestawieniu, które przygotowuje biuro kultury. Czekamy. 
09:18, kovalesku
Link Komentarze (1) »

W moim zakładzie pracuje tylu zdolnych zajawkowiczów, że życia mi nie starczy, żeby ich wszystkich poznać (ktoś ostatnio grał nawet na trąbce w garażu). Dominika Kotowicz z naszego działu video pokazała mi zrealizowany przez nią film (poniżej), bo właśnie zaczyna budowanie całego podobnego cyklu. Ma już kilku bohaterów - freaków z pasją - z dziedziny sportów miejskich i ekstremalnych, szuka jeszcze artystów i designerów, działających w przestrzeni miejskiej. Stąd nasze spotkanie. Przemka Paska też oczywiście planuje nakręcić. Trzymam kciuki, chętnie pomogę i będę towarzyszyła realizacji tych filmów publikacjami w Gazecie, bo obie lubimy tego typu mini-dokumenty. A może w przyszłym roku dołączymy taką płytę do naszego przewodnika?

08:43, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 września 2011

Wiecie co to takiego? Wiecie, że żyjemy w demokratycznym kraju i ten dostęp jest jednym z naszych podstawowych obywatelskich praw? Postanowiłam to przetestować. Wam też polecam. Domagajmy się tego! Takie informacje powinny być publikowane, ale na ogół oczywiście nie są. Musimy się więc ich dopraszać. Urzędnika możemy o informację poprosić nawet ustnie, a on ma obowiązek nadać numer naszemu zgłoszeniu i udostępnić dane, o które pytamy.

Ja poprosiłam 19 sierpnia pisemnie o: „Wykaz wszystkich wydatków związanych ze staraniami Warszawy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016; z podziałem na wydatki osobowe, zlecenia dla firm, przetargi, etc.; najlepiej pogrupowane dla każdej osoby czy podwykonawcy. O wydatki i ich cel”. Termin upłynął dzisiaj, 2 września. Nie liczyłam, że otrzymam te dane wcześniej (choć masz takie wrażenie, że gdy pytasz, to urzędnicy dopiero zabierają się do sporządzania takich zestawień), ale że nie otrzymam w ogóle? Zwłaszcza, że - jak wiem - o podobne zestawienie poprosiła też Rada Programowa ESK. I to wcześniej.

Dziś przyszedł mail z biura kultury, zatytułowany „Przedłużenie terminu”. Wklejam tu pismo, podpisane przez dyrektora biura Marka Kraszewskiego.

 

Ja rozumiem, że trwa kampania wyborcza i urzędnicy sympatyzujący z Platformą Obywatelską nie chcą zaszkodzić swojej kandydatce - Ewie Czeszejko-Sochackiej. Ale do wyborów jeszcze trochę czasu zostało, a ja cierpliwie poczekam. I mam nadzieję otrzymać wszystkie dane, bo w przeciwnym razie pomyślę, że biuro ma jednak jakieś wydatki do ukrycia. Nie spodziewałam się po tym zestawieniu Bóg wie jakich sensacji. Uważam jedynie, że należy je upublicznić. Ot, taki nasz mały, lokalny test z demokracji. Czekamy.    

PS. Ktoś, kto zna się na tym lepiej ode mnie tłumaczy: - Czy w tym przypadku są powody do opóźnienia? Niekoniecznie, dane o które prosiłaś są przecież w rejestrach umów, zebranie ich i ułożenie w sposób o który prosiłaś może zająć najwyżej kilka godzin/najwyżej 1 dzień. 

19:01, kovalesku
Link Komentarze (7) »
środa, 31 sierpnia 2011

Tak dla odmiany i żeby nieco optymistyczniej jednak mimo wszystko spojrzeć w przyszłość postanowiłam na chwilę przestać zajmować się miernotami. Potrzebuję tego. Łaknę straszliwie kontaktu z mądrymi, błyskotliwymi, eleganckimi, odważnymi ludźmi, którzy piastują w kulturze ważne stanowiska (albo mogliby, nadawaliby się do tego). Nie ma takich? Kilku się znajdzie! Układam sobie swój prywatny ranking Ludzi Qlturalnych, czyli tych ze znakiem jakości Q. Przychodzą mi do głowy: Joanna Mytkowska, Maciek Nowak, Krzysztof Bugla. To moi absolutni faworyci. Dziś dopisuję do tej listy Roberta Firmhofera, który choć może nie kieruje instytucją stricte kulturalną, to taką działalnością w Koperniku również się zajmuje.

Co mnie do niego przekonuje?

Jest bardzo otwarty, komunikatywny, potrafi zarazić pasją i przekonać do własnych pomysłów. Wyciąga wnioski z debat publicznych, nie boi się krytyki. Gdy pojawiły się zarzuty, że tegoroczne Przemiany to zbieranina przypadkowo zlepionych wydarzeń, które niewiele mają wspólnego z Wisłą, tak poprowadził dzisiejszą konferencję prasową, że program od razu wydał się spójniejszy i logiczniejszy. Nie podkulił ogona i nie udaje, że go nie ma (skąd my to znamy), konfrontuje się i cierpliwie tłumaczy. Potrafi przyznać się do błędów, na przykład że w tak krótkim czasie nie udało się Kopernikowi przygotować tak dobrego festiwalu, jaki by chcieli. Ale zapewnia, że intensywnie będą pracować przez cały rok, żeby kolejna edycja była już tą wymarzoną. Przyznaje, że bardzo ceni Przemka Paska i chce z nim współpracować (wie, jak chcieliśmy to usłyszeć). Deklaruje, że Kopernik nie stawia się w pozycji tej najważniejszej, uprzywilejowanej, nieomylnej instytucji nad Wisłą, ale że chce prowadzić dialog i być platformą, punktem kontaktowym dla wszystkich działających tu podmiotów. Chce też pilnować i konsultować projekt rewitalizacji nadwiślańskich bulwarów. To ważne. Bo choć budowa rozpoczyna się już w przyszłym roku, to wciąż na przykład nie wiadomo, kto będzie za te bulwary odpowiadał, kto tu będzie gospodarzem. Jest wiele kwestii do wyjaśnienia.
Wreszcie - Firmhofer nie boi się pytań o pieniądze. Ma świadomość zarzutów, że Przemiany kosztowały w tym roku za dużo (prawie milion złotych) i zapowiada, że tuż po imprezie szczegółowo się z tych pieniędzy rozliczy. Chce budżet Przemian przedyskutować, żeby było wiadomo ile taka impreza powinna miasto kosztować. I to lubię!

 
Świeżo malowane ławki-jesiotry Fundacji Ja Wisła
Montaż instalacji ZWIERCIADŁO grupy projektowej Wzorowo
Meble festiwalowe zaprojektowała grupa Super Super
Galeria plenerowa na wystawy sztuki i działania artystyczne (pawilon po lewej),
zostanie otwarta w przyszłym roku

* Festiwal Przemiany rozpoczyna się jutro (w czwartek) debatą o Wiśle w formule Pecha Kucha (każdy prelegent ma 7 minut na swoją prezentację), w której udział wezmą m.in.: Przemek Pasek, Marek Ostrowski i Eldo. To może być super ciekawe. Idę! Początek w Parku Odkrywców przy Koperniku o godz. 20.20.

Foto R. Firmhofera: Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta

23:38, kovalesku
Link Komentarze (1) »
wtorek, 30 sierpnia 2011

„Odrobina szaleństwa i dużo kultury, to cała Ewa” - zgadnijcie, kto to powiedział o Ewie Czeszejko-Sochackiej. Zapoznaję się właśnie z programem Pani Ewy - kandydatki na posłankę Platformy Obywatelskiej - na jej stronie internetowej i umieram ze śmiechu. Hasło Głosujmy na kobiety!” popieram jak najbardziej, pod warunkiem, że oprócz piersi mają też mózg i nie są całkowicie pogrążone w szaleństwie. Dlatego mam nadzieję, że ta pani nie dostanie się ani do Sejmu, ani nie zostanie w ratuszu i już więcej szkody na publicznych stanowiskach nie wyrządzi.
Czy człowiek musi się tak denerwować i Ziobrą się unosić?;) 

Oto moje ulubione sformułowania zaczerpnięte ze strony Pani Ewy, jej oczywiste zasługi:

- [w konkursie ESK] wygrała też Warszawa - mnóstwo nowych, udanych imprez i inicjatyw oraz promocja miasta 

- udało się doprowadzić do finału prace nad Programem Rozwoju Kultury do roku 2020, którego uchwalenia od wielu miesięcy domagały się środowiska pozarządowe i artystyczne

- zgodnie z naszym hasłem konkursowym „Warszawa. Nowa Energia” - udało się osiągnąć rzadką w skali Warszawy mobilizację mieszkańców i środowisk wokół kultury

- przeprowadziliśmy w Polsce i za granicą ciekawą, zauważoną kampanię promującej warszawską kulturę, która jednocześnie stała się kampanią promocyjną Warszawy jako miasta zainteresowanego kulturą

- rozpoczęliśmy autentyczny i trwały dialog z organizacjami pozarządowymi oraz środowiskami artystycznymi

- grupa Twożywo przygotowała rozpoznawalne i ciekawe logo Warszawy

- uruchomiliśmy Warsztat - czyli autentyczne mini-centrum kultury, dzięki którmu miasto zyskało agorę spotkań i konsultacji z mieszkańcami, miejsce koncertów, akcji społecznych, koncentracji sił wolontariatu, spotkań z ludźmi kultury i instytucjami kultury oraz rzetelnej informacji kulturalnej. Warsztat wraz z działającą w jego siedzibie galerią „Witryna” ożywił Plac Konstytucji i jego okolice i stał się dowodem na to, że Urząd Miasta potrafi zorganizować energetyczne miejsce tętniące kulturą dorównujące pod tym względem placówkom tworzonym przez NGO-sy

- teraz chcę działać na rzecz kultury jako posłanka - też tej politycznej. Stąd moje hasło: „Więcej kultury w polityce!”

- kobiety łagodzą obyczaje. A te w polskiej polityce dalekie są od łagodności. Dlatego razem z Małgosią Kidawą-Błońską i Basią Borys-Damięcką rozpoczęłyśmy akcję „Głosujmy na kobiety”. Poparli ją już znani ludzie: Krystyna Janda, Elżbieta Penderecka, Magdalena Łazarkiewicz, Maria Seweryn, Yola Czaderska Hayek a także Michał Urbaniak, Radosław Piwowarski i prof. Andrzej Blikle. Dzięki większej obecności nas, kobiet w polityce agresja i niezdrowa rywalizacja odejdą w zapomnienie.
Jesteśmy dobrze zorganizowane, kreatywne, wrażliwe. Umiemy z klasą dążyć do konsensusu. Krótko mówiąc, z nami będzie lepiej.

foto: Wojciech Surdziel/Agencja Gazeta

20:53, kovalesku
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Agnieszka Kowalska
Co Jest Grane?
Moje rozmowy
Polecam
Zrobiłam to z Kossakiem

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa