RSS
piątek, 23 grudnia 2011
wtorek, 20 grudnia 2011

Fot. Bartek Bobkowski/Agencja Gazeta

Kawałek po kawałku sprzedajemy nasze miasto. Można już zasłonić banerem dworzec, most, postawić dmuchaną reklamę przy stacji metra czy telebim na głównym skrzyżowaniu. Nie obowiązują tu żadne estetyczne normy.

W okresie ustrojowej transformacji jak jedno wielkie reklamowe szaleństwo wyglądały głównie drogi dojazdowe do Warszawy. Świetnie pokazało to w swoim albumie „Polski outdoor” stowarzyszenie Miasto Moje a w Nim. Dziś reklama wdziera się coraz agresywniej do centrum miasta. Ci, którym to nie przeszkadza, mówią: spójrzcie na nowojorski Times Square czy tokijską Shibuyę. No dobrze, ale jest też takie Chicago, gdzie jedyną formą reklamy, jaką można znaleźć w centrum miasta, są wąskie pasy materiału przy ulicznych latarniach.

Czy powinny być w Warszawie miejsca chronione przed reklamową agresją? Niedawno odpowiedziało na to pytanie Muzeum Narodowe, zdejmując szmaty z elewacji swojego gmachu w Al. Jerozolimskich. Muzea, urzędy, parki, zabytki - chociaż je moglibyśmy ocalić. Opakowany został świeżo wyremontowany Dworzec Centralny. Wyobraźmy sobie, że ktoś owija teraz reklamową szmatą cały Stadion Narodowy, Centrum Nauki „Kopernik” albo BUW. Bzdura! Ale takie niebezpieczeństwo jest, bo w Warszawie panuje pod tym względem wolna amerykanka.

Spójrzmy na zabytkowy Trakt Królewski, na dopiero co wyremontowane Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat. Śmieszyły mnie głosy oburzenia na tymczasowy pawilon Olafura Eliassona na skwerze przy Karowej. Wystarczyło, stojąc przy tym „czerwonym pająku”, rozejrzeć się dookoła, by zobaczyć przaśne szyldy restauracji piwnej, ohydne parasole kawiarnianych ogródków, wstrętne metalowe konstrukcje plenerowych wystaw czy kramy czasowych kiermaszy. A mamy przecież specjalną pełnomocnik pani prezydent do spraw Traktu Królewskiego, która podobno zatwierdza tam wszelkie zmiany. Doprawdy trudno w to uwierzyć.

Podobnie jak w istnienie całego wydziału ds. estetyki przestrzeni publicznej w stołecznym ratuszu. Jego dyrektor Tomasz Gamdzyk nieustająco wymiguje się od odpowiedzialności powtarzanym jak mantra zdaniem: - Takie jest prawo, działamy w granicach prawa. W ostatnim wywiadzie dla „Gazety” mówił, że zostały podpisane umowy ze sponsorami Euro 2012, z których miasto musi się teraz wywiązać. Ale ktoś te umowy przecież podpisał! Żebyśmy chociaż usłyszeli, że reklama powisi przez dwa miesiące na moście, ale potem za te pieniądze most wyremontujemy. Nic z tego!

Hanna Gronkiewicz-Waltz pytana o estetyczny horror w mieście odpowiada: - Święte prawo własności. Czyli w praktyce oznacza to tyle, że właściciel sklepu, kamienicy czy wspólnota mieszkaniowa mogą wszystko, np. zdjąć cenny neon i w jego miejsce powiesić najbardziej tandetny plastikowy szyld „Kebab King” albo - jak to zrobiła Cepelia - zamienić swój pawilon w centrum miasta w jeden wielki szmaciano-elektroniczno-dmuchany nośnik reklamowy. W Stanach nawet wysokość krzaka czy trawy na dobrych osiedlach jest regulowana, nie mówiąc już o dopuszczalnym kształcie budynku, kolorze elewacji czy rodzaju dachówki. Czy Amerykanie protestują, że przez to ich osobista wolność jest zagrożona?

Uwierzylibyśmy, że nasza pani prezydent nic nie może w tej kwestii zrobić, gdyby nie przykład Krakowa, gdzie właśnie zaczynają obowiązywać uchwalone przez radę miasta przepisy o Parku Kulturowym Stare Miasto. 90 proc szyldów i reklam ma być tam wymienionych na zgodne z ustalonymi normami. Żadnych parasoli na wąskich zabytkowych ulicach, szyldów o jaskrawej kolorystyce, widocznych anten na dachach, markiz zasłaniających architektoniczny detal. Można? Można!


* Jutro (w środę) o godz. 17 w klubokawiarni Chłodna 25 odbędzie się debata o estetyce przestrzeni publicznej „Czy Warszawa będzie miastem wielkiego formatu?”, w której udział wezmą: Elżbieta Dymna - prezes stowarzyszenia Miasto Moje a w Nim; Joanna Erbel - socjolożka; Grzegorz Piątek - krytyk architektury, kurator; Jacek Prześluga - prezes spółki Dworzec Polski S.A; Karol Trammer - redaktor naczelny „Zbiegiem szyn i Paweł Tyszkiewicz - dyrektor generalny Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR.



19:53, kovalesku
Link Komentarze (12) »
piątek, 16 grudnia 2011

Spotkałam się z niezwykle dynamicznym młodym człowiekiem z firmy Platige Image. Trochę, żeby poznać kulisy powstawania filmów promocyjnych i ponarzekać na urzędników. Ale przede wszystkim żeby przekonać się, że takich pozytywnych świrów, którym jeszcze coś się dla tego miasta chce robić, jest więcej. Dowiedziałam się, że mój blog służy uciesze gawiedzi („przesyłamy sobie codziennie te twoje posty i zastanawiamy się: no i ciekawe co z tego wyniknie”). Bardzo interesujące było tak spojrzeć na naszą warszawską kulturę oczyma kogoś, kto działa tu aktywnie, ale z kim moje ścieżki się dotąd nie przecięły.

Platige Image to specyficzna ekipa. Artyści, wychowani w podobnym do mojego etosie DIY i poczuciu współodpowiedzialności za miasto, którzy jednocześnie odnieśli spory sukces (takimi produkcjami jak „Katedra” czy „Miasto ruin”), współpracują z najważniejszymi urzędami i instytucjami w Polsce, mają kontakty z dużymi sponsorami. Mój rozmówca mówi o tych wspieranych przeze mnie inicjatywach, że są w niszy, z której powinny wyjść, żeby nie być lekceważonymi. Stadion Siedmiolecia, Ja Wisła - super, ale dlaczego urzędnicy to ignorują? Jego zdaniem warto stworzyć silną grupę wsparcia, żeby te projekty nie przepadały. Miasto robi słaby film promocyjny? My robimy natychmiast zajebisty. Mając pieniądze od sponsorów i siłę przebicia tych wspierających się, najbardziej liczących się podmiotów. I miasto samo w końcu sięga po zdolnych. Nie jest w stanie długo się temu oprzeć.
Platige Image chce w swojej siedzibie w fortach przy Racławickiej stworzyć kreatywną przestrzeń, z której ludzie kultury mogliby korzystać (zresztą już udostępniają swój sprzęt i przekazują umiejętności). 


Podobny klimat zastałam dziś w Soho Factory, gdzie spotkałam się z architektami Marcinem Mostafą i Marcinem Garbackim (stamtąd są zdjęcia). Trzy młode, dynamiczne pracownie: Projekt Praga, WWAA i Super Super ulokowały się tam w budynku numer 73. Wyremontowali go, zaadaptowali dużym wysiłkiem do potrzeb biura (jest tu jedna wspólna otwarta przestrzeń, kuchnia, a nawet taras). I choć mogliby pracować wyłącznie na swój własny sukces, uznali, że już mogą pomóc i dać coś extra temu miastu. W sobotę w przylegającej do biura dużej hali z pięknym drewnianym stropem inaugurują Komin73 - przestrzeń, którą oddają do dyspozycji tym, którzy szukają miejsca na swoje projekty.

Z przyjemnością i dumą wysłuchałam, co udało im się w tym roku osiągnąć.
WWAA (Natalia Paszkowska i Marcin Mostafa) współprojektowali Skwer Sportów Miejskich STADION SIEDMIOLECIA. Buduje się już Służewiecki Dom Kultury, który zaprojektowali wspólnie z Janem Sukiennikiem z pracowni 137kilo Architekci, mają też za sobą wygrany konkurs na ekspozycję Muzeum Historii Polski (zresztą wspólnie z Platige Image).
Projekt Praga (Marcin Garbacki i Karolina Tunajek) po rewitalizacji szeregu budynków na terenie Soho Factory w tym roku zrealizowali jeden z najlepszych - siedzibę galerii Leto i Piktogramu. Stworzyli też pawilon wystawowy Emergency Room na Europejski Kongres Kultury we Wrocławiu, a teraz zajmują się przebudową strefy wejścia - księgarni, baru i recepcji - MSN przy Pańskiej.
Grupa projektowa Super Super (Hania Kokczyńska i Jacek Majewski) to w tym roku m.in. eko-meble na festiwalu Przemiany, design konteneru Zuo Corp na Brackiej czy kawiarni Relaks (wspólnie z MOKO Architects).

Zamierzam nadal kolekcjonować tu te pozytywne przykłady, którym miasto nie będzie w stanie się oprzeć.

19:15, kovalesku
Link Komentarze (13) »



No ładnie to wygląda na Pradze. Przystanki wreszcie wymieniane są kompleksowo na te zaprojektowane przez Towarzystwo Projektowe. Są to nie tylko wiaty, ale też ławki, słupki z rozkładem, kosze na śmieci, barierki. Na Waszyngtona nawet zejścia do podziemi są nowe, z tej serii. Wiem, że redaktorowi Osie nie mogę o tym wspominać, bo zaraz mu ciśnienie skacze i podnosi głos (choć jest niezwykle kulturalnym i spokojnym człowiekiem). On delikatnie mówiąc za tym projektem nie przepada. No wiem - ławki mogły by być wyższe, szkło paruje i zamarza, karbowane daszki się brudzą. Ale moim zdaniem mimo tych niedociągnięć wygląda to o niebo lepiej od wiat czerwonych albo tych pożal się Boże futurystycznych na pl. Bankowym. Co mnie drażni? No zobaczcie sami - po co na te przystanki podostawiano te stare kobylaste kosze na śmieci? Nie ważne, że projektant coś kompleksowo wymyślił, dołóżmy mu trochę swojskiego paździerzu, do którego przywykliśmy. 

No i moje nieustanne zadziwienie - dlaczego prawie wszędzie już przystanki są wymienione, tylko nie na centralnych skrzyżowaniach: na rondzie Dmowskiego i przy Dworcu Centralnym? Tam wciąż straszą stare, dziurawe i przeżarte rdzą czerwone wiaty. Nie mogę tego pojąć. Podobnie jak tego, że centralne rondo w stolicy (wciąż bez wind), jest nie do pokonania przez osoby na wózkach czy z wózkami. To jest sprawa dla Autobusu Czerwonego! Zgłaszam. 

15:47, kovalesku
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011

Nie, nie umieram z powodu reklamy na Centralnym, ale obojętność prowadzi do tego...

fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Kolega Śmik z właściwym sobie poczuciem humoru zapytał mnie dzisiaj: to co, bojkot Carlsberga? Ustaliliśmy, że tym razem może jednak on, bo wystarczy, że nie mam co na kark włożyć, na trzeźwo nie dam rady w tym mieście.

16:48, kovalesku
Link Komentarze (20) »

Owsiak nad Wisłą...

11:18, kovalesku
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 grudnia 2011
 

Ze zdumieniem obserwuję, co wyrabia Jacek Prześluga - wiceprezes PKP, prezes spółki Dworzec Polski. Na peronie 4 strzelił sobie w stopę. Teraz broniąc płachty reklamowej i krytykując efekty remontu, który sam nadzoruje, strzela sobie w kolano.

Toż ten człowiek mógłby być królem Warszawy! Zatrudnił świetnych, powszechnie szanowanych projektantów z Towarzystwa Projektowego do renowacji dworca. Efekty, poza kilkoma absurdami w stylu kubików w hali głównej, przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Jeszcze nie tak dawno baliśmy się, że Centralny zostanie zburzony albo do końca ulegnie dewastacji. A tu proszę - czysto, jasno, mamy się czym pochwalić.

Prezes mógłby za to teraz zbierać gratulacje i nagrody. Również za to, że dworzec postanowił uczynić otwartym na działania kulturalne. A tymczasem słyszy tylko buczenie publiki, jak podczas ostatniej aukcji kasetonów. Dlaczego? Przez swoją butę i arogancję. Kpił sobie z prof. Porębskiego, gdy ten śmiał skrytykować pomysł zamalowywania właśnie oczyszczonych ścian peronu 4 fatalnym graffiti. Teraz brnie dalej, odnosząc się do tej - jak ją określa - „w skromnym kształcie” reklamy H&M. „Siatki mogą być zadrukowane według indy­wid­u­al­nego pro­jektu uznanego artysty”? Prezes jest przekonany, że takim właśnie unikatowym dziełem jest reklama H&M. I dla odwrócenia uwagi znów atakuje projektantów. Zresztą przeczytajcie sami...

Zamiast dać się nam nacieszyć choć przez chwilę tą odzyskaną architekturą, sprzedał ją firmie odzieżowej, która wdarła się w każdy możliwy zakamarek dworca. Naprawdę można było poprzestać na reklamach w hali głównej i też by się zarobiło. Nie trzeba od razu opakowywać całego budynku. Poza tym nic by się panu prezesowi nie stało, gdyby choć raz przyznał się do błędu i przychylił do głosu warszawiaków korzystających z JEGO dworca. 

17:58, kovalesku
Link Komentarze (14) »
środa, 07 grudnia 2011

 

To może być bolesne, bo przebadano nie tylko tych kulturą zainteresowanych. We wtorek, 13 grudnia, w południe w kawiarni MiToArt Cafe (ul. Waryńskiego 28) odbędzie się panel dyskusyjny "Życie Kulturalne Warszawiaków". Poznamy wyniki badań wykonanych na zlecenie Stołecznej Estrady. Udział wezmą: Marek Kraszewski (biuro kultury UM), Andrzej Matusiak (Stołeczna Estrada), Marcin Wojdat (CKS), Tomasz Jędrkiewicz (grupa IQS - wykonawca badań) oraz Mirosław Filiciak i Mirosław Pęczak.

 
 
10:11, kovalesku
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 grudnia 2011

Niepokojące jest nie tylko to, jak biuro promocji miasta marnuje pieniądze produkując antypromocyjną tandetę w postaci strasznych spotów, okolicznościowych murali i ton bezsensownych gadżetów, ale też to, w jaki sposób wykorzystuje w drodze konkursów młodych artystów, czerpiąc z ich prac bez stosownego wynagrodzenia i nie informując ich w sposób czytelny o swoich poczynaniach. Przynajmniej taki obraz wyłania się z listu, jaki otrzymałam od uczestniczki jednego z konkursów Natalii Stachury. Dwuznaczna jest też w tym rola Good Looking Studio. Zresztą przeczytajcie i oceńcie sami - (przydługi nieco) list Natalii i odpowiedź Good Looking Studio...
Może jestem przewrażliwiona, ale może to jest jednak Sprawa dla STGU;)

00:23, kovalesku
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 05 grudnia 2011

Przemek Pasek jak zwykle poetycko, emocjonalnie i szczerze. Pomóżmy:

"Nazywam się Ja Wisła. Mam siedem lat. Mieszkam w Porcie Czerniakowskim na starej barce Herbatnik. Jestem duchem tej rzeki. Jestem energią zmartwychwstania idei. Jestem mocą prawdy. Jestem koncertem świętojańskiej nocy. Jestem ptakiem uratowanym z haczyka. Jestem łodzią płynącą o świcie. Jestem głosem zapomnianej historii. Jestem strażnikiem przyrody.

Ale zimą, gdy rzekę skuwa lód, gaśnie ognisko przy barce. Nie mam co dać jeść psom pilnującym łódek. Jest mi zimno i boję się. Jestem sama w ciemności. Denerwuję się i płaczę. Nie mam siły. Nie mam już nadziei. Nie daję rady tak dalej żyć. Coraz częściej myślę o tym żeby odpłynąć.

Mój przyjaciel mówi mi że jestem bardzo potrzebna ludziom. Mój przyjaciel podziwia to co robię, zazdrości mi pasji, uważa że Ja Wisła to fenomen, niezwykła marka, wielka wartość. Mój przyjaciel który mieszka w ciepłym domu mówi mi, że czuje się dumny z tego że istnieję.

Ale Ja Wisła, dziś ja jestem na granicy życia. Czuję ciężar odpowiedzialności, którego nie jestem w stanie sama dalej nieść. Chciałabym żyć i działać dalej. Ale sama nie dam rady. To jest możliwe tylko jeśli Ty będziesz tego chciał. Jeśli Ty weźmiesz na siebie cząstkę odpowiedzialności. Możesz uczestniczyć w kosztach realizacji marzeń. Możesz wspierać działania i rozwój Ja Wisła. Decyzja należy do Ciebie. To ważna chwila. To chwila prawdy.

Jeśli chcesz żebym działała dalej i mogła się rozwijać, potrzebuję mieć stałe, niezależne od kaprysu władz środki na działalność. Potrzebuję stabilności umożliwiającej stałe zatrudnienie kilku osób do pomocy. Jeśli chcesz wspierać mnie, możesz zrobić stałe zlecenie z konta, przelewając choć 10 zł miesięcznie. Możesz powiedzieć o tym wszystkim swoim znajomym. Możesz tego dopilnować.

Mój bank to: ING BANK ŚLĄSKI 38 1050 1054 1000 0022 9316 9757

Fundacja Ja Wisła, ul. Żywnego 21a, m. 71, 02-701 Warszawa. Darowizna na cele statutowe.

Czekam na Twoją odpowiedź z nadzieją. Maluję szkiełka lampek naftowych, które oświetlały koncerty na Herbatniku. To takie mini witraże. Patrzę przez te widoczki na przyszłość. Ta lampka będzie ode mnie dla Ciebie jako znak. Że jesteś Ja Wisła. Że jesteś przyjacielem. Że jesteś Honorowym Fundatorem. Że żyję i będę działać dalej dzięki Tobie."

21:25, kovalesku
Link Komentarze (3) »

Ja nic nie mówię, tak sobie tylko zerkam na moje ulubione tabelki. Ja wiem, że Pani Prezydent z pewnych decyzji budżetowych już się nie może wycofać. Ale skoro brakuje nam...

1,9 mln. zł na Skwer Sportów Miejskich STADION SIEDMIOLECIA, który jest wzorcową obywatelską inicjatywą i służyłby warszawiakom przez kilka lat (o promocji naszego miasta nie wspominając)

to skąd w budżecie np.

3,6 mln. zł na Sylwestra,

2,1 mln. zł na pomnik Polaków Ratujących Żydów na pl. Grzybowskim, czy

4 mln. zł na namiot dla Sinfonii Varsovii?

12:29, kovalesku
Link Komentarze (1) »
sobota, 03 grudnia 2011

Jestem naprawdę pod wrażeniem, jak ten projekt się fajnie rozwija. I jak atrakcyjnie pokazana jest tu Warszawa. Śledźcie to na naszej nowej stronie WAR-SZAŁ. MIEJSKIE AKTYWNOŚCI w Gazecie Co Jest Grane i na warszawa.gazeta.pl. Następny film będzie o bikepolo. Ciocia odkrywa nowe światy:)

WAR-SZAŁ: parkour
WAR-SZAŁ: deskorolka
WAR-SZAŁ: street art



23:58, kovalesku
Link Komentarze (2) »
 

Jak pomieścić całą dekadę w tak małym pudełku? Zobaczcie sami. W galerii Projekt Kordegarda (ul. Gałczyńskiego 3) grupa projektowa Centrala dokonuje swojego pierwszego podsumowania.
Nie tylko Uśmiech Warszawy wywołał tu mój szeroki uśmiech, ale też całe mnóstwo innych ukochanych moich projektów: najwęższy dom na Żelaznej, Warszawa-Powiśle, jarzeniówki pod estakadą Trasy Łazienkowskiej, wyspa na Wiśle, dach z balonów wędrujący po Warszawie. Życzę Centrali, żeby te, które wciąż pozostają na papierze, jak najszybciej się zmaterializowały.

 
 
 
 
 
 
19:51, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
 

Ważna dla mnie wystawa, bo też w końcu brałam w tym udział (choć nie powinnam tu chyba używać czasu przeszłego, bo przecież dopiero co Berka Żmijewskiego usunięto z wystawy Andy Rottenberg w Martin Gropius Bau). To była dla mnie brutalna lekcja dziennikarstwa, jak nie ulec temu sensacyjnemu szaleństwu i jak wybronić, ocalić w tym wszystkim sztukę. Goshka Macuga opowiada w Zachęcie o tych latach walki spokojnie, bo obserwowała je z dystansu. Wystawa zakończy się dwudniową sesją o cenzurze w sztuce po 1989 r. A tymczasem w tę niedzielę, 4 grudnia, o godz. 12.15 oprowadzi po niej kuratorka Maria Brewińska.

 
 
 
 
 
19:06, kovalesku
Link Dodaj komentarz »

Napisał do mnie Piotr Cieślak, wieloletni dyrektor Teatru Dramatycznego. Pamiętamy, że miał dobrą rękę do reżyserów. To on przyciągnął do Warszawy Warlikowskiego, dał szansę Glińskiej na dużej scenie, Cieplakowi, Jarzynie na początku drogi. Pierwszy dyrektor wyrzucony przez Marka Kraszewskiego (2007 r.), bez podania przyczyny. 

Szanowna Pani Agnieszko,
Szczególnie bliskie jest mi Pani marzenie o najbardziej pożądanej i wyczekiwanej dymisji w Warszawie... Niestety, już Kapuściński w Cesarzu pisał (cytuję z pamięci), że jak pan chciał pokazać swoją władzę to powoływał na ministra najgorszego idiotę. Żyję lat już trochę ale nie pamiętam, żeby jeden urzędnik poczynił tyle szkód. Ale ja w innej sprawie. Nasza pani prezydent straszy redukcją ilości teatrów (słynny przykład Berlina), obcina dotacje itd. Czasem mam wrażenie, że działalność pana Kraszewskiego też zmierza w kierunku nie rozwoju (do czego Biuro Kultury jest powołane) ale likwidacji stołecznej kultury. Otóż nikt w zamian nie proponuje rozwiązań strukturalnych, żadnych rozwiązań w miejsce likwidowanych zespołów, instytucji teatralnych. Pozwalam sobie przesłać Pani mój program Trans-Form-Akcja, który może być podstawą do dyskusji. Napisałem go po rozmowie z Jackiem Wekslerem ale zamawiający zniknął z MKiDN nim skończyłem pisać. Kolportowałem ten program w j.angielskim na kilku forach edukacyjno-teatralnych i mam potwierdzenie, że moje myślenie może sprawdzić się w wielu krajach. Może coś się jednak da zrobić?

Nie będę udawać, że znam się na materii teatralnej, ale pochylenie się nad młodymi na pewno jest dobrą drogą. Może dzięki takim inicjatywom rozpocznie się na ten temat debata i coś się wreszcie ruszy.

Tu przeczytacie program TRANS-FORM-AKCJI...

Kontakt z Piotrem Cieślakiem: p.s.cieslak@gmail.com

11:13, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 listopada 2011
 

Czy musi się tyle dziać, gdy ja zatruta pasztetem w ogóle bez sił?! Próbuję dziś ogarnąć materiał do CJG, ale mnie to zdecydowanie przerasta. Tyle tekstów czeka w kolejce do napisania: Macuga w Zachęcie, Pustoła w Bęcu, Grospierre w BWA, Kaliningrad w CSW, Milach w Zachęcie, 10 lat Centrali, aukcja na Centralnym... Czy to się w ogóle kiedyś odkorkuje? Wrzucę tu tylko kilka słów o wystawie „Skontrum”, która w niedzielę o godz. 17 otworzy się w Królikarni. Byłam tam wczoraj na zwiadzie, ale zaraz potem padłam i tylko tyle jestem w stanie póki co...

 
 

Konserwatorzy pochylają się nad dziwaczną dość płaskorzeźbą, przedstawiającą dzieci w wojskowych mundurach na koniach na biegunach. Obok popiersie Stalina, Matejki, dzieła Wittiga, Dunikowskiego, Szapocznikow, przepołowione figury sakralne z policyjnych depozytów, całe morze rzeźb - od średniowiecza po współczesność. W Królikarni trwają przygotowania do niedzielnego otwarcia wystawy „Skonktrum”, na której rzeźbiarskie arcydzieła zobaczymy wymieszane z pracami pozbawionymi zupełnie wartości artystycznej, które nigdy nie trafiły na stałą ekspozycję muzeum. Sale wystawowe przypominać będą muzealne magazyny. Niezwykłe ten natłok figur (ok. 500) robi wrażenie w tym wdzięcznym wnętrzu pałacyku.

Tytułowe „skontrum” oznacza inwentaryzację muzealiów, porównywanie stanu faktycznego z zapisami w księgach inwentarzowych. Bo wystawa w Królikarni ma być takim krytycznym przeglądem magazynów i namysłem nad rolą, jaką pełnić powinna dziś taka instytucja jak Muzeum Narodowe. Nasze, warszawskie, jest właśnie w remoncie, na nowo aranżowane są tam ekspozycje stałe. To dobra okazja, żeby przyjrzeć się muzealnym zbiorom. Zrobili tak kuratorzy wystawy: dyrektor Królikarni (oddziału Muzeum Narodowego) Agnieszka Tarasiuk oraz Aleksandra Janiszewska i Michał Suchora, którzy na trzy miesiące zanurzyli się w muzealnych magazynach rzeźby. Jan Szewczyk nakręcił o tych przygotowaniach film, który będzie można zobaczyć na wystawie, a Nicolas Grospierre fotografował (efektem będzie specjalna praca „Typologie”, którą właśnie montuje w gablotach w Królikarni).

Ustawa o ochronie dóbr kultury nakłada na muzea obowiązek przechowywania i konserwowania wszystkiego, co do nich do tej pory trafiło. W efekcie Muzeum Narodowe ma w swoich zbiorach 890 tys. dzieł, dwa razy więcej niż Louvre. Oglądając wystawę w Królikarni uświadomimy sobie skalę tej kolekcji, różnice jakościowe zgromadzonych w niej prac, nakłady jakie są niezbędne do jej utrzymania, dlaczego rozwijała się w takim a nie innym kierunku, i dlaczego w tym momencie się nie rozwija (najnowszą pokazywaną tu pracą jest rzeźba Grzegorza Klamana, zakup z lat 90.).
Wystawa potrwa rok. Obiekty na niej będą się zmieniać (część przejedzie np. w maju na stałą ekspozycję Muzeum Narodowego), dopraszani będą też na nią kolejni współcześni artyści.

 
18:03, kovalesku
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 listopada 2011

Przed czwartkowym głosowaniem budżetu miasta na 2012 r. jeszcze dwie tabelki i nasz tekst w Stołku...

 
 
23:36, kovalesku
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 listopada 2011

A tak w międzyczasie zrobiliśmy pierwsze Europejskie Tragi Muzyczne Gazety Co Jest Grane:) I jak to mówi mówi mój znajomy galerzysta: sukces przerósł nasze oczekiwania, ale nie możliwości. Było bezpretensjonalnie, po naszemu, z dużą ilością koncertów i paneli dyskusyjnych, które cieszyły się ogromnym powodzeniem. Odwiedziło nas całe mnóstwo doskonałych muzyków i niezawodnych przyjaciół. Jesteśmy zmęczeni, ale dumni. Dziękujemy. 

Tutaj filmik, zrobiony w ekspresowym tempie przez Papaya Films...

A tu nasza, chaotyczna lekko, relacja na żywo z targów...

20:54, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 listopada 2011

Rada Warszawy w tym kształcie jest tylko maszynką do głosowania - mówiła mi rozgoryczona poprzednią kadencją radna Katarzyna Munio. Przyglądając się posiedzeniom komisji kultury i promocji miasta, wcale się nie dziwię, że zerwała z polityką. 

- Jak jest kryzys, to nie oszukujmy się, pierwsze z czego rezygnujemy to sport i kultura - mówiła na dzisiejszej komisji dyrektor biura planowania budżetowego. Sport w przyszłym roku - wiadomo - jako jedyny nie straci. W ogonie priorytetów miasta wlecze się więc już tylko kultura. I pewnie dlatego tę komisję radni traktują per noga. Ech, powinni w piątek iść z panią prezydent pod Bramę Brandenburską na Krakowskie Przedmieście (stanie tam z okazji Dni Berlina w Warszawie) i porozmawiać z burmistrzem Klausem Wowereitem. Może wtedy trochę by się ożywili i przekonali, że kultura może być sexy.

Dziś próbowali tylko zabić jakoś tę godzinkę oczekiwania na ważniejszą komisję - samorządową. Chrupali paluszki, czytali magazyny, żartowali, głośno rozmawiali (przodują w tym przewodnicząca Zakrzewska i radna Nehrebecka). Temat niby ważny - projekt kulturalnego budżetu miasta na 2012 r., ale wszystko już przecież z góry wiadomo - przejdzie głosami Platformy, więc po co się wysilać. Nikt nie słucha, nie zadaje pytań.

A przepraszam, kilka było. Radny Maciejowski, który przyszedł na posiedzenie w dresowej bluzie (pewnie była to forma kontestacji decyzji komisji, która usunęła go z funkcji wiceprzewodniczącego) pytał o to, czy miasto ma przygotowaną instrukcję dla radnych i urzędników, jak zakomunikować mediom ewentualne fiasko negocjacji z architektem Muzeum Sztuki Nowoczesnej (musimy być przecież przygotowani na taką ewentualność, a ta inwestycja ma takie wsparcie mediów i społeczeństwa). Radna Jochan tradycyjnie już pytała o nielegalną budkę z alkoholem na Senatorskiej, a radny Cieciura - jaką formę będzie miał pomnik ratujących Żydów na pl. Grzybowskim. Ktoś zatroskał się, czy są pieniądze na remonty w teatrach Współczesnym i Ateneum, bo akurat do nich chodzi. I to była cała debata o przyszłorocznym budżecie kultury (który, dodajmy, jeszcze może ulec zmianie).

To że będzie niższy - wszyscy się spodziewali. Ale jest pytanie, jak gospodarować środkami, które pozostały. Teatry w 2012 r. mają dostać mniej o 11 milionów (dla niektórych to będzie cięcie nawet o 30 proc. w stosunku do tegorocznego budżetu). Ich reforma jest konieczna, bo nie da się w tych warunkach utrzymać na wysokim poziomie aż 19 miejskich scen. Już koncentrują się bardziej na wynajmowaniu swoich siedzib niż na produkowaniu i graniu spektakli. Radni nie zająknęli się wczoraj o reformie ani słowem (wicedyrektor biura kultury Małgorzata Naimska również).

Dyskusji nie było. Radnego Legierskiego nie było. Publiczności też (tylko dwie reprezentantki środowiska kulturalnego; gdzie są ci wszyscy Obywatele Kultury??!). Ja wiem, że to powoduje skoki ciśnienia i grozi wylewem, ale apeluję - przychodźmy na te komisje, zadawajmy trudne pytania, wybijajmy radnych z tego wygodnego letargu. Bo w przeciwnym razie nawet ich kultura osobista się nie poprawi, nie mówiąc już o kulturze w naszym mieście. 

PS. I jeszcze takie ogólne dane uzyskane dziś w biurze kultury:

 

 

Wykonanie budżetu BK na 2011(stan na 15 XI 2011)

PLAN 2012

V/2

EDUKACJA (Stypendia Centrum Myśli JP II)

3 000 000

2 529 000

VII/1

UPOWSZECHNIANIE TRADYCJI I KULUTURY

36 938 769

32 913 188

VII/1/1

PRZEDSIĘWZIĘCIA ARTYSTYCZNE I KULTURALNE

36 938 769

32 913 188

1

Wdrażanie Programu Rozwoju Kultury i inne zadania Biura Kultury

0

3 479 188

1.1

Wdrażanie PRK

0

940 000

1.2

Inne zadania Biura Kultury

0

2 539 188

2

Działalność związana z informacją i edukacją kulturalną

586 423

850 000

3

Projekty rocznicowe

335 000

650 000

4

Przedsięwzięcia upamiętniające wydarzenia i osoby związane z dziejami Miasta, z tego:

300 000

287 000

5

Współpraca międzynarodowa w zakresie kultury

449 338

452 000

6

Nagrody, konkursy (w tym organizacja), stypendia

1 416 544

1 825 000

7

Współpraca Miasta z organizacjami pozarządowymi:

21 499 439

19 350 000

8

Organizacja Przedsięwzięć w porozumieniu z innymi jednostkami sektora finansów publicznych

5 590 000

3 630 000

9

Przedsięwzięcia realizowane w ramach porozumienia z samorządem województwa mazowieckiego

856 000

310 000

10

Projekty kulturalne związane z EURO 2012

30 000

780 000

11

Projekt ESK 2016 / kontynuacja projektów realizowanych w ramach starań o ESK 2016

5 542 955

1 300 000

12

Monitoring  kultury warszawskiej

73 724

0

13

Projekt Prezydencja 2011

259 346

0

VII/3

PROWADZENIE DZIAŁALNOŚCI KULTURALNEJ

159 987 483

140 796 000

VII/3/1

Prowadzenie działalności kulturalnej przez teatry

88 312 000

77 540 000

VII/3/2

Prowadzenie działalności kulturalnej przez muzea

29 536 207

35 400 000

VII/3/3

Prowadzenie działalności kulturalnej przez domy i ośrodki kultury (Staromiejski Dom Kultury)

4 250 000

3 100 000

VII/3/4

Prowadzenie działalności kulturalnej przez biblioteki (Biblioteka na Koszykowej)

900 000

756 000

VII/3/5

Prowadzenie pozostałych instytucji kultury

36 989 276

24 000 000

 

suma

199 926 252

176 238 188

 

22:17, kovalesku
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 21 listopada 2011
 

Dziś penetrowaliśmy z Albertem Bibliotekę Narodową i śledziliśmy montaż wystawy „Coś, które nadchodzi. Architektura XXI wieku”, przygotowanej przez fundację Bęc Zmiana. Wernisaż jutro (we wtorek) o godz. 19.

Projekt budynku: Stanisław Fijałkowski,1963 r. Budowa od 1977 r. do lat 90. 
Krąg megalityczny ustawiony tu w symbolicznym 2000 r. też stał się przedmiotem
interwencji artystycznej na wystawie - spójrzcie na tablicę informacyjną
Maurycy Gomulicki osobiście doglądał dziś montażu diamentu
Czytelnia Główna z diamentem Maurycego. Piękne lampy
Patio z fontanną, mozaikami. Szkoda, że dziś czytelnicy nie mogą z niego korzystać
Między donicami montowane są lightboxy z fotografiami
Macieja Landsberga
Makieta budynku biblioteki z lat 70. też została włączona do wystawy
Po obu stronach wiszącej nad schodami tabliczki mamy napis WYJŚCIE
 
21:07, kovalesku
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 listopada 2011
sobota, 19 listopada 2011
Adam Lach, Warszawa, 2011 / Napo Images

W dawnej drukarni „Życia Warszawy przy Marszałkowskiej (naprzeciwko TR-u), zanim urządzi się tu Muzeum Drukarstwa Warszawskiego, możemy uczestniczyć w gościnnych wydarzeniach kulturalnych. Dziś otwiera się tu wielka wystawa „Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz”. To jeden z tych szalonych projektów, który rodzi się w głowach pasjonatów i jakimś cudem dochodzi do skutku.

Najpierw była Fundacja.DOC, założona w marcu tego roku przez takich pasjonatów właśnie - fotografów i kuratorów, którym leży na sercu popularyzowanie fotografii, jako dziedziny sztuki, edukacja i stymulowanie rynku kolekcjonerskiego. To Piotr Bułas, Wojciech Grzędziński, Joanna Kinowska, Przemysław Pokrycki, Rafał Siderski, Andrzej Wiktor i Mateusz Zgliński. Już w tych nazwiskach jest siła, a jak jeszcze skrzykną kolegów fotografów, to już naprawdę zaczyna się robić ciekawie.

Każdy z nich dotyka jakoś w swojej twórczości fotografii ulicznej, dlatego tak zafascynowali się albumem „Street Photography Now”, przygotowanym w 2010 r. przez Sophie Howarth i Stephena McLarena. Zgłosili się do Third Floor Gallery w Cardiff, która właśnie prezentowała te zdjęcia, a ta zgodziła się je wypożyczyć na warszawską wystawę jedynie za cenę kosztów przesyłki. I tak w Drukarni możemy teraz oglądać 41 prac 40 fotografów - takich sław, jak Martin Kollar, Martin Parr czy Alex Webb. Do tego zestawu Fundacja.DOC dodała aż 111 zdjęć 62 polskich autorów (część z nich wyłonionych w wyniku otwartego naboru), m.in.: Krzysztofa Millera, Adama Lacha, Jerzego Łapińskiego, Barta Pogody, Przemka Pokryckiego, ale też wielu nieznanych jeszcze twórców. Stephen McLaren, który przyjechał na dzisiejszy wernisaż, był pod wrażeniem. Zapytałam go, czym jest „fotografia uliczna dzisiaj”.

Stephen McLaren: - Jak widać w albumie i tu na wystawie, to bardzo szerokie pojęcie. Zresztą tak komponowaliśmy ten materiał, żeby był jak najbardziej różnorodny. Jedynym ograniczeniem jest to, że nie ma tu fotografii pozowanej. Czerń i biel, kolor, parki, newsowe historie, bardzo malarskie widoki, z ludźmi, bez ludzi. Współczesny świat po prostu. Bardzo spokojne zdjęcia i bardzo hałaśliwe, zabawne i niezwykle poważne. Ta zmiana emocji, formatów, scenerii dobrze się w albumie sprawdziła. 20, 30 lat temu tego typu fotografia była przeważnie czarno-biała, bardziej poważna, reportażowa, dziennikarska. Ale jest to cały czas część historii fotografii, nic nowego nie wymyśliliśmy.
Galerie chętnie prezentują tego typu fotografię, bo widzowie z łatwością odnajdują się w tych pracach. Tu nie trzeba obszernych opisów czy komentarzy, to jest to, co nas otacza. Niezależnie czy to jest Nowy Jork, Szanghaj czy Moskwa, rozumiemy to, czujemy.

Za dwa, trzy lata chcielibyśmy zrobić kolejną edycję tego albumu, z innymi fotografami. Dla mnie to zawsze była ogromna pasja, sam zajmuję się tego typu fotografią. A już mieć w tej książce prace mistrzów Richarda Kalvara czy Otto Snoeka, to było dla mnie naprawdę coś!

 
 
 

* Wystawę Street Photography Now można oglądać w Galerii Muzeum Drukarstwa Warszawskiego w budowie przy ul. Marszałkowskiej 3/5 do 15 stycznia. Czynna będzie w czwartki i piątki w godz. 15-20 oraz w soboty i niedziele w godz. 12-20, wstęp wolny. Kuratorką wystawy jest Joanna Kinowska, która na co dzień pracuje w Dziale Edukacji Galerii Zachęta. Fotografie z polskiej części ekspozycji można też kupować.

* W tę niedzielę, 20 listopada: o godz. 12 - spotkanie z fotografami kolektywu Un-Posed; o godz. 15. - spotkanie ze Stephenem McLarenem (wraz z kuratorką Joanną Kinowską oprowadzą też po wystawie); o godz. 17 - spotkanie ze Światosławem Wojtkowiakiem.

19:18, kovalesku
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 listopada 2011
 

To nie kadr z filmu „Siedem”...

 

To aktualne miejsce pracy Grzegorza Piątka, Agnieszki Rasmus-Zgorzelskiej, Aleksandry Stępnikowskiej i Jarosława Trybusia z fundacji Centrum Architektury...

 

Warszawa...

 

Centralna

 

Wraz z wolontariuszami czyszczą w podziemiach dworca kasetony informacyjne, te z lat 70. i późniejsze...

 

żeby 5 grudnia wystawić je wraz z PKP na aukcji z okazji 36. urodzin Dworca Centralnego.

 

Dochód chcą przeznaczyć na upamiętnienie na dworcu jego projektantów: Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka. Zadania podjęła się architektka Aleksandra Wasilkowska.

* Więcej w Gazecie Stołecznej

16:14, kovalesku
Link Komentarze (3) »
czwartek, 17 listopada 2011
 

Wolfgang Tillmans po raz pierwszy przyjechał do Warszawy w tym roku, przygotowując się do wystawy w Zachęcie, i trafił w samo serce rocznicowych obchodów smoleńskich. Czy zdjęcia z tego pobytu znajdą się na wystawie? Przekonamy się w Narodowej Galerii już jutro wieczorem (Tillmans otworzy wystawę o godz. 19). Część tego materiału opublikował w najnowszym numerze „DIK Fagazine” (jedna z rozkładówek powyżej). Twórca magazynu, Karol Radziszewski, wspomina:

„O tym, że Wolfgang przyjeżdża do Warszawy, dowiedziałem się dosyć niespodziewanie. Od dawna jestem fanem jego twórczości, nie tylko samych zdjęć, ale również tego jak zmienił sposób myślenia o eksponowaniu fotografii i postrzeganie samego medium. Wolfgang wciąż idzie do przodu, podczas gdy wielu stara się z uporem imitować styl jego wczesnych prac.
Jego pobyt w Warszawie był o tyle niesamowity, że rzadko ma się okazję towarzyszyć takiemu artyście obserwując proces twórczy na gorąco. Znając wiele jego prac, wiedząc jak zwyczajne miejsca i przedmioty zamienia w niejednoznaczne obrazy, byłem podekscytowany perspektywą zobaczenia Warszawy jego oczami. Spędziliśmy weekend dość rozrywkowo i za każdym razem kiedy kierował obiektyw w którąś stronę, automatycznie próbowałem wyobrazić sobie zdjęcie które powstanie.

Poza spacerowaniem po ulicach, chodzeniem na imprezy i poznawaniem ludzi, Wolfgang trafił prosto w oko cyklonu, bo przyjechał (zupełnie przypadkiem) akurat na obchody pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej i całą absurdalną szopkę z tym związaną. Między innymi te zdjęcia zdecydował się opublikować w najnowszym „DIK Fagazine”. Numer „BEFORE '89” poświęcony jest życiu homoseksualistów w krajach bloku komunistycznego, ale zdjęcia Tillmansa otwierają całość współczesną, „zewnętrzną perspektywą. Policjanci pod Hotelem Bristol, głowa chłopaka w klubie, a zaraz obok zbliżenie na mrożonki z groszkiem i marchewką, bez naiwnej publicystyki.

A poza wszystkim Wolfgang to super koleś. Zero nadęcia, zero pozy, zero gwiazdorki. Konkretny, spokojny i zawsze uśmiechnięty. Tak zwyczajny, że przez cały pobyt mógł pozostawać incognito.”

 
 
 
09:29, kovalesku
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Agnieszka Kowalska
Co Jest Grane?
Moje rozmowy
Polecam
Zrobiłam to z Kossakiem

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa