Blog > Komentarze do wpisu

W prawym górnym rogu...

...co powinno być? No Syrenka duża i Zakochaj się w Warszawie"! Żeby przypomnieć o tym miejskim instytucjom kultury, p.o. wicedyrektora Biura Promocji Miasta Andrzej Mańkowski rozesłał im przed świętami dość ekscentryczny prezent: gumowe rękawice.

Ale po kolei. Najpierw, w październiku było szkolenie. Biuro promocji zaprosiło miejskie instytucje na zebranie, na którym agencja BNA zrobiła prezentację i ogłosiła, że wszystkie wydarzenia powinny być reklamowane drukami, na których w prawym górnym rogu musi widnieć pokaźny znak promocyjny miasta, jak ktoś chce - razem ze znakiem ESK. Dobry przykład? Najlepiej robi to Coca-Cola, najskuteczniej brandująca wszystko co się da swoim logotypem.

Nastąpiła konsternacja, nawet oburzenie, że narzuca się takie rzeczy bez debaty. No ale dyskusji nie było, bo przecież miasto daje pieniądze i miasto wymaga. Sprawa na chwilę przycichła. Ale nadszedł wspomniany wyżej upominek, okraszony psychodelicznym listem.
Corleone-Mańkowski w swoim ponagleniu napisał m.in.:
W związku ze zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia, a także Nowym Rokiem, przesyłam drobny, a przy tym bardzo praktyczny upominek. Ma on przypominać, że w najbliższym czasie czeka nas wiele pracy związanej z efektywną promocją miasta. Przyda się przy tym każda para rąk i... rękawic. (...)
Nasz upominek nie jest nośnikiem promocji Miasta, dlatego też nie został oznakowany zgodnie z Systemem Identyfikacji Wizualnej, za co niniejszym pragnę bardzo gorąco przeprosić. Nie wynajęliśmy designera, po prostu kupiliśmy ten symboliczny prezent z oferty dostępnej na rynku w segmencie produktów AGD. Traktujmy go jako materiał "do użytku wewnętrznego". Proszę o wyrozumiałość i wzięcie pod uwagę kontekstu komunikacyjnego: rękawice tego typu nie są materiałem promocyjnym, ale roboczym - sui generis środkiem BHP, do codziennego stosowania w pracy przez Ambasadorów marki Warszawa".

- Wtedy zrozumieliśmy, że różnimy się z biurem promocji nie tylko wyczuciem estetyki ale też poczuciem humoru - mówi mi przedstawiciel jednej z obdarowanych instytucji kultury. I dodaje: - Wiesz, te ich Syreny i gust miejsko-promocyjny to po prostu nie nasza estetyka i jesteśmy oburzeni, że od razu wprowadzają to zarządzeniem ze wskazaniem miejsca, wielkości itp. W ogóle w oderwaniu od zasad grafiki projektowej, dzisiejszych trendów. My nawet własne logo redukujemy, oddając pole grafice. Agresywne sposoby obrandingowywania" kultury niczym z agencji reklamowych chyba są pomyłką.

Zgadzam się. Nie chodzi o to, żeby nie umieszczać logo miasta wcale, ale by robić to w zgodzie z projektem identyfikacji wizualnej danej instytucji i z elementarnym wyczuciem. Ostatnio zrozumieli to nawet komercyjni sponsorzy, zdejmując np. w symbolicznym geście płachty reklamowe ze swoimi znakami z budynku Muzeum Narodowego. I to była bardziej trafiona reklama, niż największe nawet logo.
Mamy wysyp bardzo zdolnych grafików, projektantów, rysowników. Warszawska ulica ożywa dzięki ich pracom. Nie niszczmy ich logotypami! Pokazujmy je światu z dumą i w pełnej krasie, a to będzie najlepsza promocja. W końcu słyniemy Polską Szkołą Plakatu i jej młodymi kontynuatorami.

I jeszcze ciekawostka: Biuro Promocji Miasta, które ostatnio nie dbało raczej o promowanie WESK2016, czego efektem było wezwanie w czwartek szefowej biura Katarzyny Ratajczyk do tablicy, dziwnym trafem nagle sobie o tym przypomniało. Również w czwartek miejskie instytucje dostały pismo, żeby się wyspowiadały z zamieszczanego połączonego znaku: Syrena i ESK. Czy ma to jakiś związek z tym, że Katarzyna Ratajczyk została zobowiązana do złożenia Radzie Warszawy pisemnego sprawozdania z tego, jak dotąd Biuro Promocji Miasta promowało naszą kandydaturę w konkursie ESK2016?

Miasto żąda raportów i przysyła rękawice. I coś czuję, że instytucje kultury tę rękawicę podejmą. Zresztą już to robią, projektując swoje wersje miejskich logotypów (jak to powyżej), które pozwolą jeszcze efektywniej głosić chwałę marki Warszawa".

 

KOMENTARZE:

Rene Wawrzkiewicz - grafik-projektant, członek zarządu Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej:
Biuro Promocji Miasta myli kilka rzeczy.
Kultura nie jest produktem, który trzeba „brandingować” w każdym jej przejawie. Miasto nie jest korporacją, a jej instytucje nie są oddziałami firmy, tylko autonomicznymi podmiotami. Ich rolą nie jest promocja miasta, tylko działalność kulturalna, sportowa, edukacyjna... Tym samym promocja Warszawy odbywa się poprzez ofertę i jakość działań tych placówek.
Plakat kulturalny to nie reklama. To wypowiedź artystyczna, która rozwija, pogłębia, uzupełnia, wzbogaca o kolejne znaczenia daną wystawę, koncert czy przedstawienie teatralne. Stanowi część danej realizacji prawie tak samo jako scenografia czy muzyka. Całe szczęście nikt nie proponuje jeszcze wieszać logo nad sceną, czy też wplatać w muzykę melodii hejnału.

Współczesny branding polega na zupełnie czymś innym niż prymitywne wsadzanie wszędzie dużego logotypu. Branding dawno wyszedł już poza logotypy i grafikę, to działania bardzo skomplikowane, które mają podkreślać i wzmacniać ideę, charakter lub klimatu danego miejsca, instytucji czy wydarzenia. Zwłaszcza branding miast i krajów to rzecz szalenie subtelna i wymagająca wiedzy, doświadczenia i umiejętności.
Biuro Promocji Miasta moim zdaniem powinno bardziej skupić się na nowych metodach i skutecznych alternatywnych strategiach promocji. Budować działający oddolnie system informacji kulturalnej, wspierać informacyjnie małe wydarzenia lokalne bez budżetów, czy też wypracować wreszcie sensowny wizerunek ESK 2016.
Wszechobecność i wielkości logotypu nie jest wcale rzeczą decydującą o sukcesie w budowaniu wizerunku.
Korzystając z okazji chciałbym zaprosić Biuro Promocji w imieniu warszawskich grafików do debaty, takiej środowiskowej konsultacji, na temat wizerunku stolicy. Spotkajmy się i podyskutujmy!

piątek, 21 stycznia 2011, kovalesku

Polecane wpisy

  • Pięknej Warszawy nam życzę

  • Miasto wielkiego formatu?

    Fot. Bartek Bobkowski/Agencja Gazeta Kawałek po kawałku sprzedajemy nasze miasto. Można już zasłonić banerem dworzec, most, postawić dmuchaną reklamę przy stacj

  • Róbmy swoje

    Spotkałam się z niezwykle dynamicznym młodym człowiekiem z firmy Platige Image. Trochę, żeby poznać kulisy powstawania filmów promocyjnych i ponarzekać na urzęd

Komentarze
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/22 16:45:10
Elementarne wyczucie jak to łatwo powiedzieć... tyle tylko, że pisze to osoba, która nie tak dawno zachwycała się plakatem z kluchowatym Chopinem ubranym w dresik, z łapką sięgającą kolan (a może to była owa kontynuacja Polskiej Szkoły Plakatu???).

-
Gość: Jaan, 46.112.171.*
2011/01/24 00:42:33
mnie dresik też się podobał - sam bym go nosił! SPOTKAJMY SIĘ! Wzywamy SPOTKAJMY! KDS ds. KULTURY, gabinety BPM, czy też Chłodna - miejsca są, czas się znajdzie ale czy odwaga...
-
Gość: Ewa Vedral, *.159.14.210.static.crowley.pl
2011/01/24 10:10:14
Wymagamy od miasta, żeby wprowadziło politykę porządkującą miejski krajobraz zdominowany wielkoformatowymi, chaotycznymi reklamami, pójdźmy krok dalej i wspólnie zastanówmy się nad tym, co jest na tych nośnikach.
Szkoda, że rozmowę o promowaniu miasta zaczynamy od nakazów i w gruncie rzeczy od końca, a nie od wprowadzenia mechanizmów wspierających promocję instytucji - portale, bazy danych, dystrybucja, nośniki itp.
-
Gość: niezrzeszony, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/24 11:49:07
Drogi Jaanie, czyżbyś sugerował, że jak ktoś komentuje blog pani Kowalskiej to musi być albo z Urzędu Miasta albo z Chłodnej? Zamierzałem ręczyć honorem, że w ww przez Ciebie miejscach noga moja nigdy nie postała, ale, kurcze, co to jest to KDS?

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa