Poeta, pisarz i performer Marcin Cecko specjalnie dla Zrób to w Warszawie opowiada o swoim poemacie 'Warszawa to wieś', który zostanie wyklejony na witrynie klubokawiarni Chłodna25. W piątek 24 lipca o godz. 20. Marcin go tam odsłoni i odczyta.
spotkałem innego kolegę który powiedział:
wieś
założono tu na cmentarzu
kiedy opary krążącego widma
opadły już na bieliznę ziemi
kryjącą przed dziećmi jeżdżącymi na sankach
ciała ludzkie zmiksowane z niewypałami
niewybuchłymi bombami tandety
pociskami co nikogo nie poniosły
i ślepymi łuskami
syreny
z nieba runęły klocki lego i pogrzebały
stary świat
przybyli lekarze
uległy chirurgii nazwiska ulic
wstawiono plomby choć wyrwano zęby
a rany załatano tablicami pamięci
niejedna głowa tęga od promocji
ubrała tutejsze chaty stodoły obory
płaszczyznami sitokoloru
'Warszawa to wieś' to jeden z poematów, które przygotowuję do tomiku pt. 'Rozdział na przyszły rok'. Będzie to zbiór tekstów oksymoronicznych, opartych na silnych kontrastach, można powiedzieć wierszy czarno-białych, w których nie tyle liczy się teza, czy obserwacja, ale raczej napięcie nakreślonych przeciwstawieństw i krążenie wokół tych napiętych strun. W tym wypadku taką osią jest kwestia wsi/miasta, stolicy/peryferii. Brutalnie eksploruję kontekst wsi jako krainy utraconej i sielskiej, ale i wsi jako synonimu obciachu. Stolicy jako centrum kraju i stolicy jako pomylonej, rozdziabdzianej mieszaniny ludzi o nie zawsze szczerych intencjach. Mimo, że upuściłem nieco żółci na miasto swojego urodzenia, uczyniłem to z czystej miłości do Warszawy, miłości, która nie pozwala mi jej opuścić choćbym czasem bardzo tego pragnął. Chciałem też w końcu się do tego w dosyć przekorny sposób przyznać. Od 12 lat kiedy jeżdżę do innych miast ludzie patrzą na mnie jak na dmuchanego bubka ze stolycy. Nigdy tego nie rozumiałem. Bo możesz to zrozumieć tylko wtedy kiedy przyjeżdżasz tu do pracy lub na studia i zderzasz się z tym dziwnym rozkładem miasta i energii. Dla mnie Warszawa to najpierw wioska Bemowo, potem wioska Gocław itd. itp. Zazwyczaj nie przyklejam się w wierszach do tzw. 'ważnych spraw' tym razem uczyniłem to ze względu na charakter miejsca, w którym poemat zostanie umieszczony. Ch25 to dla mnie bardzo ważne miejsce artystycznie, ale jest też symbolem nowoczesnej refleksji nad kierunkiem rozwoju miasta, miejscem spotkań wielu środowisk, nie tylko związnych ze sztuką. Zrezygnowałem więc z osobistego tonu i rozpisałem tekst na głosy mniej lub bardziej o Warszawie. Czy rzeczywiście Warszawa to wieś, warszawiacy to zwierzęta folwarczne, miasto kłania się przed cielcem komercji, a reklamy nie pozwalają oczom żyć? Decyzję pozostawiam czytelnikom i zapraszam na odsłonięcie i odczytanie poematu w piątek o 20. A późnie na stanie przed szybą Chłodnej i czytanie na spokojnie.
spotkałem innego kolegę który powiedział:
warszawa to wiocha
warszawa to nudna śmierdząca w cienkim cieście kebabem
wiocha zabita szklanymi kolcami biurowych jeżowców
a każdy warszawiak
z prawdopodobieństwem przegranej w totolotka
to pozbawiony roli
nafaszerowany fałszem wieśniak
no coż - i jescze tak trochę zostanie, bo w Polsce billboard w betonowym klocku z odrobiną trawy jest kwietnikiem, a siatki wielkoformatowe na budynkach w Warszawie można wywiesić po wysłaniu listu z informacją do Urzędu Stanu Cywilnego w Ustrzykach, zresztą na takich samych zasadach stawia się billboardy na odlanym klocku betonowym - jako coś niestałego i ulotnego, na co nie potrzeba zgody urzędu. Reklamy na przyczepach i autach nie są reklamami, tylko pojazdami. Firmom wieszającym nielegalne reklamy na latarniach, drzewach itp. nie można wlepić mandatu, bo prawo nie przewidziało tu "sprawstwa kierowniczego". Można ewentualnie złapać plakaciarza.
Co ma zatem zrobić ktoś, kto musi patrzeć?
Z grupą znajomych założyłam stowarzyszenie, którego postulaty rozpatruje Min. Infrastruktury, a po naszej prezentacji w Sejmie, Komisja Przyjazne Państwo wystosowała dezyderat do Rzadu w tej sprawie (na podstawie wszystkich naszych postulatów). 3 dni temu otrzymałam odpowiedż na ten dezyderat i w skrócie "dużo się nie zmieni".
Co jeszcze - nasz postulat na temat stref ochronnych nie został wpisany do dokumentu kończacego 10-miesięczne obrady Warszawskiego Okrąłego Stołu Reklamowego, powołanego przez Przewodniczacą Rady Warszawy. Co za tym idzie? Videobillbordy z dzwiękiem na stokach narciarskich i plażach. Niemożliwe - a jednak. Zapraszam na MiastoMojeAwNim.pL, pozd. Ela Dymna