O kulturze i promocji naszego miasta
środa, 10 lutego 2010

Jeszcze znalazłam kilka takich wdechowych zdjęć...

Foto: Alina Gajdamowicz (2, 3, 4, 5, 6, 7) i Filip Klimaszewski (1)/Agencja Gazeta

14:03, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 lutego 2010

No jak tak dalej pójdzie, to ta impreza ma szansę stać się kultową i przebić nawet Przemiany. Europe?! To mi przypomina pierwszy wideoklip nagrany przez moją koleżankę na wideo. Która to była klasa? Chyba szósta (pozdrawiam Ankę Nowak - pierwszą w naszym gronie szczęśliwą posiadaczkę magnetowidu). Wszyscyśmy się do niej zbiegali, oglądali to The Final Countdown w kółko (już wtedy mając poczucie, że to straszny obciach), a potem 'Błękitną lagunę', która wydawała nam się wtedy filmem erotycznym;) I tak skończył się etap podwórkowy, a zaczął domówkowy...

23:21, kovalesku
Link Komentarze (2) »

Z serii: najlepsze promocyjne klipy miast to muzyczne wideoklipy...

01:05, kovalesku
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 lutego 2010

Nie wiem o co chodzi. Może o tę reklamę, którą muszę zobaczyć przed filmem? Nie znam się na tych e-biznesach. W każdym razie na stronie www.iplex.pl można za darmo oglądać sporo fajnych filmów. I ja, uziemiona ostatnio w domu, korzystam w wolnych chwilach, żeby nie zwariować. Zobaczyłam już 'Wojnę polsko-ruską' i 'Hanami, kwiat wiśni'. Niedługo nie będę już nawet musiała przechodzić na drugą stronę ulicy do naszego osiedlowego domu kultury, czyli wypożyczalni Beverly Hills Video. Książkę i gazetę kupię sobie na Frisco.pl i mogę siedzieć w domu;)

17:40, kovalesku
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 lutego 2010

Kino Wars doskonale się sprawdziło. To miejsce niezaprzeczalnie ma klimat. Było ciasno, ale z szatniami chyba daliśmy radę;)


Koncerty super się udały. Biff - pełna profeska, nawet Czesław Mozil podrygiwał pod sceną, śpiewając razem z nimi. Jessie Evans - niesamowita wariatka w obcisłym kostiumie i dwoma egzotycznymi perkusistami. Śpiewała, grała na saksofonie, wiła się jak kobieta-guma, co chwila zeskakiwała ze sceny robiąc szaloną rundkę między widzami. I życzyła powodzenia wszystkim nominowanym do nagrody. No i nasza niespodzianka - White Lies. Trochę się obawialiśmy, że tych koncetrów i przerw między nimi będzie za dużo, ale jak tu nie skorzystać z takiej możliwości. Chłopcy zagrali 3 kawałki. I to jak zagrali! Naprawdę są świetni. To był ich pierwszy występ w Warszawie i od razu tak gorące przyjęcie (dziś grają koncert w Stodole).


No a potem już wręczaliśmy nagrody. Były zaskoczenia, gorące aplauzy, buczenia i okrzyki: 'słaba nominacja!' (takiego dyskredytowania konkurencji akurat nie lubię, choć podoba mi się ta swobodna atmosfera naszych nagród i to, że otwarci jesteśmy na wszelkie spontany i niespodzianki). Słabe było też niestety to, że pani Ewa Czeszejko-Sochacka wyszła na scenę razem z kuratorami z Muzeum Sztuki Nowoczesnej po nominację dla Warszawy w budowie. Bo te nagrody jednak nie są dla urzędników.


Szczególnie widoczny podczas tej części wieczoru był Macio Moretti, wielu Maciów Morettich. A konkretnie jego przyjaciół i fanów, którzy stawili się na scenie w maskach z jego podobizną. 'Który z was to prawdziwy Macio?' - zapytał Roman Pawłowski, wręczając nominację. W odpowiedzi zobaczył las rąk. Gdy Maciek Nowak zawiesił głos przed ogłoszeniem, kogo wybraliśmy w Człowiekiem Roku, z publiczności usłyszał krzyk: Maciooooo Moretti!, a w górę posypało się confetti. - Chcielibyśmy dać Maciowi, ale daliśmy Pawłowi Althamerowi - ogłosił wreszcie. Maciek Nowak był prawdziwie zaskoczony nagrodą dla Warszawskich Spotkań Teatralnych (nie było go podczas naszych obrad jury i udało nam się utrzymać przed nim werdykt w tajemnicy aż do samego końca). Bardzo się ucieszył i długo nas potem wyściskiwał. Borek, który przemawiał w imieniu załogi zwycięskiego Powiększenia, też autentycznie się wzruszył. A nam się to udzieliło, bo pokazało, że nasza publiczność jeszcze nie tak całkiem jest zblazowana, cyniczna i na 'nie' do Wdech.


Rozglądając się po Warsie miałam ogromną przyjemność widzieć tylu fajnych ludzi kultury, których lubimy i cenimy: Magdalenę Cielecką, Marię Peszek, Romana Gutka, Maćka Jakubczyka, który dostał od przyjacół Wdechę extra, Łukasza Gorczycę, Oskara Dawickiego, Agnieszkę Kurant, kuratorów z Muzeum Sztuki Nowoczesnej, z Centrum Sztuki Współczesnej, Zuzę Ziomecką z Norbullem, Pawła Szamburskiego, Krzyśka Gałkowskiego, Nicolasa Grospierre'a, Grześka Lewandowskiego, ekipę Towarzystwa Inicjatyw Twórczych 'ę', Joannę Warszę, Rene Wawrzkiewicza, Michała Fogga, Agnieszkę Szydłowską i Michała Nogasia z Trójki, Martę Zasępę, Kubę Dąbrowskiego, Agatę Bogacką, Ankę Czarnotę, Magdę Bielesz, Katarzynę Sawko z InfoPragi i Łucję Mikołajczuk z hostelu Oki Doki. Długo by wymieniać... To co? Widzimy się za rok (może zmienimy nieco zasady plebiscytu publiczności, żeby nie zawężać wam wyboru tylko do zaproponowanych przez nas nominacji)? Więcej o Wdechach w Warsie czytajcie tu...

Foto: Alina Gajdamowicz i Filip Klimaszewski

A tu galerie zdjęć Michała Murawskiego: z wręczania nagród oraz z występów White Lies i Jessie Evans i Biff

Specjalne podziękowania dla Tomka Dubiela za udostępnienie nam zdjęć Macia Morettiego do wizualizacji

19:48, kovalesku
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 lutego 2010

Widzieliście to? Ale mnie to wkurza (żeby nie powiedzieć dosadniej)! Tu wkleiłam tylko wizualizację, w realu wygląda jeszcze gorzej - różowiutko-niebieska, wirująca, świecąca na kilometr puszka Pepsi na dachu budynku Warszawy Śródmieście. W dodatku w nocy przez czarny cokół na którym ją umocowano, nie widać napisu Warszawa. No i mamy kurde Pepsi Śródmieście, albo inne Tokyo. To mniej więcej tak fajowe, jak kawiarnia z logo PKO BP w Rotundzie. Kto nas uratuje od tego reklamowego badziewia?!!!

22:52, kovalesku
Link Komentarze (10) »

Europejska Stolica Kultury budzi emocje, na pewno w Łodzi. Tam wyścig o tytuł właśnie oficjalnie zainaugurowano. W filharmonii Łódź stawili się w czwartek politycy wszelkich opcji, była prezentacja nowego logo-znaku Łodzi, filmu promocyjnego z muzyką Kamp! Ich starania koordynuje Łódź Art Center i jego szef Krzysztof Candrowicz. Mówi, że postawią na animację, komiks, modę i design. Że choć konkurenci są groźni - zwłaszcza ich zdaniem Szczecin, Lublin i Gdańsk - to ICH ZDANIEM:) Łódź jest liderem. - Dwa lata temu zrealizowaliśmy badania. 62 proc. łodzian wierzyło, że zdobędziemy ESK. Teraz je powtarzamy i liczymy, że wynik będzie jeszcze lepszy. Ale mam też obawy, czy atmosfera wokół Camerimage Łódź Center na nich nie zaważy - mówi Candrowicz. Obawy słuszne, co widać na rozgrzanym do czerwoności forum pod tekstem Gazety. Mnie to cieszy, że ta cała Europejska Stolica Kultury nie jest tylko propagandową wydmuszką i klepaniem się po plecach, jak jest cudownie, a będzie jeszcze lepiej. Bo to realna szansa na prawdziwą debatę o kulturze, na forum publicznym, w radzie miasta, w prezydenckich gabinetach. Jak pokazuje przykład Łodzi, niczego nie da się ukryć, zamieść pod dywan. I bardzo dobrze. Warszawska inauguracja ma się odbyć 25 lutego w Delikatesach.TR. Stawi się pani Ewa Czeszejko-Sochacka, będą nasi kulturalni ambasadorowie. I mam nadzieję, że na uśmiechach się nie skończy. Jesteśmy w końcu w awangardzie zmian w kulturze i powinniśmy pokazać, że u nas czas starań o tytuł ESK nie będzie czasem jałowym. A żeby podgrzać trochę emocje, polecam naszą stronę internetową www.warszawa2016.pl;)

Moje hasło: Mniej żenady (patrz - zdjęcie poniżej), więcej konkretów! Czy to naprawdę chuligański znak?;)


12:30, kovalesku
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 lutego 2010

Szykujemy się do sobotniej imprezy Wdechowej. Klucze od kina Wars odebrane, urządzamy. Jak zwykle rozdaliśmy dwa razy za dużo zaproszeń i obgryzamy paznokcie czy się wszyscy pomieszczą. No ale ferie, sporo osób wyjechało, więc jest szansa, że nam się szatnia nie zaklinuje:)


Zaczynamy o 21 koncertem Biff, potem wystąpi kolejna charyzmatyczna, ekscentryczna wokalistka - Jessie Evans. I jeszcze niespodzianka - powiem tylko, że to znany bardzo zespół, który w niedzielę koncertuje w Warszawie. Zaprosiliśmy ich na imprezę, a oni zaskoczyli nas propozycją, że z chęcią zagrają. Tę muzyczną część wieczoru poprowadzi DJ Maceo Wyro.


Potem nasze Torbickie, czyli Maciek Nowak i Roman Pawłowski przedstawią nominowanych do Wdech 2009 i wręczą dechy surfingowe z komiksami Trusta i mniejsze deski od publiczności. Będzie sporo niespodzianek. Sama się zdziwiłam, kto wygrał w plebiscycie czytelników. Nie śledziłam wyników przez 2 ostatnie dni głosowania, a na ostatniej prostej wszystko się jeszcze zamieszało. Liczymy, że wpadną goście z Queer Fest w Saturatorze, że Paweł Althamer przyprowadzi swoją załogę z Bródna, a Maurycy Gomulicki prześle nam specjalne pozdrowienia z Meksyku. Mam dla Was jeszcze kilka zaproszeń, piszcie maile, kto pierwszy ten lepszy. Widzimy się w sobotę. A tym, którzy nie dotrą, zdam oczywiście relację.

Więcej o Wdechach - kulturalnych nagrodach Gazety Co Jest Grane tu...

19:55, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 lutego 2010

To fenomenalne, ile klubokawiarni, klubów, knajpek powstaje ostatnio w naszym mieście. Młodzi biorą sprawy w swoje ręce i tworzą miejsca, jakich im w Warszawie brakowało. Oto subiektywny ranking moich ulubionych (nie tylko tych najnowszych), z plusami i minusami. A co Wy sądzicie?

1. Chłodna 25 - wciąż mój numer jeden, bo blisko moich Nowolipek i traktuję ją jak osiedlową świetlicę, czasem wręcz drugi dom (bo we własnym nie mam warunków do pracy i towarzyskich spotkań). Plusy: bezpretensjonalny wystrój; właściciel, który jest prawdziwym gospodarzem dbającym o klimat miejsca i o artystów, którym daje przestrzeń do działań i wsparcie; ilość kulturalnych wydarzeń dobrej jakości, z niedrogim wstępem; to, że to miejsce tworzą też bywalcy - prawdziwie nietuzinkowe osobowości; że inicjowane są tu zarówno akcje zaangażowane, jak i spontaniczne gry i zabawy, noszące wszelkie znamiona radosnej głupawki. Minusy: zbyt duża rotacja bardzo młodych barmanów, mam wrażenie że tu się ciągle ktoś w fachu barmańskim wprawia; nie najlepsza wentylacja przez którą palimy dwa razy tyle ile chcemy; no i nie każdy ma tak blisko - rower albo taksówka - niezbędne. Na zdjęciu Jacka Łagowskiego - Candelaria Saenz Valiente na Chłodnej 25.

2. Osir (Tamka 40) - to ostatnio mój numer dwa, najlepszy na spokojne wieczorne spotkania. Plusy: piękny wystrój w klimacie lat 60, z odnowionymi meblami z epoki, w ciepłych kolorach, podkreślonych jeszcze dodatkowo odpowiednim światłem. Właściciele - to jest unikat na skalę warszawską z jaką uwagą i sympatią traktują klientów! Bartka Stroińskiego (na zdjęciu Bartka Bobkowskiego) zastałam ostatnio za barem, serwował ugotowaną przez siebie zupę i miał czas na rozmowę (bo w Osirze jakby czas płynął inaczej, wolniej). Są pokazy filmów, kameralne koncerty, spontaniczne sety DJ-skie. Osir prowadzą rowerzyści, więc miejsce przez rowerzystów ulubione. Do plusów zaliczę (mimo że sama palę) zakaz palenia. Minusy: nie widzę (żart:), no może dość ubogie jeszcze menu, dodałabym więcej opcji jedzeniowych.

3. Warszawa Powiśle (Kruczkowskiego 3b) - u mnie na podium, choć ostatnio bywam rzadziej. Mam jednak w pamięci jak doskonale to miejsce sprawdzało się latem - z ogródkiem wokół okrąglaka, zaparkowanymi rowerami (obok przebiega rowerowa ścieżka), słońcem wypełniającym przeszklone wnętrze. Plusy: doskonała architektura, zmodernizowana przez Centralę, zwłaszcza dla obcokrajowców miejscówka dobra do pokazania jako kwintesencja młodej kulturalnej Warszawy; fajni, oryginalni barmani; dobra kawa i jedzenie; artyści tworzący prace specjalnie do tego wnętrza, wykłady o modernie. Minusy: za młoda dla cioci Agnieszki publika, zwłaszcza nocami szokuje mnie jednak ile nasza bananowa młodzież jest w stanie wchłonąć w siebie używek i co po nich wyczynia:) No i malutko miejsca na kulturalną działalność zimą.

4. Powiększenie (Nowy Świat 27) - no klub prawdziwy, w dobrym miejscu, z dobrym muzycznym gustem właścicieli. Lubię pracować tu w ciągu dnia, a i wieczorem wpaść na imprezę. Plusy: dobra lokalizacja, dobre koncerty, Warsoul Maceaka; słuszny metraż, wygodne kanapy. Minusy: troszku zimno zimą w ciągu dnia.

5. Delikatesy.TR (Marszałkowska 8) - pokochałam to miejsce za oryginalny, surowy wystrój - z białymi kaflami, pastelowymi fotelami, długim barem (widać tu rękę Jaqueline Sobiszewski) - dobrze się w takim niezobowiązującym knajpianym wnętrzu czuję. Plusy: fajna publika, również po 30-stce:), wielu aktorów, reżyserów; bardzo dobra kuchnia, od samiutkiego rana do późnego wieczora; muzyka grana na żywo przez DJ-ów; kulturalne spotkania; browary konstancińskie. Minusy: problemy z wentylacją prawie za nami i śnieżne nawiewy przez szpary w drzwiach; zdarza się, że brakuje krzeseł oraz notorycznie legendarnego sernika;), ubogo trochę nad barem; kelnerzy, z początku tragiczni, też już na lepszym poziomie.

6. Ogrody (mariensztacki rynek) - nowe miejsce w cudnym miejscu. Lubię tu umawiać się w ciągu dnia na wywiady. Plusy: ciekawy wystrój wnętrza, wygodnie, dobra kawa i jedzonko - np. twarożki ze szczypiorkiem, domowe zupy, koktajle i sałatki owocowe. Minusy: trochę jednak na uboczu wydeptanych miejskich ścieżek, nie ma winka:), wstęp na koncert w tych warunkach - 20 zł. - jednak odrobinkę za drogi. I to co ostatnio zawisło na ścianach - tragedia!;)

7. Szczotki Pędzle (Tamka 45b) - u mnie w czołówce, za z sercem tworzone menu i wnętrze w moim (z Koła) stylu. Plusy: bardzo dobre ciasta, ciekawy wystrój, serdeczna obsługa, Czarodziejska Kura. Minusy: mini metraż, brak alkoholu (czasem doskwiera wieczorami:), zbyt wolny internet.

8. Café Melon (Inżynierska 1) - taka dziupelka, a wciąż kawiarniany monopolista w tej części Pragi. Plusy: charyzmatyczna właścicielka, prawdziwa miejska gospodyni; pomysł na kawiarenkę fotograficzną - z albumami, magazynami, fotografiami które można oglądać i kupować. Minusy: malusieńki metraż oraz to że zamyka się na późny wieczór i jest w zasadzie dzienną tylko opcją (choć zdarza się, że się zasiedzi Melon razem ze swoimi klientami)

9. Café Kulturalna (PKiN, Teatr Dramatyczny) - za to, że w pięknych wnętrzach Pałacu Kultury, za bardzo dobre koncerty też lubię. Wady: w trakcie tych koncertów strasznie ciasno i napalone. No i to, że czynne dopiero od 13, czasem z przyjezdnymi chciałoby się wcześniej wpaść, pokazać.

10. Plan B (pl. Zbawiciela) - lokalizacja za milion dolarów, ulubiony mój ogródek latem. Plusy: cudowny widok na plac Zbawiciela z kanap ustawionych przy oknie; ogródek, wokół którego dzieje się letnia kultura. Minusy: jakoś tak zawsze mam wrażenie, że tam zbyt brudno na górze i zadymione, wolę dół zdecydowanie.

11. Nowy Wspaniały Świat (Nowy Świat 63) - lubię, choć nie mogę jakoś oswoić się z wystrojem. Plusy: doskonała lokalizacja, duży bardzo metraż, zróżnicowana przestrzeń (do jedzenia, odpoczynku, kulturalnych spotkań), solo koncerty bardzo bardzo, DJ-e grający na żywo, dobrzy kelnerzy, tu palenie nie przeszkadza. Minusy: nieprzytulne wnętrze, meble (troszkę bym ociepliła i zrezygnowała jednak z rur wbijających się w plecy, ale bar mi się podoba); wysokie dość ceny (oprócz studenckiej opcji obiadowej), coś jest nie tak z kawą, zbyt wolny internet. A, i to, że czynne dopiero od godz. 11 - taka kawiarnia powinna działać od samego rana.

12. 1500 m2 do Wynajęcia (Solec 18) - lubię bardzo, bo przypomina mi nieodżałowane PZO. Plusy: metraż duży, zróżnicowane przestrzenie, inspirujące dla twórców, podwórko wymalowane fajnie przez ulicznych artystów, otwartość na dobre kulturalne inicjatywy. Minusy: zbyt rzadko działa, głównie weekendami, przydałaby się większa dynamika (mam nadzieję, że plotki o upadku tego miejsca są mocno przesadzone, a nominacja do Wdech nie okaże się, jak to czasem bywało, pocałunkiem śmierci;).

13. Regeneracja (Puławska 61) - ostatnio rzadko bywam (ostatnio w Walentynki rok temu - super zabawa:), ale sentyment wieeeelki. Pewnie przez pierwsze Wdechy, które tam organizowaliśmy na początku 2005 roku. Plusy - z tego co pamiętam:) - fajne wnętrze, nienaganna obsługa i dobre tanie coś na ciepło. Minusy - nie pamiętam (chyba jedynie, że mi jakoś tak nie po drodze)

14. Kępa Café (Finlandzka 12a) - za to, że jedyna taka fajna na Saskiej Kępie, za przesympatyczną właścicielkę, fajne babskie wnętrze, za lokalne akcje społeczne, za fair trade kawę i herbatę lubię. Minusy - bywają problemy z internetem.

15. CDQ (Burakowska 12) - mam ogromny sentyment. Kiedyś moja ulubiona opcja koncertowa, ale przyznaję, że już bardzo dawno tam nie byłam. Duży plus dla Guły nieustannie za gust muzyczny. I niech się trzyma chłopina!

16. Lente/Wiatraki (Warecka 8/30a) - holenderski lokal, powiew Amsterdamu w sercu Warszawy. Plusy: ten holenderski luz, wafle i piwa, no i Święto Królowej. Minusy: trochę ceny wysokie tych zagranicznych towarów, a piętro nieco zapuszczone było, ale po remoncie znacznie lepiej. Przydałoby się też więcej kulturalnych wydarzeń. Ale domowo, fajnie, bo lokal ten odzwierciedla osobowość właściciela Redbada Klijnstry.

17. Czuły Barbarzyńca (Dobra 31) - troszkę z innej bajki, bo jednak głównie księgarnia - ale lubię bardzo za wystrój, długie godziny otwarcia, za dobre jedzenie i kawy, za gadżety warszawskie i notesy moleskine. Czy to prawda, że nie płacą na czas wydawcom i producentom pamiątek?;)

18. Zagłębie przy 11 Listopada 22 - przepraszam, że traktuję razem, ale to właśnie największy atut tego miejsca, że można się tam z klubu do klubu przemieszczać (by zakończyć w moim ulubionym tam Saturatorze). Podobnie jest z pawilonami na tyłach Nowego Światu - też za to właśnie lubię, że jeden wieczór można spędzić w kilku tak różnych miejscach. Minusem 11 Listopada jest taksówkowy dystans od centrum.

19. Coco de Oro (Potocka 14) - byłam tam zaledwie dwa razy, więc za bardzo ocenić nie mogę. Brakuje na Żoliborzu takich miejsc, więc trzymam kciuki. Wystrój nie do końca mój, choć z fajnymi streetartowymi akcentami, zaufanie też mam do właścicieli dawnej Pruderii, że koncerty będą na poziomie. I kącik dziecięcy super.

20 i 21. Podobnie Lokalna na Mokotowie (Różana 42) i Mam Ochotę na Ochocie (Grójecka 75) - nie moje rewiry, więc bywam tam rzadko. Ale podoba mi się bardzo domowy klimat stworzony w tych lokalnych kawiarenkach przez ich gospodarzy.

22. Pastacafé (Kamionkowska 48a) - najlepsza na Pradze Południe - doskonała na urodziny czy wesela. Plusy: piękne podwórko, z ogródkiem i letnią sceną, chillout room na piętrze, dobra włoska kuchnia. Minus - na uboczu zdecydowanie, choć ma swoją wierną publikę.

23. Kafka (Oboźna 3) - genialny teren wokół, leżaki i kometka latem, ale coś dla mnie nie tak jest z wnętrzem - mimo że piękne te regały i czarno-biała podłoga, to chyba sztuka w niezbyt dobrym guście psuje całość. Nie wiem, obiecuję uważniej się przyjrzeć.

24. Sen Pszczoły - nowe miejsce w bramie przy Inżynierskiej 3 - duże miejsce, dwa poziomy: górny do posiedzenia i dolny koncertowy. Plusy: dużo przestrzeni, fajnej industrialnej; osobna spora sala koncertowa, co daje możliwość organizowania dwóch nieprzeszkadzających sobie imprez jednocześnie; z potencjałem podwórko. Minusy: troszeczkę krakowski eklektyczno-surrealistyczny styl (właścicielka Ela Komorowska - na zdjęciu Alberta Zawady powyżej - korzenie ma krakowsko-artystyczno-teatralne i kawiarnię W Oparach Absurdu na Ząbkowskiej), otwarte jedynie wieczorami. Więcej o Śnie napiszę do piątkowego CJG.

Jezusmaria, nie mam już siły, wybaczcie więc lakoniczność (i coś czuję, że aneks trzeba będzie zrobić). Na pewno o czymś zapomniałam - np. o Przekąskach:)

PS. Pewnie zauważyliście, że cały czas nerwowo dopisuję, bo mi się przypomina:)

17:53, kovalesku
Link Komentarze (17) »

Magda Dubrowska właśnie podesłała link: 'Najpiękniejsze więzienie świata (Austria, Steiermark). Czy coś wam przypomina?'

12:41, kovalesku
Link Komentarze (5) »
piątek, 29 stycznia 2010

Jeszcze kilka refleksji po bitwie o Bitwę. Oczywiście nie da się ukryć, że była to próba sił między dyrekcją a częścią pracowników Muzeum Narodowego. Gdyby tak nie było, pani główna konserwator nie mówiłaby o sprawie tak otwarcie mediom. Poczuła, że może, że jest chroniona, że zagrozi sądem pracy i nikt jej nie zwolni. A pracownicy niechętni dyrektorowi Piotrowskiemu wręcz jej kibicowali. Takie jest drugie dno tej dyskusji o dobro dobra narodowego, jakim jest obraz Matejki.

W sumie dobrze się stało, że do Krakowa nie pojedzie (i nie chodzi tu o naszą stołeczną zaborczość, ze to MY musimy mieć obraz w rocznicę Grunwaldu). Będzie go można lepiej konserwatorsko do berlińskiej podróży przygotować, przeznaczono też na to spore środki.

Ale problem wewnątrz muzeum pozostaje. Na pewno dyrektor Piotr Piotrowski jest silną osobowością z wizją reformy muzeum, która może nie podobać się wielu siedzącym od lat w ciepełku muzealnikom. Reorganizuje ekspozycje stałe, przenosi biurka, dodaje do programu wystaw „kontrowersyjne” pozycje ze sztuką najnowszą, powołuje równie co on niekonwencjonalną zastępczynię. Czasem ewidentnie przesadza, jak z tą podważającą kompetencje swoich własnych pracowników decyzją o powołaniu specjalnej komisji konserwatorskiej w sprawie „Grunwaldu”. No ale wchodząc do tak ogromnej i skostniałej instytucji trzeba być dyktatorem.

A niektórym pracownikom najwyraźniej się nudzi i nie zajmują się niczym innym jak tylko knowaniem przeciwko nowej dyrekcji. Czytam blog pewniego muzealnego Upiora, to wiem:) Czymś trzeba sobie wypełnić czas między poranną kawą a wyjściem na lunch.

Nie ukrywam, że cieszę się z nominacji prof. Piotrowskiego i trzymam za niego kciuki. Mam nadzieję, że ożywi martwe z punktu widzenia widza muzeum, a konflikt z częścią załogi okaże się dla tej instytucji twórczy. Nie znaczy to, że zamykam się na krytyczne głosy pracowników. Niech ta debata o Narodowym toczy się publicznie, a nie na mrocznych muzealnych korytarzach, po których snują się upiory.

15:43, kovalesku
Link Komentarze (15) »

Zmieniła się też nieco zakładka o stypendiach na stronie Urzędu Miasta. Zamiast suchych komunikatów mamy już bardziej po ludzku napisaną informację. A przynajmniej po zdaniu rozwinięcia na jakie projekty stypendia artystyczne zostały przyznane. Zobaczcie...To już coś, choć jak dla mnie nadal zbyt lakonicznie. Do zmiany pozostaje już tylko skład komisji przyznającej stypendia na bardziej zorientowany w tym, co się aktualnie w warszawskiej kulturze dzieje. No i być może doprecyzowanie, że stypendia są jednak dla młodych. I będzie git!

12:39, kovalesku
Link Komentarze (4) »

Szanowna Pani Redaktor,
Prawdziwie poruszony Pani relacją na temat naszego placka drożdżowego, a także determinacją naszych sprzedawczyń, postanowiłem przywrócić placek do sprzedaży. Wyjaśnię jedynie, że wycofaliśmy go nie dlatego, że był „za tani”, gdyż wtedy wystarczyłoby podnieść cenę, ale dlatego, że chcieliśmy zastąpić go nowym produktem pod nazwą „drożdżówka studencka”. Skoro jednak placek został oceniony jako „kultowy”, pojawi się on nie zamiast, ale obok drożdżówki studenckiej, na którą warszawscy studenci będą mieli zniżkę, a Pani mama otrzyma dożywotnio rabat na placek w wysokości 50%. Cena powracającego placka nie zostanie zmieniona. W imieniu placka i wszystkich jego obrońców, a także własnym, bardzo Pani dziękuję za jej inicjatywę. Zapraszam wszystkich miłośników kultowych ciast do cukierni A.Blikle, bo mamy więcej produktów, które mogłyby ich zainteresować.
Serdecznie pozdrawiam,
Andrzej Jacek Blikle

12:10, kovalesku
Link Komentarze (12) »
czwartek, 28 stycznia 2010

Obraz Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem” nie pojedzie w lipcu do Krakowa na rocznicową wystawę na Wawelu. Do Berlina w 2011 r. być może tak.

Tak zdecydowała specjalna komisja konserwatorska, powołana w Muzeum Narodowym przez dyrektora Piotra Piotrowskiego. Obraz przed ewentualną podróżą do Berlina ma być dobrze konserwatorsko przygotowany.

Przypomnijmy - o wypożyczenie słynnego dzieła z naszego muzeum zabiegał prof. Jan Ostrowski, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu. Chciał ją pokazać w lipcu tego roku na wystawie „Na znak świetnego zwycięstwa” z okazji 600. rocznicy bitwy. O „Bitwę” stara się również Anda Rottenberg, która z ramienia Zamku Królewskiego przygotowuje w Berlinie ekspozycję prezentującą 1000 lat polsko-niemieckiej historii (ma być pokazana w 2011 r. w Martin Gropius Bau).

Dyrektor Muzeum Narodowego Piotr Piotrowski był skłonny obraz w oba miejsca wypożyczyć. Sprzeciwiła się  temu główna konserwator muzeum Dorota Ignantowicz-Woźniakowska. Obawiała się, że wielkie płótno źle zniesie tyle wyjazdów (pisaliśmy o tym w „Gazecie” 14 stycznia). Dyrektor Piotrowski postanowił więc powołać w tej sprawie specjalną komisję, złożoną z konserwatorów z Muzeum Narodowego, Zamku Królewskiego i Wawelu. M.in. po naszej gazetowej interwencji poszerzył skład komisji o niezależnego eksperta z Akademii Sztuk Pięknych (pozostałe instytucje - zainteresowane wypożyczeniem - nie były całkowicie bezstronne). Wyglądało to na próbę sił między dyrekcją a częścią muzealnego zespołu.

Komisja zdecydowała, że „Bitwa pod Grunwaldem” Matejki zostanie w tym roku w Warszawie. Dorota Ignatowicz-Woźniakowska nie chciała dziś komentować tej decyzji, argumentując, że Muzeum wyda jutro specjalne oświadczenie w tej sprawie. - Mogę jedynie zdradzić, że jest dobrze - powiedziała. Jeden z pracowników muzeum napisał na internetowym forum: „Zwycięstwo! Nieugięta Pani Konserwator wygrała tę bitwę!”

22:31, kovalesku
Link Dodaj komentarz »

No nie! Tego już za wiele! Nie dość, że PKO BP latami zaniedbywało Rotundę i teren wokół, to jeszcze teraz chce ją zburzyć! Tragedia. Popieram Waldemara Baraniewskiego, który mówi dziś w Gazecie: - Ale po co zastępować Rotundę budynkiem o tym samym kształcie? Nie mam już siły narzekać na to, że dobrą architekturę ma zastąpić podrzędna. Nad tym rejonem ciąży jakaś klątwa. Zniszczono bar Zodiak, przebudowując go na KFC, zniszczono plac przed kinem Atlantic, zniszczono kino Relax, a na koniec barbarzyńską przebudową zniszczono Pasaż Wiecha.

Zamiast akceptować plany banku, pani prezydent powinna Rotundę od PKO BP odkupić i zmodernizować. I to już dawno. Bo taki budynek w samym sercu Warszawy to skarb. Nie trzeba szczególnie wybujałej wyobraźni, żeby zobaczyć tam główny punkt informacji turystycznej, kawiarenkę internetową, parking rowerowy i kawiarnię z ogródkiem. Bo plac przed Rotundą przecież już funkcjonuje jako miejsce spotkań. Wystarczy spojrzeć, jaką perełkę zrobiła grupa projektowa Centrala z okrąglaka stacji PKP Warszawa Powiśle, przerabiając go na klubokawiarnię. I pójść tą drogą.

No ale banki w Warszawie rządzą. Plac Wilsona już zmienił się w Bankowy, teraz oddajemy samo centrum. I jak tak dalej pójdzie to umawiać się będziemy już wyłącznie pod bankami. A symbolem prezydentury Hanny Gronkiwiecz Waltz stanie się właśnie Warszawa Bankowa.

Jurek Majewski też krytykuje projekt zamiany Rotundy w talerzyk z jajem na miękko...

10:20, kovalesku
Link Komentarze (15) »
środa, 27 stycznia 2010

Kulisy Wdech - Waldemar Szopen wysłał we wtorek sporą liczbę SMS-ów na Macia Morettiego. Jak myślicie? Czy to kolejny artystyczny pseudonim naszego nominowanego? Czy Macio głosuje na samego siebie?:)

 

18:06, kovalesku
Link Komentarze (4) »

Spotkałam się z Rafałem Patlą i Tomkiem Baranowskim z Adventure Warsaw. Młode bardzo chłopaki i pełne zapału, aż cioci Agnieszce serce rośnie:) Pokrewne nam dusze, bo też nerwowo reagują na zarzuty, że Warszawa jest brzydkim i nudnym miastem. I oferują ciekawe, alternatywne wycieczki. Także gdybyście chcieli oddać przyjezdnych w dobre ręce - polecam.

Tu więcej o wycieczkach Nyską po Warszawie i innych atrakcjach AW...

13:53, kovalesku
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 stycznia 2010

A podobno panie siedzące przy smutnym biurku z laptopem na parterze lokalu InfoQultura są nie tylko TIK, ale też PIK. Dlatego siedzą. Bo to okazuje się umowa podpisana jest nie tylko na Telefoniczny Informator Kulturalny, ale też Punkt Informacji Kulturalnej. No i klops, i to jeszcze przez rok. To tak z serii absurdów warszawskich. Konkurs na IQ, jak zapewnia Biuro Kultury, już lada moment zostanie ogłoszony. Błagam, niech ktoś z Was wystartuje (będą dobre warunki) i zrobi z tego miejsca cacuszko, prawdziwy PIK z dobrą informacją, sprzedażą biletów i kawiarenką! Bo zwariuję patrząc na to, co się tam dzieje (a jak rozumiem jest to jeszcze scheda po dyr. Górskiej). Plac Konstytucji zasługuje na coś więcej niż Green Coffee!

23:40, kovalesku
Link Komentarze (1) »

Niestety się zgadzam

Foto: Jacek Łagowski. O akcie wandalizmu na Barankach Bożych tu...

22:33, kovalesku
Link Komentarze (8) »

Spotkanie z Grzegorzem Jarzyną w Delikatesach.TR jak zwykle mocno satysfakcjonujące. Podobno unika takich okoliczności jak ognia, za każdym razem twierdzi, że nie ma nic do powiedzenia. W jak wielkim jest błędzie!:) To jeden z niewielu wybitnych artystów, którzy jednocześnie są świetnymi mówcami. Po prostu charyzmatyczna postać (świadczy też o tym liczba widzów i fotoreporterów, którzy mimo siarczystego mrozu przyszli dziś na to spotkanie). Jarzyna siedział w Delikatesach w kurtce, jakby za chwilę chciał stamtąd czmychnąć. Na szczęście został długo i z minuty na minutę rozkręcał się coraz bardziej.

Pretekstem do spotkania był album 'Jarzyna. Teatr/Theatre', wydany właśnie przez TR i Agorę. Pięknie wydany, bo i oprawa graficzna Grzegorza Laszuka elegancka i oszczędna, i to okładkowe zdjęcie autorstwa Jacqueline Sobiszewski bardzo trafnie dobrane. Wiele z fotografii, które oglądałam wcześniej na ekranie komputera, nie wyszło co prawda tak dobrze w druku, ale i tak to wydawnictwo prezentuje się naprawdę imponująco.

O okładkowym zdjęciu Jarzyna powiedział, że nie pamięta kiedy zostało zrobione. Bo jest typem nocnego marka i po przebudzeniu budzi się jeszcze przez godzinę. I to był właśnie ten moment, kiedy jeszcze słabo kojarzy co się wokół dzieje. Zapytany o to, czy ma czas, żeby sobie zwyczajnie pożyć, odpowiedział: - Całe życie jest tak szczelnie wypełnione teatrem, że mało jest miejsca na życie. A jest to niezbędne, żeby złapać dystans, poszukać inspiracji do nowych projektów.

Opowiadał o współpracy z fotografami, których ceni. O inspiracji fotografią i filmem (jego towarzyszka życia jest fotografką, więc półki mają wypełnione albumami i zachowują w pamięci szczególnie inspirujące kadry). Wspominał, że gdy był nastolatkiem sam zajmował się fotografią, bo szukał dla siebie formy artystycznego wyrazu. Przestał na poważnie fotografować gdy zajął się teatrem. Swoich zdjęć nie publikuje, bo nie są wybitne. Filmowe rejestracje spektakli określa jednym słowem - makabra. Lubi obejrzeć sobie kilka scen z Grotowskiego, ale nigdy zarejestrowany w ten sposób cały spektakl. Jego zdaniem to zabija energię, wyjątkowe napięcie między widzami i aktorami, które zdarza się tylko tego konkretnego wieczoru, gdy grany jest spektakl. Tak, film chciałby zrobić, ale może po 10 latach mówienia o tym jest to już nudne. 

Ponieważ dyskusja dotyczyła fotograficznego albumu, sporo mówił o estetyce swoich spektakli, o zakulisowych zdarzeniach, które na tych zdjęciach na ogół niestety nie zostały udokumentowane. Słowem - o tych 13 już latach w TR. Wspominał, że gdy zaczynał studia reżyserskie u Lupy, profesor zadał im pytanie: 'Czym jest dla was teatr?'. Jarzyna odpowiedział: 'Miejscem w którym się dzieje, gdzie się stwarza'. Gdy zatrudnił się na Islandii przy obrabianiu ryb, pracujące z nim Polki z Białegostoku, prawosławne, mówiły: do tego kościoła można iść, bo jest namodlony. I te dwa zdarzenia przypomina sobie, gdy myśli o TR dziś. Że wciąż jest tu ta energia, która została mu podana na talerzu, gdy zaczynał pracę. Że wciaż chce tworzyć to miejsce na mapie miasta. Że widocznie jest terytorialistą. 

21:45, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 stycznia 2010

Mam teraz 73 lata, urodziłem się w Warszawie. W czasie okupacji niemieckiej rodzina moja mieszkała w Warszawie na Woli przy ul. Ks. Janusza 7/8, w domu czynszowym, w którym było 11 niewielkich 1-3 pokojowych mieszkań. Do Powstania, przynajmniej przez dwa lata, jedna z rodzin przechowywała żydowskiego chłopca, który wtedy miał ok 6 lat. Oczywiście było to w tajemnicy, ale wszyscy lokatorzy o tym wiedzieli, bo nie dało się tego faktu całkowicie ukryć. Chłopiec zresztą wychodził w ciągu dnia na podwórko, a ktoś z dorosłych pilnował żeby w tym czasie nie przyszedł nikt niepowołany. Musze dodać, że chłopak miał wybitnie semickie rysy i już na pierwszy rzut oka wyglądał na Żyda. Był w tym domu do 6 sierpnia, do dnia kiedy lokatorów niemieccy oprawcy wyrzucili z domu i przewieziono nas do obozu w Pruszkowie. Od tego momentu nie wiem co się z nim dalej stało.

W rodzinnym albumie mam zdjęcie z wiosny 1944 r. na którym jestem z tym chłopcem na podwórku tego domu. Od szeregu lat próbowałem dowiedzieć się, jakie były jego dalsze losy, ale bez żadnego efektu. Zamieszczałem to zdjęcie kilka razy na różnych portalach internetowych, a ostatnio w konkursie organizowanym przez Waszą gazetę a właściwie dodatek DF pod nazwą 'Moja historia'.

Pisze o tym dlatego, żeby przypomnieć jak wielu Polaków ryzykowało życiem, aby uratować choć jednego Żyda i jak byli solidarni w utrzymaniu tajemnicy. Gdyby to się wydało okupant zazwyczaj natychmiast rozstrzeliwał wszystkich mieszkańców takiego domu.
Z poważaniem, Wiesław Wolski

 

Witam serdecznie

To wspaniały projekt, im więcej mówi się na ten temat (a szczególnie, gdy jest to projekt artystyczny, który ma większy zasięg społeczny, bo działa na emocje), tym większa szansa na przełamanie antysemityzmu w Polsce.

Od zawsze zachwycałam się spuścizną polskich Żydów, pisarzy i poetów, piszących zarówno w jidysz jak i po polsku, mam we własnej biblioteczce kilka półek z tymi książkami. O ile  uboższa byłaby polska kultura bez Ich wkładu! Książki Jana Grossa przeczytałam najpierw z niedowierzaniem, a potem przerażeniem. Mam 60 lat, ale nic nie wiedziałam wcześniej o sprawie Jedwabnego (piszę 'sprawie', bo to umowna nazwa, przecież dzisiaj wiemy, że nie tylko tam Żydzi zostali zamordowani przez swoich polskich sąsiadów). Potem przeczytałam "My z Jedwabnego" Anny Bikont i pamiętam emocje, towarzyszące mi przy tej lekturze. Pamiętam, że mimo, iż przeczytałam ją prawie jednym tchem, to musiałam co jakiś czas przerywać lekturę, żeby dojść do siebie. To, że były w tej książce zdjęcia ludzi, którzy tam zginęli, ich domy jeszcze bardziej mną wstrząsnęło, bo nie były to tylko suche fakty, ale twarze żywych ludzi, a to inaczej działa na wyobraźnię. Pojechałam do Jedwabnego w następne wakacje z córką, byłyśmy przy skromnym pomniku w miejscu stodoły, gdzie Ich spalono żywcem. Pamiętam, że spotkałyśmy tam parę młodych ludzi, którzy przyjechali specjalnie z innego miasta na motorze, żeby tak jak my oddać cześć pomordowanym.

Urodziłam się w małym miasteczku - Wieruszowie nad Prosną, w którym przed wojną połowę z ok.5 tys. ludności stanowili Żydzi, wszystkich Ich (z wyjątkiem jednego, jak twierdził mój ojciec, kiedy z Nim o tym rozmawiałam), zastrzelili hitlerowcy w bóżnicy nad rzeką a potem kazali jednemu z Polaków, do którego należał drabiniasty wóz wywieżć zakrwawione ciała na cmentarz żydowski za miasto. Ja urodziłam się po wojnie w domu, który wcześniej był własnośćią Żydów i w którym moi rodzice wynajmowali mieszkanie od obecnych polskich właścicieli. Czasami sobie myślę, że jakieś fluidy po poprzednich mieszkańcach tego domu musiały do mnie przeniknąć, że tak mnie interesuje wszystko, co Ich dotyczy. W miejscu Ich mordu (dawna bóżnica) nie ma nawet śladu po tej tragedii, żadnej tablicy, nic. Stoi tam jakiś budynek użyteczności publicznej. Gdy tam jestem wyobrażam sobie twarze tych Żydów z Jedwabnego ze zdjęć z książki i czuję ogromny smutek. Teresa Gąsior

 

Nazywam się Janina Garbień z domu Jasikówna - rocznik 1925.
Od roku 1935 do czasu utworzenia przez Niemców getta mieszkałam razem z rodziną na ulicy Krochmalnej 12. Znałam i mam w pamięci wielu sąsiadów Żydów i dzieci z podwórka, z którymi bawiłam się i spędzałam czas.
W roku 1939 ukończyłam Szkołę Powszechną Nr.11 na ulicy Dzielnej 61. Do mojej klasy chodziły dwie dziewczynki i kilku chłopców żydowskich, z którymi się przyjaźniłam. Pamiętam ich imiona i nazwiska.
W czasie okupacji przez nasze podwórko przy pl. Mirowskim 9 przechodził mur. Z Chaimkiem, kolegą z podwórka z Krochmalnej szmuglowaliśmy żywność do getta.
Mam ich wszystkich w serdecznej pamięci i chętnie o nich opowiem aby pamięć o nich nie zaginęła.

 

* Właśnie zabieram się za tekst o pierwszych reakcjach na akcję Rafała Betlejewskiego 'Tęsknię za tobą, Żydzie!' i różnych ciekawych kierunkach, w jakich zmierza dyskusja wokół tego projektu. Szczególnie wzruszają mnie listy dotyczące mojej muranowskiej okolicy. Więcej czytajcie na interaktywnej już coraz bardziej stronie internetowej www.tesknie.com. Może chcielibyście zabrać głos? Piszcie.

17:14, kovalesku
Link Dodaj komentarz »

Pięknie dzisiaj. Ale czy nie sądzicie, że jednak odrobinkę za zimno?:)

Warszawa pod śniegiem (lewobrzeżna)...

Afryka pod śniegiem (północna)...

I Jerozolima...

A tak w klimacie pomników, to przechodziłam dziś na Muranowie przez Skwer Więźniów Politycznych Stalinizmu. To chyba tylko w Polsce jest możliwe, żeby tak nazywać rekreacyjny skwerek.

14:21, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 stycznia 2010

Wiem, że dzisiaj wieczorem bardzo dużo się dzieje (przypominam, że kulturalny rozkład jazdy uaktualniamy dla Was na naszej stronie www.zrobtowwarszawie.pl), ale polecam Inżynierską. Odwiedziłam dziś autorów naprawdę fascynującej wystawy trójwymiarowych fotografii Pragi, która o godz. 19 otwiera się w galerii Nizio (Inżynierska 3/4). Po wernisażu impreza przeniesie się do nowego klubu Sen Pszczoły (w bramie Inżynierskiej 3). Na zdjęciu Grażyny Jaworskiej fotografowie Krzysztof Gajewski i Maciej Szal (z lewej i prawej) oraz w środku projektant ekspozycji Jan Modzelewski.

Autorzy wystawy pokazują trójwymiarowe zdjęcia Pragi. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, wszak takich prezentacji fotografii stereoskopowej mieliśmy ostatnio sporo (chociażby Wojtka Wieteski w Fotoplastikonie), gdyby nie to, że Krzysztof Gajewski i Maciej Szal posuwają tę dziedzinę znacznie do przodu. Sami opracowali cyfrowe aparaty i programy komputerowe, które pozwalają uzyskać niespotykaną ostość detalu, uchwycić ruch w trójwymiarze oraz wykonać wydruki w dużym formacie 150x100 cm. - Pierwsi w Polsce uzyskaliśmy takie efekty - chwali się z pełnym przekonaniem Maciej Szal.

Wystawę ogląda się w specjalnych okularach do trójwymiaru. Zdjęcia umieszczone są na grubych czarnych klockach o różnych kształtach, co w odbiorze daje dodatkowy efekt głębi, wrażenie jakby zdjęcie wychodziło ze ściany. - I wymusza na widzach patrzenie pod różnym kątem. Raz trzeba kucnąć, innym razem się schylić, by uzyskać jeszcze ciekawszy efekt - tłumaczy młody projektant Jan Modzelewski, który zaaranżował wystawę (na co dzień współprojektuje ekspozycje Centrum Nauki Kopernik). Specjalną instalację ze świetlówek i zdjęcia ze słonikiem z karuzeli znalezionej na Grochowie stworzyła też na wystawę Luiza Marklowska - współautorka słynnych różowych jelonków na Powiślu.

Fotografie pokazują Pragę, ale tę mniej znaną. Krzysztof Gajewski i Maciej Szal spenetrowali niedostępne zakamarki dzielnicy - stare opuszczone fabryki, podwóreczka, do których klucz mają tylko mieszkańcy. Odwiedzili plac budowy Stadionu Narodowego, dworzec PKS Stadion, weszli na wieżę katedry przy Floriańskiej i do ogrodu opuszczonej rzeźbiarskiej pracowni na Saskiej Kępie. Sfotografowali gołębie na gzymsie i psa - pięknego amstafa, należącego do Krzysztofa. Na dużym zdjęciu wygląda posągowo. W dodatku gdy przechodzimy obok, mamy wrażenie, jakby psisko wodziło za nami wzrokiem.

Pracą nad udoskonalaniem trójwymiarowej fotografii autorzy wystawy zajęli się 2 lata temu. Ich drogi skrzyżowały się w Warszawskiej Szkole Fotografii, gdzie Maciej jest wykładowcą, a Krzysztof studentem. Zaczęli od portretów, w technice 3D wykonali m.in. nowatorską okładkę płyty Pono i Sokoła. Ostatnio całkiem pochłonęło ich fotografowanie architektury Pragi - dzielnicy niby znanej i modnej, ale wciąż nie do końca odkrytej.

* Wystawę „Zgub się” można ogladać w galerii Nizio, ul. Inżynierska 3/4, do 22 lutego, wt.pt. 10-17, sob. 12-16, wstęp wolny, www.3dphoto.com.pl

17:06, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 stycznia 2010

Moja chora mama uwielbia placek drożdżowy od Bliklego. Nie uznaje żadnych innych ciast, nawet faworki jej tak nie cieszą. Niemal za każdym razem gdy wychodzę w miasto, przypomina mi o nim. Więc dziś idąc Nowym Światem powtarzałam sobie w myślach, żeby nie zapomnieć: „placek drożdżowy, placek drożdżowy”.

Wchodzę do cukierni Bliklego i co widzę? Placka oczywiście nie ma. Ostatnio często mi się to zdarza, pytam więc miłe panie sprzedawczynie:  - Co z tym plackiem?! A one na to z marsowymi minami: - Nie ma, wycofany.

- Jak to wycofany??? - reaguję nerwowo, bo już widzę to podejrzliwe spojrzenie mojej mamy.

- Wie pani, kierownictwo się zmieniło. I zdecydowali, że placek za tani, że się nie opłaca i wycofali. Nie możemy się z tym pogodzić, toż to u nas drugie ciasto po pączku! Klienci pytają, skarżą się. Dlatego rozsyłamy maile, zbieramy podpisy. Podpisze się pani?

Ujęło mnie to zaangażowanie pań sprzedawczyń, gotowych niemal los pracy swojej położyć na szali drożdżowego placka. I obiecałam, że zrobię co w mojej mocy, by to kultowe ciasto do Bliklego wróciło. Mam nadzieję, że interwencja w Wyborczej wystarczy:)

23:07, kovalesku
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Zakładki:
Agnieszka Kowalska
Co Jest Grane?
Moje rozmowy
Polecam

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa