|
Blog > Komentarze do wpisu
Spacer po HomoWarszawie
Spotkałam się dziś z Wojtkiem Szotem - współautorem 'HomoWarszawy' - pierwszego przewodnika po gejowskiej i lesbijskiej stolicy, który ukaże się w połowie lipca. Na świecie to już norma, w Warszawie dotąd takiego wydawnictwa nie było. Są darmowe mapki i broszurki, które można znaleźć w klubach i kawiarniach, ale ograniczają się jedynie do pokazania kilku najważniejszych gejowskich lokali. Książka „HomoWarszawa” potraktuje temat znacznie szerzej.- Początkowo chcieliśmy, żeby to był spacerownik, wyszła encyklopedia - śmieje się Wojtek Szot. Będzie więc jak w klasycznym przewodniku: dużo zdjęć, trasy spacerowe, ale też obszerna część historyczna pokazująca HomoWarszawę od lat 30. po dziś dzień, cytaty z literatury i wypowiedzi znanych gejów i lesbijek o ich warszawskich ścieżkach. Znajdziemy tam miejsca wyłącznie dla osób homoseksualnych (branżowe - jak je określa Wojtek Szot, tj. Utopia, Toro czy Usta Mariana) i te „gay friendly”, czyli im przyjazne, jak Chłodna 25, Plan B, Obiekt Znaleziony, zagłębie klubowe przy 11 Listopada, Szpilka, Karma, Między Nami, CDQ. - To w nich toczy się moje życie towarzyskie, nie w tych stricte gejowskich - przyznaje Mike Urbaniak, współautor książki „Gejdar”, autor jednego z tekstów w przewodniku „HomoWarszawa”. - W ogóle nie lubię tego określenia „gay friendly”. Wolę „homo friendly”, czyli w moim rozumieniu przyjazne ludziom, bez względu na ich tożsamość seksualną, płeć czy wiek. Takie w których chłopak z chłopakiem mogą się swobodnie całować, obejmować i nikt nie patrzy na nich jak na kosmitów - dodaje. Ze swoich ulubionych, stricte gejowskich miejsc wskazuje na niepozorny bar Lodi Dodi przy ul. Wilczej, w którym nie tylko słucha się, ale też śpiewa ukochane przez właściciela polskie przeboje z lat 50., 60., 70 - Koterbskiej, Alibabek, Połomskiego. Zapytany o to, czy Warszawa generalnie jest „gay friendly”, odpowiada: - Zanim przeprowadziłem się do stolicy, mieszkałem m.in. w Łodzi i Krakowie. Przy Warszawie wypadają blado. Patrząc na polską średnią, stolica jest gejowskim rajem. No ale ciągle jest to polska średnia, czyli daleko w tyle chociażby za czeską Pragą czy Berlinem - przyznaje. Stereotyp jest taki, że warszawski gej to dyrektor kreatywny dużej agencji reklamowej, który świetnie zarabia i rozbija się drogimi samochodami po modnych imprezach. - Ale jest też inna gejowska Warszawa - ta z pikiet w parku na tyłach Muzeum Narodowego, ze schadzek w popularnych ostatnio toaletach Złotych Tarasów czy w legendarnym klubie Fantom na Brackiej, który jest jednym wielkim dark roomem, wyłącznie dla facetów - opowiada Wojtek Szot. I taką gejowską Warszawę też pokaże przewodnik. Również tę kulturalną i zaangażowaną: chadzającą na spektakle TR Warszawa czy Teatru Polonia, na wystawy do Rastra czy Muzeum Sztuki Nowoczesnej, czytającą magazyn „DIK Fagazine”. - Geje i lesbijki to dokonali konsumenci kultury, konsumenci w ogóle. Mają dużo wolnego czasu, bo najczęściej są bezdzietni, mają więcej pieniędzy, które chcą wydawać na przyjemności, poza tym szybko roznoszą wieści pocztą pantoflową w miasto. Dlatego tyle kampanii reklamowych i ofert turystycznych jest do nich kierowanych, na stronach internetowych miast są specjalne zakładki informujące o atrakcjach dla osób homoseksualnych, zachęcające - przyjedź właśnie tu, u nas wydaj swoje pieniądze. Do nas to jeszcze nie dotarło - mówi Wojtek Szot. Przewodnik, który napisał wraz z Krzysztofem Tomasikiem, Marcinem Teodorczykiem, Krzysztofem Zabłockim, Michałem Minałto i Ygą Kostrzewą ma tę lukę wypełnić. Nie tylko pokazać gejom i lesbijkom, jak mogą spędzać wolny czas i uświadomić im ich warszawską historię, ale też samym warszawiakom przedstawić stolicę od innej, nieznanej strony. - W przyszłym roku będziemy gościli u nas EuroPride, największą europejską Paradę Równości. Ciekaw jestem, czy władze Warszawy zamierzają to jakoś promocyjnie wykorzystać - zastanawia się Mike Urbaniak, który pracuje również w branży PR. - To wielka szansa, żeby pokazać się światu jako najbardziej otwarte miasto Europy. Ale obawiam się, że aż tak „gay friendly” to Warszawa jednak jeszcze nie jest. Jeszcze na gorąco spisanych kilka zdań Wojtka Szota o HomoWarszawie: - Premiera przewodnika w połowie lipca będzie połączona z oprowadzaniem jedną z opisanych przez nas spacerowych tras. Mamy wielu współpracowników, bo zbieramy wieści z miasta, co się kiedyś działo, co dzieje się teraz. Chcemy pokazać HomoWarszawę od lat 30. do dziś. Opieramy się na wywiadach z ludźmi, na dziennikach pisarzy. Nigdy dotąd ta historia nie została spisana. Fajnie by było, żebyśmy my - homoseksualiści - ją poznali i mogli ją jeszcze komuś przekazać. W PRL-u większość spotkań to były jednak pikiety, np. w parku na tyłach Muzeum Narodowego. Takim legendarnym miejscem był też zawsze plac Trzech Krzyży z knajpami Santos i Lajkonik, z szaletem Grzybek. Gdy go usunięto w latach 90., następnego dnia w tym miejscu paliły się znicze. Na początku lat 90. była Rudawka na Żoliborzu, na Ursynowie Cafe Fiolka, założona przez Fiolkę Najdenowicz. Dziś są dwie HomoWarszawy: ta homo friendly i ta branżowa, która ogranicza się do kilku zaledwie klubów stricte gejowskich. Mówię gejowskich, bo przychodzą do nich głównie geje. Lokali lesbijskich jest znacznie mniej, w Warszawie w zasadzie tylko UFA w al. Niepodległości. Ale tak jest na całym świecie, bo lesbijki spotykają się w innych miejscach, rzadko przychodzą do klubów. Mówi się o niewidzialności lesbijek i to jest wyraźne w przestrzeni publicznej. Są kluby gejowskie do których kobiety nie są w ogóle wpuszczane, w innych wydzielone są przestrzenie tylko dla mężczyzn (tak jest w Toro). Ja to trochę rozumiem, bo nam gejom nadmiar lesbijek czasem może trochę przeszkadzać. Wiem, to jest cholernie stereotypowe, ale taka jest rzeczywistość. No i jest ta Warszawa homo friendly - ona jest ogromna, tylko trzeba się nie bać. Bo to my mamy najczęściej problem z tym, żeby się odważyć i zachowywać swobodniej. Nasza książka będzie przegadana, nie ma siły. Dlatego mówimy: usiądź sobie na ławce pod tym pomnikiem, a teraz przeczytaj cztery najbliższe stronyJ Inaczej się nie da, bo są fantastyczne passusy, gdy np. Białoszewski świetnie opisuje - co prawda nowojorskie - ale darkroomy, które są nieodłącznym elementem gejowskiej kultury. Tych cytatów będzie bardzo wiele. Staramy się wszystko sprawdzać. Podstawowe miejsca które opisujemy to są kluby, większość z nich w Polsce wciąż jest ukrytych. Bojówki NOP-u co prawda już nie kursują po mieście taksówkami, ale zdarzają się jeszcze pobicia. M.in. stąd ten kamuflaż. W pełni otwarta jest Utopia, ale ona poszła w inny klimat - ekskluzywności, cele brytów, tego że gej jest modny, dlatego chodźcie do nas. Warszawa to jest wyspa na oceanie. Przyjechały tu tysiące ludzi z całej Polski, osoby które są najbardziej mobilne, podróżują po świecie, podpatrując inne modele życia. Ale mamy za sobą dopiero 20 lat wolności, 10 lat względnej emancypacji, więc może kiedyś dojdziemy do sytuacji takiej jak w Los Angeles czy Chicago, gdzie są całe gejowskie dzielnice. Póki co nie mamy tej otwartości, żeby wyjść na ulice i pokazać: jesteśmy! W tym roku jak przyjdzie na Paradę Równości tysiąc osób to będzie dobrze. Brakuje osobowego wroga (Giertych i Kaczyńscy to byli najlepsi promotorzy idei tolerancji). Poza tym jesteśmy po prostu Polakami. I tak samo jak Polacy nie idą głosować, bo ich to nie obchodzi, tak samo geje nie idą na Paradę Równości. Bo przecież jest dobrze, w czterech ścianach nikt nie bije, więc po co cokolwiek robić. A takie związki partnerskie, zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną czy zakaz mowy nienawiści to dla wielu są rzeczy abstrakcyjne, których nie potrafią przełożyć na własne życie. Trwa spór: czy tworzyć miejsca wyłącznie dla osób homoseksualnych czy otwierać się i robić przestrzenie „pomiędzy”, w których jesteśmy my, ale zapraszamy też osoby heteroseksualne. Spór absurdalny, bo powinny być i takie i takie, zgodnie z zapotrzebowaniem. W tych stricte gejowskich są np. takie rzeczy, których w innych nie uświadczysz, jak darkroomy. Trudno namówić klub heretycki, żeby stworzył darkroom, do którego będzie wpuszczał tylko facetów. Choć faktem jest, że w krajach, w których tolerancja i emancypacja są znacznie bardziej zaawansowane, kluby stricte gejowskie zaczynają upadać, bo już wszędzie można chodzić, nie trzeba się bać. Upadają nawet legendy - w tym roku zamknęła się pierwsza księgarnia homoseksualna w Nowym Jorku, działająca tam od 60. lat, bo te książki są już wszędzie, wyszły z podziemia. Opisując gejowskie miejsca nie stosujemy żadnej cenzury, żadnych nie pomijamy. Mamy Fantom i mamy Utopię, a między nimi jest gigantyczna przestrzeń kulturowa. Ale tacy też jesteśmy i dlaczego mamy teraz przepraszać za to, że też chcemy się pieprzyć. Nie będziemy niczego ukrywać. Opisujemy 30, 40 pikiet w tym mieście, co nie znaczy, że nie opisujemy też 20 pisarzy i pisarek. Taka jest rzeczywistość. W połowie lipca poprowadzimy warszawiaków trasą: od Tarczyńskiej związanej z Mironem Białoszewskim (za rok ukażą się jego dzienniki, gdzie bardzo dużo będzie o jego orientacji seksualnej), przez pl. Starynkiewicza, gdzie kiedyś była bardzo popularna sauna, Dworzec Centralny i tzw. Broadway do samego Pałacu Kultury, gdzie na 7 i 8 piętrze były popularne toalety, których nikt nie pilnował, a skończymy pod Sejmem. Mamy nadzieję, że nie przyjdą wyłącznie osoby homoseksualne i że warszawiacy dzięki nam odkryją, że w miejscach które z pozoru doskonale znają, w PRL-u toczyło się równoległe, podziemne życie. piątek, 12 czerwca 2009, kovalesku
|
|