|
Blog > Komentarze do wpisu
Pomysł: Trailer festiwaluMuzeum Sztuki Nowoczesnej dostało od miasta propozycję zorganizowania w Warszawie festiwalu designu. Takich imprez na świecie jest mnóstwo, większość podobnych, z serią wystaw efektownie zaprojektowanych przedmiotów. Zespół Muzeum ani nie ma na to wystarczającego budżetu, ani specjalnej ochoty. Przeczytajcie, co wymyślili (rozmowa z Sebastianem Cichockim, głównym kuratorem MSN, ukaże się w Gazecie w poniedziałek, w moim cyklu Mam pomysł).
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w październiku i listopadzie zaprosi nas na oryginalny festiwal designu. Jego bohaterką będzie „Warszawa w budowie”. Agnieszka Kowalska: Jaki macie pomysł na festiwal designu? Sebastian Cichocki: - Zacznijmy od tego, że to nie będzie festiwal. Ostrożnie stosowałbym również sam termin design. Nie festiwal? To co? - Zwiastun festiwalu. Jak trailer w kinie - krótka, intensywna zapowiedź. To projekt na zamówienie miasta, które stanęło do walki o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Zakładamy, że festiwal designu dopiero powstanie. Najpierw chcemy jednak sondować teren, postawić diagnozę - jakiego wydarzenia naprawdę Warszawa potrzebuje. Zależy nam na tym, żeby nie powielać gotowych wzorców, ale stworzyć projekt o silnym, lokalnym charakterze. Tegoroczny budżet jest też zbyt mały na spektakularne wydarzenie (600 tys. zł). A dlaczego unikacie słowa design? - Nie unikamy, ale to stosunkowo niedawno przeszczepione na grunt polski słowo kojarzy się głównie ze wzornictwem przemysłowym, ewentualnie z grafiką użytkową. Ale już mniej z projektowaniem miejskim. A to ono jest dla nas najbardziej interesujące. Przykładem była chociażby dyskusja wokół odbudowy Nowego Orleanu. Zastanawiano się, jak można design zastosować do zaprojektowania wszystkiego: od szopy, przez wał przeciwpowodziowy po powołanie nowego gigantycznego biennale sztuki Prospect. Takie wielopoziomowe „meblowanie” rzeczywistości ma duży wpływ na jakość naszego życia - nasze emocje, samopoczucie. Czyli co? Warszawa będzie miała tej jesieni zwiastun festiwalu projektowania? - Dokładnie. Nazwaliśmy go „Warszawa w budowie”, bo to miasto wydaje się być jednym wielkim placem budowy. To fascynująca sytuacja, której zazdroszczą nam np. Szwajcarzy, którzy rozplanowany mają już każdy cal ziemi. A w Warszawie wciąż tyle zostało jeszcze do zaprojektowania. „Warszawa w budowie” proponowana przez muzeum w budowie? - Tak, używamy celowo tej analogii. Warszawa się buduje, my się budujemy. Nowy festiwal poszukuje dla siebie nowego modelu, trzeba go wymyślać od podstaw, podobnie jak Muzeum. I co proponujecie? - Nie jesteśmy wielkimi miłośnikami typowych festiwali designu, prezentujących ekskluzywne towary. Patrzymy na projektowanie w możliwie najszerszej perspektywie, pamiętając o tym że jesteśmy przede wszystkim instytucją sztuki współczesnej. Naszym geograficznym punktem odniesienia jest np. to co dzieje się w Berlinie, mieście uznanym przez UNESCO za światową stolicę designu. Oni też mają swój festiwal. - Tak, dość mocno zakorzeniony w refleksji miejskiej. Kilka lat temu tematem DesignMai był sam Berlin. Idąc tym tropem zastanawialiśmy się, co jest najbardziej charakterystycznego dla krajobrazu miejskiego Warszawy. I doszliśmy do wniosku, że jest to tymczasowość, która z dziwnych powodów, paradoksalnie, przeistacza się w coś super stabilnego i trwałego. Tomek Fudala, który wraz z Aną Janevski i ze mną przygotowuje „Warszawę w budowie”, organizuje panel dyskusyjny o tzw. architekturze spadochronowej. Takiej, która nie pasuje do danego miejsca, jest plombą, anarchistycznym aktem zawłaszczenia jakiegoś terytorium. Czyli będą wykłady. O czym? - Chcemy przekształcić muzeum w „akademię projektowania”, serie zdarzeń podzielonych na bloki tematyczne. Będziemy dyskutować w zespołach specjalistów z różnych dziedzin m.in. o typografii, o urbanistyce, o zmianach w przestrzeniach dużych miast naszego regionu, a nawet o zagospodarowaniu terenu wokół Pałacu Kultury. Do tych debat zaprosiliśmy m.in. grafików z STGU, Fundację Bęc Zmiana, Partię Zielonych, magazyn „2+3D”, jest też kilkunastu gości zagranicznych. Bardzo ciekawa propozycja przyszła ze strony „zielonej”, od Magdy Mosiewicz. Chcemy powołać coś co nazywamy Departamentem Propozycji. Raz w tygodniu, na kilka godzin piętro muzeum przekształcimy w rodzaj Hyde Parku, gdzie mieszkańcy, aktywiści, przedstawiciele różnych partii, środowisk, będą mogli przedstawiać swoje propozycje dla Warszawy. Dlaczego tak? - Tylu mieszkańców ma pomysły na swoje miasto – niektórzy utopijne, inni bardzo konkretne, gotowe do wdrożenia. Chcemy tę energię skanalizować w muzeum. Dobrze to czujemy, bo nasza instytucja też jeszcze do niedawna była taką utopijną mrzonką. Co oprócz wykładów? - Będzie wystawa, która z Pańskiej rozlewać się będzie na sąsiedni pasaż, pawilon meblowy Emilia (gdzie przygotowujemy specjalną niespodziankę), aż do Pałacu Kultury i na plac Defilad. To będzie wystawa o cechach szczególnych Warszawy, widzianych oczyma artystów i designerów, głównie spoza tego miasta. Niektórzy są z innego kontynentu, nigdy w Warszawie nie byli, ale odnoszą się w swojej twórczości do jej cech szczególnych: anarchii w mieście, tymczasowości, starzenia się i rozpadu materiałów. Artysta z Izraela Ariel Schlesinger od dawna prowadzi w Internecie archiwum „małych katastrof miejskich” - fotografuje absurdalne obiekty znajdowane podczas miejskich podróży. Toby Paterson, szkocki malarz, skater, jest zafascynowany architekturą modernistyczną naszego regionu. Carlos Bunga z Portugalii tworzy makiety budynków z tektury, które niszczy własnym ciałem, a Anette Wehrman wysadza rabatki za pomocą prymitywnych materiałów wybuchowych. W sumie w wystawie weźmie udział kilkunastu artystów, z Polski będą m.in. Michał Budny, Kasia Przezwańska i Ola Wasilkowska. Ich prace prezentujemy w historycznej klamrze, wykorzystując np. ofiarowane nam niedawno przebogate archiwum firmy Reklama, która zajmuje się produkcją i konserwacją neonów. To prawdziwa historia warszawskiej tymczasowości. Nietypowa wystawa jak na festiwal designu, głównie z udziałem artystów sztuk wizualnych. - Ale artystów, którzy używają, reinterpretują i wzbogacają język projektowania. Mamy też designerów - np. grupę Uglycute czy Bartka Muchę. Te dziedziny bardzo mocno się przenikają, nie ma już wyraźnych podziałów. Artyści posługują się strategiami zaczerpniętymi z designu i odwrotnie. Nasze muzeum przyciąga bardzo różnorodną publiczność - zainteresowaną architekturą, muzyką, projektowaniem. Tych ostatnich pozyskaliśmy m.in. współpracą ze bardzo cenionym, a jednocześnie wzbudzającym gorące emocje, szwajcarskim typografem Ludovikiem Ballandem. Weźmie udział w festiwalu? - Tak, od kilku tygodni opracowuje na tę okazję specjalny nowy „font warszawski”, litery składane z fragmentów architektury, także przyszłego muzealnego gmachu Kereza, ale i rusztowań, rysunków technicznych. Pojawią się one na plakatach festiwalu, na torbach, pocztówkach. To będzie czcionka dedykowana Warszawie, miastu w budowie, które wciąż można totalnie przeprojektować. Fot. Bartek Bobkowski niedziela, 26 lipca 2009, kovalesku
|
|