Blog > Komentarze do wpisu

Zróbmy to w sąsiedztwie!

Podczas dzisiejszej dyskusji 'Warszawa, kultura kontra przestrzeń' w MSN, zorganizowanej przez Res Publikę Nową, absolutnie mnie zauroczył Peter Richards. Jak to się stało, że dotąd się nie spotkaliśmy? Nie wiem. Ale zdecydowanie muszę to nadrobić i umówić się z nim na dłuższą rozmowę do Gazety. I dowiedzieć się więcej ponad to, że jest architektem, specjalizującym się w projektach ekologicznych, współpracującym z grupą projektową Centrala, mieszkającym na Saskiej Kępie:) Mój człowiek!


Mówił o tworzeniu przyjaznych enklaw w mieście, podobnych do Dotleniacza na pl. Grzybowskim, które spowodowałyby, że nie uciekalibyśmy na weekend z Warszawy, ale chętniej spędzalibyśmy czas na spacerach, na świeżym powietrzu. Wzmacniając poczucie wspólnoty. Polecał prosty zabieg skupienia się na najbliższym sąsiedztwie i działaniu na małą skalę. Można zamykać na soboty ulice i na nich organizować kulturalne i rekreacyjne działania inspirowane przez lokalnych artystów, kuratorów, animatorów, którzy znają miejsce i ludzi. (- Nie zaprojektujesz charakteru ulicy, on już tam jest - mówi Peter). I nie chodzi o zamykanie tylko Krakowskiego Przedmieścia, bo to jest gest skierowany raczej do turystów, a nie do nas - mieszkańców, a to my mamy coś dla siebie zrobić. Dzięki temu każda taka ulica czy okolica zyskać by mogła swoją specyfikę, np. tej gdzie jest doskonały targ kwiatowy, albo rozwija sztuka graffiti albo są doskonałe aktywności dla dzieci. Wiedzielibyśmy gdzie i po co pójść w sobotę, gdzie spędzić czas z przyjaciółmi.

Takimi przyjaznymi przestrzeniami mogłyby być też ogródki działkowe - nasze ogrody w środku miasta, które często sprzedawane są przez miasto deweloperom. A jak sugeruje Peter możnaby je otworzyć dla mieszkańców. Wykupić np. 30 takich ogródków pośrodku całego założenia i stworzyć tam wspólną przestrzeń do spędzania wolnego czasu z placem zabaw, ławkami, kawiarenkami.

Jest też coś w tym, co mówi Peter, że miasta poddane są terrorowi samochodowemu. U nas co prawda metra prawie nie ma, więc zamykanie ulic dla samochodów jest mało możliwe. Ale marzy mi się. Gdy mam trochę wolnego czasu wieczorem albo w weekend, wolę przespacerować się przez miasto niż jechać samochodem. Więcej widzę, wrażeń wbród, przypadkowe spotkania ze znajomymi. To dlatego z urlopów w innych miastach mamy tak pozytywne wspomnienia, bo tam zwyczajnie więcej się włóczymy.

W Berlinie wiem gdzie iść w sobotę - bo na jednym placyku jest mnóstwo kafejek z dobrymi śniadaniami i muzyką na żywo, gdzie indziej plaża, a jeszcze w innym miejscu - targowisko staroci. W Warszawie nie mam zbyt wielu takich miejsc. W sobotę z przyjemnością chodzę na zakupy na Halę Mirowską i za każdym razem myślę o tym, jak fajnie byłoby stworzyć tuż obok, w parku Mirowskim, takie sobotnie targowisko z młodym, nowoczesnym polskim designem. Może na kształt Gdynia Design Days projektanci mogliby sprzedawać swoje rzeczy w kontenerach, a może w ciekawie zaprojektowanych stoiskach? Obok mielibyśmy naszych staruszków handlujących drobnicą i dobrami z działek - kwiatami, owocami. Na pewno powstałyby też w okolicy fajne kawiarenki.

Też przy okazji Euro 2012 władze miasta powinny pomyśleć o zorganizowaniu takich rekreacyjnych przestrzeni. Wiem, że planowana jest nowa plaża na wysokości Stadionu Narodowego, po praskiej stronie. Może ożywi się dzięki temu komunikacja wodna i Przemek Pasek będzie nas mógł stamtąd zabierać na spacery po chaszczach? Może się uda. Za mało życia na te wszystkie pomysły:)

sobota, 07 listopada 2009, kovalesku

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa

Gazeta.pl Warszawa