Blog > Komentarze do wpisu

Konsekwencja i upór

A teraz moja dzisiejsza ekspresowa rozmówka z Aliną Gałązką z Inicjatywy Warszawa 2020.

Czy też masz wrażenie, że po wyborach obudziliśmy się w tej samej Warszawie?
Alina Gałązka: - Spodziewałam się, że tak będzie. Tu nie ma znaczącej politycznej siły, która mogłaby przynieść jakąś zmianę. Układ sił i wzajemnych powiązań jest bardzo mocny. Zresztą potwierdził to Krzysztof Herbst, który próbował tę zbiurokratyzowaną strukturę przeniknąć, pisząc strategię polityki społecznej Warszawy.
Dlatego są możliwe tylko bardzo małe zmiany, na bardzo małych odcinkach. Takie krople, które drążą skałę.

Wyczuwam w twoim głosie zmęczenie i zniechęcenie.
- Bo ja stara już jestem;)

Dyrektor biura kultury Marek Kraszewski choćby miał najlepsze chęci nie jest w stanie dokonać rewolucji, takiej jaka by mu się marzyła. Jaka by nam się marzyła.

Mówisz „nam”. To znaczy środowisku organizacji pozarządowych i Markowi Kraszewskiemu? Jesteście jedną drużyną?
- Nie, ale mamy w wielu kwestiach wspólne cele.

Jakie?
- Np. zbliżenie instytucji i organizacji pozarządowych. Żeby organizacje były bardziej profesjonalne (czyli stały się bardziej „instytucjami”, nowoczesnymi organizacjami). Ale tu na przeszkodzie stoi ustawodawstwo. Mamy ustawę o działalności kulturalnej, która obowiązuje instytucje i ustawę o działalności pożytku publicznego, która obowiązuje organizacje, w dodatku jest przystosowana dla organizacji typu pomocowego, a nie do działań kulturalnych.

Czyli co? Bardziej powinniście przyciskać ministra niż miasto?
- Tak, ale zbyt mała jest ta naciskająca grupa organizacji kulturalnych, żeby to się stało powodem troski rządu. Z drugiej strony jest silny opór instytucji, które okopują się na swoich pozycjach.

Jakie jeszcze są wspólne cele wasze i dyrektora Kraszewskiego?
- Rzetelna ocena działalności organizacji. Wciąż brakuje obiektywnych kryteriów oceny wniosków. Chcemy, żeby pieniądze były rozdawane nie po uważaniu czy po znajomościach, ale wtedy gdy przedstawi się dobry projekt i potem się bardzo dobrze z niego wywiąże. Zakładając prawo do ryzyka i porażki.

To też jest niemożliwe do zrealizowania?
- Miasto nie ma narzędzi, żeby ocenić taką ilość umów. Biuro kultury podpisuje ich około 400 rocznie. Nie mają ludzi, którzy mogliby pójść na 400 wydarzeń, nie raz, a po kilka razy, i je rzetelnie ocenić. Dość dobrze to funkcjonuje w ministerialnym systemie stypendialnym - ci, którzy oceniają wnioski, później je rozliczają, sprawdzają wykonanie. A może taką rolę mogłaby pełnić planowana Społeczna Rada Kultury?

Inne wspólne cele z biurem kultury?
- Zbliżenie organizacji i instytucji pod względem wspólnego miejsca. Najbardziej radykalna forma to przekazanie instytucji organizacjom pozarządowym (póki co za nami jedna taka, nieudana zresztą, próba z Teatrem Ochoty, bo w końcu jest to nadal instytucja, tylko z nowym dyrektorem). Inna możliwość to realizowanie projektów wspólnie z instytucjami, w ich siedzibach. Niestety teraz organizacja chcąca zrealizować jakiś projekt np. z teatrem instytucjonalnym, może być oskarżona o podwójne finansowanie.

Teraz byłam w Poznaniu, w Teatrze Ósmego Dnia, który jest instytucją miejską, co znaczy, że dostaje stałe pieniądze na działalność. Ale oni nie mają przerostu zatrudnienia i biurokracji, działają jak organizacja. Myślę, że w tym kierunku powinniśmy iść. Żeby tylko nie zagubić po drodze swojej misji...

Niestety z ustawy o działalności kulturalnej zostały wykreślone wszystkie rewolucyjne zapisy, zostanie tylko lekko zliftingowana.

Dlaczego tak się stało? Przegapiliśmy jakiś moment?
- Chyba nie mamy na to wpływu. To są tajemnicze dla mnie tarcia na poziomie rządowym.

A może myśmy to sobie zwyczajnie odpuścili?
- Nie, ja tego o sobie nie mogę powiedzieć. Jesteśmy za mali, za mało znaczymy, żeby wpłynąć na politykę kulturalną państwa.

Brak wiary we własne możliwości?
- Realna ocena.

Zastanawiam się, jaki cel sobie stawialiście, powołując Inicjatywę Warszawa 2020. Zrobiliście to przed wyborami, w kontekście wyborów. Po co?
- Współpracując z Aldoną Machnowską-Górą i Grześkiem Lewandowskim w Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury stwierdziliśmy, że to nie jest miejsce na takie debaty. Komisja powinna się zajmować wyłacznie relacjami organizacji z miastem. I to trzeba robić, pilnować partnerskich zasad współpracy.
My chcieliśmy czegoś więcej.

Ale najpierw był Re:Animator, KDS, potem wrszw.pl, teraz Inicjatywa Warszawa 2020. Po co takie zamieszanie? Czy nie masz poczucia, że przez to ta grupa skupiona wokół Re:Animatora straciła swoją moc, siłę rażenia?
- Może. Ale chcieliśmy (przynajmniej ja) odciąć się od Re:Animatora, bo zbyt często pani pełnomocnik ds. ESK wytykała nam, że jest finansowany przez miasto. Wrszw.pl to jest coś innego - luźna federacja, która chyba niekoniecznie chce się zajmować reformą systemu. Powołaliśmy Inicjatywę, bo chcieliśmy zorganizować cykl przedwyborczych debat.

Jedna z nich stawiała pytanie czy tracić dziewictwo i wejść w politykę. Jakie wnioski?
- Nasz kolega Grzegorz Laszuk stwierdził, że trzeba stracić i stracił. Ja nie chcę się zajmować polityką. Do PO się nie zapiszę.

Ale mogłaś wypromować swojego kandydata. Nie masz poczucia, że tylko tędy droga do realnych zmian? Ulokowanie w Radzie Warszawy swojego człowieka, takiego upierdliwca, który bez końca będzie podnosił wasze postulaty?
- Nie znam takiej osoby, która chciałaby zapisać się do PiS-u, SLD czy PO, a tylko tędy droga do Rady. Chciałabyś stać się takim żołnierzem partii?

Nie wiem, może trzeba zacząć od strategii Legierskiego i się „zapisać”. Bo licząc na zmianę tego partyjnego myślenia marnuje się kolejne 4 lata, podczas których można już przygotowywać grunt pod zmiany.
- A ja bym raczej wolała nieustająco edukować radnych i to chcemy w tej kadencji robić. Bliżej z nimi pracować.

Czyli cały czas wierzysz w powolną pracę u podstaw, a nie w rewolucyjne myślenie?
- Pytanie: na ile pojedynczy radny ma wpływ na rzeczywistość. Przykład Katarzyny Munio pokazał nam, że nie ma żadnego.

Może już jesteście zmęczeni, rozczarowani? Albo jak mówisz jesteście realistami i wiecie, że pewnych spraw nie da się przyspieszyć? Ale to jednak jest środowisko kultury niezależnej! Liczyłabym, że będziecie ostrzy, radykalni, w kontrze, punktujący władzę. Deklarujecie publicznie, że głosujecie na Hannę Gronkiewicz-Waltz i nic z tego nie wynika. Myślałam, że po takiej deklaracji będziemy mieć przynajmniej nowego pełnomocnika ds. ESK, a tu nic. Stąd to wrażenie, że jesteście ciałem doradczym biura kultury.
- Jako komisja - jesteśmy nim w pewnym sensie. Inicjatywa ma większe ambicje - np. opiniowania kroków ministerstwa kultury. Bo myślę, że w tych warunkach, jeżeli jakakolwiek zmiana jest możliwa, to tylko na poziomie centralnym.

Ale najpierw musisz zbudować siłę, żeby się z tobą liczyli.
- Tak.

Nie sformułowaliście jednoznacznie swoich celów, nie zabieracie na bieżąco głosu w publicznej debacie, nie wiemy nawet kto jest członkiem Inicjatywy.
- To prawda, bo dopiero się zawiązujemy, macamy i ostrożnie dobieramy ludzi, żeby znowu nie popaść w paraliż decyzyjny. Ale nie jest to jakaś tajemnicza masońska organizacja, chcemy dotrzeć do ludzi.

Jakie teraz sobie stawiacie cele? A może jesteście zadowoleni z tego, co jest?
- Nie, nie jestem zadowolona z tego co jest. Mamy swoje cele: doprowadzenie do tego, żeby miasto wypracowało wreszcie długofalową politykę kulturalną; powolna praca nad zmianą procedur, tam gdzie to jest możliwe. Skłonienie Rady Warszawy, by zajęła się kwestiami Warszawskich Spotkań Teatralnych, programu rozwoju kultury czy ESK.
Ugór do zorania jest. Ale ja bardziej wierzę w pracę organiczną, konsekwencję i upór.

środa, 15 grudnia 2010, kovalesku

Polecane wpisy

  • Pięknej Warszawy nam życzę

  • Miasto wielkiego formatu?

    Fot. Bartek Bobkowski/Agencja Gazeta Kawałek po kawałku sprzedajemy nasze miasto. Można już zasłonić banerem dworzec, most, postawić dmuchaną reklamę przy stacj

  • Róbmy swoje

    Spotkałam się z niezwykle dynamicznym młodym człowiekiem z firmy Platige Image. Trochę, żeby poznać kulisy powstawania filmów promocyjnych i ponarzekać na urzęd

Komentarze
Gość: baba, *.adsl.inetia.pl
2010/12/16 00:38:29
jakoś nie wierzę w dobre intencje Kraszewskiego, który jest typem aparatczyka i ciągle coś kręci. Ani Lewandowskiego, który traktuje chyba kulturę jako trampolinę do jakiejś kariery, może politycznej. organizacje będą dreptać w miejscu, dopóki nie będzie porządnej centralnej reformy, która pozwoli im naprawdę realizować misję, a nie zajmować się opisywaniem kwitów....
-
Gość: kowalski, 83.238.109.*
2010/12/16 13:47:54
To nic nie da Agnieszko, że będziesz zadawać pytania z podpowiedzią. To nic nie da, że zaproponujesz wprost sprawdzone rozwiązania. Również nic nie da to, że wesprzesz kolejną inicjatywę. Zaraz ktoś się odetnie, to znów ktoś się znudzi, może też lider okaże się zbyt charyzmatyczny, żeby go słuchać i trzeba go będzie trochę utemperować.
Z punktu widzenia polityka, rozwiązanie jest proste -środowisko kultury trzeba zostawić samemu sobie, żeby spokojnie się "wytłukło". Kipi w garnku, kipi, ale nic się nie gotuje ;)

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa