|
piątek, 23 grudnia 2011
wtorek, 20 grudnia 2011
Fot. Bartek Bobkowski/Agencja Gazeta Kawałek po kawałku sprzedajemy nasze miasto. Można już zasłonić banerem dworzec, most, postawić dmuchaną reklamę przy stacji metra czy telebim na głównym skrzyżowaniu. Nie obowiązują tu żadne estetyczne normy.
piątek, 16 grudnia 2011
Spotkałam się z niezwykle dynamicznym młodym człowiekiem z firmy Platige Image. Trochę, żeby poznać kulisy powstawania filmów promocyjnych i ponarzekać na urzędników. Ale przede wszystkim żeby przekonać się, że takich pozytywnych świrów, którym jeszcze coś się dla tego miasta chce robić, jest więcej. Dowiedziałam się, że mój blog służy uciesze gawiedzi („przesyłamy sobie codziennie te twoje posty i zastanawiamy się: no i ciekawe co z tego wyniknie”). Bardzo interesujące było tak spojrzeć na naszą warszawską kulturę oczyma kogoś, kto działa tu aktywnie, ale z kim moje ścieżki się dotąd nie przecięły. Platige Image to specyficzna ekipa. Artyści, wychowani w podobnym do mojego etosie DIY i poczuciu współodpowiedzialności za miasto, którzy jednocześnie odnieśli spory sukces (takimi produkcjami jak „Katedra” czy „Miasto ruin”), współpracują z najważniejszymi urzędami i instytucjami w Polsce, mają kontakty z dużymi sponsorami. Mój rozmówca mówi o tych wspieranych przeze mnie inicjatywach, że są w niszy, z której powinny wyjść, żeby nie być lekceważonymi. Stadion Siedmiolecia, Ja Wisła - super, ale dlaczego urzędnicy to ignorują? Jego zdaniem warto stworzyć silną grupę wsparcia, żeby te projekty nie przepadały. Miasto robi słaby film promocyjny? My robimy natychmiast zajebisty. Mając pieniądze od sponsorów i siłę przebicia tych wspierających się, najbardziej liczących się podmiotów. I miasto samo w końcu sięga po zdolnych. Nie jest w stanie długo się temu oprzeć.
Podobny klimat zastałam dziś w Soho Factory, gdzie spotkałam się z architektami Marcinem Mostafą i Marcinem Garbackim (stamtąd są zdjęcia). Trzy młode, dynamiczne pracownie: Projekt Praga, WWAA i Super Super ulokowały się tam w budynku numer 73. Wyremontowali go, zaadaptowali dużym wysiłkiem do potrzeb biura (jest tu jedna wspólna otwarta przestrzeń, kuchnia, a nawet taras). I choć mogliby pracować wyłącznie na swój własny sukces, uznali, że już mogą pomóc i dać coś extra temu miastu. W sobotę w przylegającej do biura dużej hali z pięknym drewnianym stropem inaugurują Komin73 - przestrzeń, którą oddają do dyspozycji tym, którzy szukają miejsca na swoje projekty. Z przyjemnością i dumą wysłuchałam, co udało im się w tym roku osiągnąć.
No ładnie to wygląda na Pradze. Przystanki wreszcie wymieniane są kompleksowo na te zaprojektowane przez Towarzystwo Projektowe. Są to nie tylko wiaty, ale też ławki, słupki z rozkładem, kosze na śmieci, barierki. Na Waszyngtona nawet zejścia do podziemi są nowe, z tej serii. Wiem, że redaktorowi Osie nie mogę o tym wspominać, bo zaraz mu ciśnienie skacze i podnosi głos (choć jest niezwykle kulturalnym i spokojnym człowiekiem). On delikatnie mówiąc za tym projektem nie przepada. No wiem - ławki mogły by być wyższe, szkło paruje i zamarza, karbowane daszki się brudzą. Ale moim zdaniem mimo tych niedociągnięć wygląda to o niebo lepiej od wiat czerwonych albo tych pożal się Boże futurystycznych na pl. Bankowym. Co mnie drażni? No zobaczcie sami - po co na te przystanki podostawiano te stare kobylaste kosze na śmieci? Nie ważne, że projektant coś kompleksowo wymyślił, dołóżmy mu trochę swojskiego paździerzu, do którego przywykliśmy. No i moje nieustanne zadziwienie - dlaczego prawie wszędzie już przystanki są wymienione, tylko nie na centralnych skrzyżowaniach: na rondzie Dmowskiego i przy Dworcu Centralnym? Tam wciąż straszą stare, dziurawe i przeżarte rdzą czerwone wiaty. Nie mogę tego pojąć. Podobnie jak tego, że centralne rondo w stolicy (wciąż bez wind), jest nie do pokonania przez osoby na wózkach czy z wózkami. To jest sprawa dla Autobusu Czerwonego! Zgłaszam.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Nie, nie umieram z powodu reklamy na Centralnym, ale obojętność prowadzi do tego...
fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta Kolega Śmik z właściwym sobie poczuciem humoru zapytał mnie dzisiaj: to co, bojkot Carlsberga? Ustaliliśmy, że tym razem może jednak on, bo wystarczy, że nie mam co na kark włożyć, na trzeźwo nie dam rady w tym mieście.
czwartek, 08 grudnia 2011
Ze zdumieniem obserwuję, co wyrabia Jacek Prześluga - wiceprezes PKP, prezes spółki Dworzec Polski. Na peronie 4 strzelił sobie w stopę. Teraz broniąc płachty reklamowej i krytykując efekty remontu, który sam nadzoruje, strzela sobie w kolano. Toż ten człowiek mógłby być królem Warszawy! Zatrudnił świetnych, powszechnie szanowanych projektantów z Towarzystwa Projektowego do renowacji dworca. Efekty, poza kilkoma absurdami w stylu kubików w hali głównej, przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Jeszcze nie tak dawno baliśmy się, że Centralny zostanie zburzony albo do końca ulegnie dewastacji. A tu proszę - czysto, jasno, mamy się czym pochwalić. Prezes mógłby za to teraz zbierać gratulacje i nagrody. Również za to, że dworzec postanowił uczynić otwartym na działania kulturalne. A tymczasem słyszy tylko buczenie publiki, jak podczas ostatniej aukcji kasetonów. Dlaczego? Przez swoją butę i arogancję. Kpił sobie z prof. Porębskiego, gdy ten śmiał skrytykować pomysł zamalowywania właśnie oczyszczonych ścian peronu 4 fatalnym graffiti. Teraz brnie dalej, odnosząc się do tej - jak ją określa - „w skromnym kształcie” reklamy H&M. „Siatki mogą być zadrukowane według indywidualnego projektu uznanego artysty”? Prezes jest przekonany, że takim właśnie unikatowym dziełem jest reklama H&M. I dla odwrócenia uwagi znów atakuje projektantów. Zresztą przeczytajcie sami...
środa, 07 grudnia 2011
To może być bolesne, bo przebadano nie tylko tych kulturą zainteresowanych. We wtorek, 13 grudnia, w południe w kawiarni MiToArt Cafe (ul. Waryńskiego 28) odbędzie się panel dyskusyjny "Życie Kulturalne Warszawiaków". Poznamy wyniki badań wykonanych na zlecenie Stołecznej Estrady. Udział wezmą: Marek Kraszewski (biuro kultury UM), Andrzej Matusiak (Stołeczna Estrada), Marcin Wojdat (CKS), Tomasz Jędrkiewicz (grupa IQS - wykonawca badań) oraz Mirosław Filiciak i Mirosław Pęczak.
wtorek, 06 grudnia 2011
Niepokojące jest nie tylko to, jak biuro promocji miasta marnuje pieniądze produkując antypromocyjną tandetę w postaci strasznych spotów, okolicznościowych murali i ton bezsensownych gadżetów, ale też to, w jaki sposób wykorzystuje w drodze konkursów młodych artystów, czerpiąc z ich prac bez stosownego wynagrodzenia i nie informując ich w sposób czytelny o swoich poczynaniach. Przynajmniej taki obraz wyłania się z listu, jaki otrzymałam od uczestniczki jednego z konkursów Natalii Stachury. Dwuznaczna jest też w tym rola Good Looking Studio. Zresztą przeczytajcie i oceńcie sami - (przydługi nieco) list Natalii i odpowiedź Good Looking Studio...
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Przemek Pasek jak zwykle poetycko, emocjonalnie i szczerze. Pomóżmy: "Nazywam się Ja Wisła. Mam siedem lat. Mieszkam w Porcie Czerniakowskim na starej barce Herbatnik. Jestem duchem tej rzeki. Jestem energią zmartwychwstania idei. Jestem mocą prawdy. Jestem koncertem świętojańskiej nocy. Jestem ptakiem uratowanym z haczyka. Jestem łodzią płynącą o świcie. Jestem głosem zapomnianej historii. Jestem strażnikiem przyrody. Ale zimą, gdy rzekę skuwa lód, gaśnie ognisko przy barce. Nie mam co dać jeść psom pilnującym łódek. Jest mi zimno i boję się. Jestem sama w ciemności. Denerwuję się i płaczę. Nie mam siły. Nie mam już nadziei. Nie daję rady tak dalej żyć. Coraz częściej myślę o tym żeby odpłynąć. Mój przyjaciel mówi mi że jestem bardzo potrzebna ludziom. Mój przyjaciel podziwia to co robię, zazdrości mi pasji, uważa że Ja Wisła to fenomen, niezwykła marka, wielka wartość. Mój przyjaciel który mieszka w ciepłym domu mówi mi, że czuje się dumny z tego że istnieję. Ale Ja Wisła, dziś ja jestem na granicy życia. Czuję ciężar odpowiedzialności, którego nie jestem w stanie sama dalej nieść. Chciałabym żyć i działać dalej. Ale sama nie dam rady. To jest możliwe tylko jeśli Ty będziesz tego chciał. Jeśli Ty weźmiesz na siebie cząstkę odpowiedzialności. Możesz uczestniczyć w kosztach realizacji marzeń. Możesz wspierać działania i rozwój Ja Wisła. Decyzja należy do Ciebie. To ważna chwila. To chwila prawdy. Jeśli chcesz żebym działała dalej i mogła się rozwijać, potrzebuję mieć stałe, niezależne od kaprysu władz środki na działalność. Potrzebuję stabilności umożliwiającej stałe zatrudnienie kilku osób do pomocy. Jeśli chcesz wspierać mnie, możesz zrobić stałe zlecenie z konta, przelewając choć 10 zł miesięcznie. Możesz powiedzieć o tym wszystkim swoim znajomym. Możesz tego dopilnować. Mój bank to: ING BANK ŚLĄSKI 38 1050 1054 1000 0022 9316 9757 Fundacja Ja Wisła, ul. Żywnego 21a, m. 71, 02-701 Warszawa. Darowizna na cele statutowe. Czekam na Twoją odpowiedź z nadzieją. Maluję szkiełka lampek naftowych, które oświetlały koncerty na Herbatniku. To takie mini witraże. Patrzę przez te widoczki na przyszłość. Ta lampka będzie ode mnie dla Ciebie jako znak. Że jesteś Ja Wisła. Że jesteś przyjacielem. Że jesteś Honorowym Fundatorem. Że żyję i będę działać dalej dzięki Tobie." Ja nic nie mówię, tak sobie tylko zerkam na moje ulubione tabelki. Ja wiem, że Pani Prezydent z pewnych decyzji budżetowych już się nie może wycofać. Ale skoro brakuje nam... 1,9 mln. zł na Skwer Sportów Miejskich STADION SIEDMIOLECIA, który jest wzorcową obywatelską inicjatywą i służyłby warszawiakom przez kilka lat (o promocji naszego miasta nie wspominając) to skąd w budżecie np. 3,6 mln. zł na Sylwestra, 2,1 mln. zł na pomnik Polaków Ratujących Żydów na pl. Grzybowskim, czy 4 mln. zł na namiot dla Sinfonii Varsovii?
sobota, 03 grudnia 2011
Jestem naprawdę pod wrażeniem, jak ten projekt się fajnie rozwija. I jak atrakcyjnie pokazana jest tu Warszawa. Śledźcie to na naszej nowej stronie WAR-SZAŁ. MIEJSKIE AKTYWNOŚCI w Gazecie Co Jest Grane i na warszawa.gazeta.pl. Następny film będzie o bikepolo. Ciocia odkrywa nowe światy:) Jak pomieścić całą dekadę w tak małym pudełku? Zobaczcie sami. W galerii Projekt Kordegarda (ul. Gałczyńskiego 3) grupa projektowa Centrala dokonuje swojego pierwszego podsumowania. Ważna dla mnie wystawa, bo też w końcu brałam w tym udział (choć nie powinnam tu chyba używać czasu przeszłego, bo przecież dopiero co „Berka” Żmijewskiego usunięto z wystawy Andy Rottenberg w Martin Gropius Bau). To była dla mnie brutalna lekcja dziennikarstwa, jak nie ulec temu sensacyjnemu szaleństwu i jak wybronić, ocalić w tym wszystkim sztukę. Goshka Macuga opowiada w Zachęcie o tych latach walki spokojnie, bo obserwowała je z dystansu. Wystawa zakończy się dwudniową sesją o cenzurze w sztuce po 1989 r. A tymczasem w tę niedzielę, 4 grudnia, o godz. 12.15 oprowadzi po niej kuratorka Maria Brewińska. Napisał do mnie Piotr Cieślak, wieloletni dyrektor Teatru Dramatycznego. Pamiętamy, że miał dobrą rękę do reżyserów. To on przyciągnął do Warszawy Warlikowskiego, dał szansę Glińskiej na dużej scenie, Cieplakowi, Jarzynie na początku drogi. Pierwszy dyrektor wyrzucony przez Marka Kraszewskiego (2007 r.), bez podania przyczyny. „Szanowna Pani Agnieszko, Nie będę udawać, że znam się na materii teatralnej, ale pochylenie się nad młodymi na pewno jest dobrą drogą. Może dzięki takim inicjatywom rozpocznie się na ten temat debata i coś się wreszcie ruszy. Tu przeczytacie program TRANS-FORM-AKCJI... Kontakt z Piotrem Cieślakiem: p.s.cieslak@gmail.com
środa, 30 listopada 2011
Czy musi się tyle dziać, gdy ja zatruta pasztetem w ogóle bez sił?! Próbuję dziś ogarnąć materiał do CJG, ale mnie to zdecydowanie przerasta. Tyle tekstów czeka w kolejce do napisania: Macuga w Zachęcie, Pustoła w Bęcu, Grospierre w BWA, Kaliningrad w CSW, Milach w Zachęcie, 10 lat Centrali, aukcja na Centralnym... Czy to się w ogóle kiedyś odkorkuje? Wrzucę tu tylko kilka słów o wystawie „Skontrum”, która w niedzielę o godz. 17 otworzy się w Królikarni. Byłam tam wczoraj na zwiadzie, ale zaraz potem padłam i tylko tyle jestem w stanie póki co... Konserwatorzy pochylają się nad dziwaczną dość płaskorzeźbą, przedstawiającą dzieci w wojskowych mundurach na koniach na biegunach. Obok popiersie Stalina, Matejki, dzieła Wittiga, Dunikowskiego, Szapocznikow, przepołowione figury sakralne z policyjnych depozytów, całe morze rzeźb - od średniowiecza po współczesność. W Królikarni trwają przygotowania do niedzielnego otwarcia wystawy „Skonktrum”, na której rzeźbiarskie arcydzieła zobaczymy wymieszane z pracami pozbawionymi zupełnie wartości artystycznej, które nigdy nie trafiły na stałą ekspozycję muzeum. Sale wystawowe przypominać będą muzealne magazyny. Niezwykłe ten natłok figur (ok. 500) robi wrażenie w tym wdzięcznym wnętrzu pałacyku.
poniedziałek, 28 listopada 2011
Przed czwartkowym głosowaniem budżetu miasta na 2012 r. jeszcze dwie tabelki i nasz tekst w Stołku...
niedziela, 27 listopada 2011
A tak w międzyczasie zrobiliśmy pierwsze Europejskie Tragi Muzyczne Gazety Co Jest Grane:) I jak to mówi mówi mój znajomy galerzysta: sukces przerósł nasze oczekiwania, ale nie możliwości. Było bezpretensjonalnie, po naszemu, z dużą ilością koncertów i paneli dyskusyjnych, które cieszyły się ogromnym powodzeniem. Odwiedziło nas całe mnóstwo doskonałych muzyków i niezawodnych przyjaciół. Jesteśmy zmęczeni, ale dumni. Dziękujemy. Tutaj filmik, zrobiony w ekspresowym tempie przez Papaya Films...
środa, 23 listopada 2011
Rada Warszawy w tym kształcie jest tylko maszynką do głosowania - mówiła mi rozgoryczona poprzednią kadencją radna Katarzyna Munio. Przyglądając się posiedzeniom komisji kultury i promocji miasta, wcale się nie dziwię, że zerwała z polityką. To że będzie niższy - wszyscy się spodziewali. Ale jest pytanie, jak gospodarować środkami, które pozostały. Teatry w 2012 r. mają dostać mniej o 11 milionów (dla niektórych to będzie cięcie nawet o 30 proc. w stosunku do tegorocznego budżetu). Ich reforma jest konieczna, bo nie da się w tych warunkach utrzymać na wysokim poziomie aż 19 miejskich scen. Już koncentrują się bardziej na wynajmowaniu swoich siedzib niż na produkowaniu i graniu spektakli. Radni nie zająknęli się wczoraj o reformie ani słowem (wicedyrektor biura kultury Małgorzata Naimska również). Dyskusji nie było. Radnego Legierskiego nie było. Publiczności też (tylko dwie reprezentantki środowiska kulturalnego; gdzie są ci wszyscy Obywatele Kultury??!). Ja wiem, że to powoduje skoki ciśnienia i grozi wylewem, ale apeluję - przychodźmy na te komisje, zadawajmy trudne pytania, wybijajmy radnych z tego wygodnego letargu. Bo w przeciwnym razie nawet ich kultura osobista się nie poprawi, nie mówiąc już o kulturze w naszym mieście. PS. I jeszcze takie ogólne dane uzyskane dziś w biurze kultury:
poniedziałek, 21 listopada 2011
Dziś penetrowaliśmy z Albertem Bibliotekę Narodową i śledziliśmy montaż wystawy „Coś, które nadchodzi. Architektura XXI wieku”, przygotowanej przez fundację Bęc Zmiana. Wernisaż jutro (we wtorek) o godz. 19.
niedziela, 20 listopada 2011
sobota, 19 listopada 2011
W dawnej drukarni „Życia Warszawy” przy Marszałkowskiej (naprzeciwko TR-u), zanim urządzi się tu Muzeum Drukarstwa Warszawskiego, możemy uczestniczyć w gościnnych wydarzeniach kulturalnych. Dziś otwiera się tu wielka wystawa „Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz”. To jeden z tych szalonych projektów, który rodzi się w głowach pasjonatów i jakimś cudem dochodzi do skutku. Najpierw była Fundacja.DOC, założona w marcu tego roku przez takich pasjonatów właśnie - fotografów i kuratorów, którym leży na sercu popularyzowanie fotografii, jako dziedziny sztuki, edukacja i stymulowanie rynku kolekcjonerskiego. To Piotr Bułas, Wojciech Grzędziński, Joanna Kinowska, Przemysław Pokrycki, Rafał Siderski, Andrzej Wiktor i Mateusz Zgliński. Już w tych nazwiskach jest siła, a jak jeszcze skrzykną kolegów fotografów, to już naprawdę zaczyna się robić ciekawie. Każdy z nich dotyka jakoś w swojej twórczości fotografii ulicznej, dlatego tak zafascynowali się albumem „Street Photography Now”, przygotowanym w 2010 r. przez Sophie Howarth i Stephena McLarena. Zgłosili się do Third Floor Gallery w Cardiff, która właśnie prezentowała te zdjęcia, a ta zgodziła się je wypożyczyć na warszawską wystawę jedynie za cenę kosztów przesyłki. I tak w Drukarni możemy teraz oglądać 41 prac 40 fotografów - takich sław, jak Martin Kollar, Martin Parr czy Alex Webb. Do tego zestawu Fundacja.DOC dodała aż 111 zdjęć 62 polskich autorów (część z nich wyłonionych w wyniku otwartego naboru), m.in.: Krzysztofa Millera, Adama Lacha, Jerzego Łapińskiego, Barta Pogody, Przemka Pokryckiego, ale też wielu nieznanych jeszcze twórców. Stephen McLaren, który przyjechał na dzisiejszy wernisaż, był pod wrażeniem. Zapytałam go, czym jest „fotografia uliczna dzisiaj”. Stephen McLaren: - Jak widać w albumie i tu na wystawie, to bardzo szerokie pojęcie. Zresztą tak komponowaliśmy ten materiał, żeby był jak najbardziej różnorodny. Jedynym ograniczeniem jest to, że nie ma tu fotografii pozowanej. Czerń i biel, kolor, parki, newsowe historie, bardzo malarskie widoki, z ludźmi, bez ludzi. Współczesny świat po prostu. Bardzo spokojne zdjęcia i bardzo hałaśliwe, zabawne i niezwykle poważne. Ta zmiana emocji, formatów, scenerii dobrze się w albumie sprawdziła. 20, 30 lat temu tego typu fotografia była przeważnie czarno-biała, bardziej poważna, reportażowa, dziennikarska. Ale jest to cały czas część historii fotografii, nic nowego nie wymyśliliśmy. * Wystawę „Street Photography Now” można oglądać w Galerii Muzeum Drukarstwa Warszawskiego w budowie przy ul. Marszałkowskiej 3/5 do 15 stycznia. Czynna będzie w czwartki i piątki w godz. 15-20 oraz w soboty i niedziele w godz. 12-20, wstęp wolny. Kuratorką wystawy jest Joanna Kinowska, która na co dzień pracuje w Dziale Edukacji Galerii Zachęta. Fotografie z polskiej części ekspozycji można też kupować. * W tę niedzielę, 20 listopada: o godz. 12 - spotkanie z fotografami kolektywu Un-Posed; o godz. 15. - spotkanie ze Stephenem McLarenem (wraz z kuratorką Joanną Kinowską oprowadzą też po wystawie); o godz. 17 - spotkanie ze Światosławem Wojtkowiakiem.
piątek, 18 listopada 2011
To nie kadr z filmu „Siedem”... To aktualne miejsce pracy Grzegorza Piątka, Agnieszki Rasmus-Zgorzelskiej, Aleksandry Stępnikowskiej i Jarosława Trybusia z fundacji Centrum Architektury... Warszawa... Centralna Wraz z wolontariuszami czyszczą w podziemiach dworca kasetony informacyjne, te z lat 70. i późniejsze... żeby 5 grudnia wystawić je wraz z PKP na aukcji z okazji 36. urodzin Dworca Centralnego. Dochód chcą przeznaczyć na upamiętnienie na dworcu jego projektantów: Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka. Zadania podjęła się architektka Aleksandra Wasilkowska. * Więcej w Gazecie Stołecznej
czwartek, 17 listopada 2011
Wolfgang Tillmans po raz pierwszy przyjechał do Warszawy w tym roku, przygotowując się do wystawy w Zachęcie, i trafił w samo serce rocznicowych obchodów smoleńskich. Czy zdjęcia z tego pobytu znajdą się na wystawie? Przekonamy się w Narodowej Galerii już jutro wieczorem (Tillmans otworzy wystawę o godz. 19). Część tego materiału opublikował w najnowszym numerze „DIK Fagazine” (jedna z rozkładówek powyżej). Twórca magazynu, Karol Radziszewski, wspomina: „O tym, że Wolfgang przyjeżdża do Warszawy, dowiedziałem się dosyć niespodziewanie. Od dawna jestem fanem jego twórczości, nie tylko samych zdjęć, ale również tego jak zmienił sposób myślenia o eksponowaniu fotografii i postrzeganie samego medium. Wolfgang wciąż idzie do przodu, podczas gdy wielu stara się z uporem imitować styl jego wczesnych prac. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Agnieszka Kowalska
Co Jest Grane?
Moje rozmowy
Polecam
Zrobiłam to z Kossakiem
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||